REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Pomóżmy uratować Bożenkę

Opublikowano 27 sierpnia 2021, autor: bj

Jeszcze niedawno Bożenka Szadkowska (14 l.) była wesołą, beztroską nastolatką. Pewnego dnia poczuła ból nogi i zaczęła mocno kuleć. Diagnoza była miażdżąca- nowotwór.

– Zaczęło się od niewielkiego bólu w kolanie, który z czasem stał się tak silny, że nie mogła chodzić. Poszłam z nią do lekarza rodzinnego. Dał maść. Nic jednak nie przechodziło – tłumaczy Małgorzata Szadkowska z Jasienia.

Dlatego pojechała z córką do ortopedy do Żar.

– Też dał maść, stwierdził, że najprawdopodobniej jest woda w kolanie i że trzeba ją będzie ściągnąć – opowiada pani Małgosia.

Po trzech tygodniach miała być kolejna wizyta, ale do niej nie doszło, bo lekarz zachorował na koronawirusa. Bożenka wróciła do rodzinnego. Ból był już nie wytrzymania.

– Wtedy dał skierowanie do szpitala. Zrobili prześwietlenie. Wyszedł guz – opowiada M. Szadkowska.

Usłyszały diagnozę, która zabrzmiała jak wyrok: nowotwór złośliwy kości. Należało jak najszybciej rozpocząć leczenie. Od tego momentu drugim „domem” Bożenki stał się oddział onkologii dziecięcej w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. Tam przeszła chemioterapię przedoperacyjną, którą zniosła bardzo źle.

Do Warszawy jeździł z nią tato, co 2 tygodnie, począwszy od października. Jechali przed weekendem. Najpierw przechodzili test na covid, potem szli do szpitala. Musieli być tam tydzień. Tato Bożenki mógł nocować w szpitalnym hotelu dla rodziców. Ale każdy wyjazd to i tak spory wydatek – ok. 1 tys. zł za każdym razem. Bożenka starała się być dzielna.

Wszystko ją bolało

– Była słaba, nie miała apetytu, wszystko ją bolało. Ale cały czas walczyła i 29.04. odbyła się operacja usunięcia guza i wszczepienia endoprotezy. Wszystko się udało, ale to nie koniec walki o zdrowie – tłumaczy mama.

Potem przechodziła bolesną rehabilitację, od nowa uczyła się chodzić, powoli stawiała krok za krokiem. Poza tym musiała jeszcze przyjąć agresywną chemioterapię pooperacyjną. Niestety, po badaniu diagnostycznym chemioterapia została zawieszona.

– Wybrała maksymalną dawkę, więcej już po prostu nie może – tłumaczy pani Małgosia.

Leczenie odcisnęło piętno.

– Bożenka miała piękne, długie włosy. Niestety, straciła je już po pierwszej serii chemii. Widzę za to w niej inną zmianę, wydoroślała, kiedyś była zamknięta, teraz szuka kontaktu z ludźmi. Stała się bardzo otwarta – opowiada mama.

Gdy koledzy wrócili do szkoły poprosiła, żeby i ona mogla tam na chwilę pójść.

– Przyjęli ja bardzo serdecznie. Choć Bożenka się zmieniła, to dla nich było najważniejsze, żeby wracała do zdrowia. Niestety na razie nie będzie mogła wrócić do szkoły – mówi z żalem M. Szadkowska.

Potrzeba 150 tys. zł

Teraz Bożenka czeka na specjalne leczenie – będzie otrzymywać lek, który ma zapobiec przerzutom, ale nie jest on refundowany przez NFZ.

– Jedna dawka to koszt od 11 tys. zł do 14 tys. 500 zł. A żeby to leczenie było skuteczne, potrzebuje minimum 12 dawek – wylicza M. Szadkowska.

Bożenka ma dwie siostry, 12-letnią Julę i 17-letnią Żanetę. Na szczęście są zdrowe, ale o ich potrzeby rodzice również muszą zadbać. Dla nich zakup leku jest wydatkiem ponad możliwości finansowe. Dotychczasowe leczenie Bożenki już pochłonęło ich wszystkie oszczędności.

Pani Małgosia jest na zasiłku pielęgnacyjnym (1 tys. 900 zł), a jej mąż na zasiłku holenderskim, bo przerwał pracę za granica, by wesprzeć żonę.

Lek kosztować może nawet ponad 150 tys. zł. Każdy, kto chciałby pomóc Bożence, może to zrobić, wpłacając pieniądze na subkonto Stowarzyszenia „Warto jest pomagać” lub 1 proc. podatku.

Zbiórka na leczenie Bożenki odbędzie się jutro (w sobotę, 28.08.) podczas festynu rodzinnego w Jasieniu.

Możesz pomóc
przekazując 1% podatku KRS 0000318521, cel szczegółowy: imię i nazwisko podopiecznego

bądź wpłacając darowiznę na subkonto subkonto Bożeny Szadkowskiej

31 1140 1850 0000 2096 6400 1212

Stowarzyszenie „Warto jest pomagać”,
ul. Bema 7/6
65-035 Zielona Góra

Napisz komentarz »