REKLAMA

Wasze sprawy

Pacjentkę widział z daleka

Opublikowano 13 sierpnia 2021, autor: bj

Z ugryzioną przez psa 8-letnią wystraszoną córką pojechała do przychodni. Rana krwawiła. Na lekarzu nie zrobiło to wrażenia. Choć matka była u niego w gabinecie, kazał jej… zadzwonić do siebie po teleporadę. Lekarz zaprzecza.

Gdy 8-letnia Lena została ugryziona w rękę, jej mama natychmiast zabrała ją do lekarza. Jak się okazało, rana jej córki to był dopiero początek kłopotów i jeszcze większych nerwów.

– W czwartek, 5.08.,  moja córka została pogryziona przez psa. Od razu zadzwoniłam do weterynarza, bo dowiedziałam się, że nie był zaszczepiony. Zostałam poinstruowana, że mam niezwłocznie zgłosić się do lekarza – mówi Paulina Kozdroń z Żar.

Pierwszym pomysłem był telefon do Szpitala na Wyspie, na oddział dla dzieci.

– Tam otrzymałam informację, że muszę się jak najszybciej skontaktować z lekarzem rodzinnym i że powinnam zostać przyjęta szybko, bo to sytuacja nagła, z wypadku – mówi pani Paulina.

Teleporada

Wspomina, że Lena była wystraszona i obolała.

– Ta rana była krwawiąca. Pojechałam do przychodni lekarza rodzinnego, gdzie jesteśmy zapisani. Wejście było zastawione krzesłem. Pielęgniarka nerwowym tonem zapytała, czy jestem umówiona. Opowiedziałam, co się stało. Poszła do gabinetu. Lekarz nawet do mnie nie wyszedł. Weszłam do niego, powiedziałam, że chodzi o małe roztrzęsione dziecko. Poprosiłam, żeby udzielił jakiejkolwiek pomocy. Odpowiedział mi, ze trwa teleporada. I że sama mam się umówić na teleporadę, to wtedy zobaczymy, co dalej – opowiada mama pogryzionej przez psa dziewczynki.

Puściły nerwy

Przyznaje, że wtedy puściły jej nerwy, mąż pani Pauliny też nie wytrzymał i parę słów dorzucił. Dopiero po awanturze, w przychodni sprawdzili, czy Lena jest w rejestrze pacjentów.

– A dzieckiem w tym czasie nikt się nie zajął. Nie zdezynfekował rany, nie opatrzył, nie spojrzał nawet. Nikt nie próbował jej uspokoić, choćby chwilkę porozmawiać. A przecież w takiej sytuacji od razu powinna być doraźna pomoc – argumentuje pani Paulina.

Nie wiedziała, co robić. Wyszła z przychodni, w której w korytarzu siedziała zaledwie jedna osoba.

Bezpieczny pacjent?

– Po tym wszystkim Lena była jeszcze bardziej przestraszona, zdezorientowana. A przecież byłyśmy u lekarza, czyli tam, gdzie pacjent powinien czuć się bezpiecznie. Dziecku trudno było to zrozumieć – podkreśla. – Takie zachowanie lekarza, jego niezadowolone miny, postawa pielęgniarki to naprawdę robiło wrażenie.

Po wyjściu z przychodni jeszcze raz zadzwoniła do szpital. I to tam ostatecznie Lena otrzymała pomoc.

– Lekarz uspokoił córkę, skonsultował się z chirurgią dziecięcą w Zielonej Górze. Opatrzył ranę. Zachował się bardzo profesjonalnie, za co bardzo dziękuję – mówi pani Paulina.

Natychmiastowe zdezynfekowanie

O pogryzioną Lenę pytamy w Szpitalu na Wyspie. Upewniamy się, że to lekarz rodzinny powinien pomóc dziecku.

– Nie powinna do nas trafić, ale jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że tak się zdarza. Nie chodzi o to, że nie chcemy, tylko mamy swoje obowiązki do wykonania. W tym przypadku, rana nie wymagała szycia, tylko załażenia plasterków zbliżających brzegi rany. Do tego antybiotyk. Potem planowa wizyta, w zależności od wyników obserwacji psa. Jeśli będą niepokojące informacje, wówczas niezbędne będzie podanie szczepionki. Te są na szczęście bezbolesne, 5 dawek w ramię – mówi Rafał Kołsut, ordynator pediatrii w Szpitalu na Wyspie. I dodaje: – W takiej sytuacji bardzo ważne jest natychmiastowe zdezynfekowanie, opatrzenie rany. Wówczas spada ryzyko zarażenia.

Ta pani była zdenerwowana

Bogusław Mazurkiewicz, lekarz z przychodni Marvit, widzi to inaczej.

– Ta pani była bardzo zdenerwowana, co zresztą w tej sytuacji jest dla mnie zrozumiałe. Przez moment rozmawialiśmy. Poprosiłem, żeby chwilę zaczekała, około 5 minut, bo udzielałem właśnie teleporady. W korytarzu oczekiwała wcześniej umówiona pacjentka. Zamierzałem przyjąć dziewczynkę jeszcze przed nią, zaraz po zakończeniu rozmowy telefonicznej. I nie proponowałem teleporady matce pogryzionej dziewczynki. Skoro rodzice podali dane dziecka i została odszukana karta, odbyłaby się normalna wizyta – zapewnia.

Przyznaje, że małą pacjentkę widział tylko z daleka.

– Siedziała w korytarzu. Nie zauważyłem jednak, w którym miejscu była ugryziona. Było bardzo nerwowo. Mężczyzna, który wszedł chwilę po tej kobiecie, używał wulgarnych słów, odniosłem wrażenie, że może uderzyć mnie lub pielęgniarkę. Gdy zakończyłem poradę i odłożyłem telefon, było cicho. Myślałem, że się uspokoili, ale jak się okazało, wyszli – kończy B. Mazurkiewicz. I dodaje: -Mieliśmy wcześniejszy incydent naruszenia nietykalności osobistej pielęgniarki. Teraz było odgrażanie się rodziców, dlatego obawialiśmy się, że może ponownie dojść do podobnej, groźnej sytuacji.

Procedury, karty, teleporady. To skomplikowane sprawy dorosłych, którym czasem puszczają nerwy. Zwłaszcza gdy chodzi o zdrowie ich dzieci. Jednak cała sprawa wydaje się sprowadzać do odpowiedzi na jedno proste pytanie.

– Jak można tak potraktować 8-letnie dziecko? – zastanawia się pani Paulina.

Napisz komentarz »