REKLAMA

Samorząd

Wykorzystała stanowisko?

Opublikowano 06 sierpnia 2021, autor: bj

Ruszył proces w sprawie Anny Słodkowskiej, byłej pracownicy ZGM w Żarach i radnej miejskiej.

Prokuratura zarzuca jej, że wprowadziła w błąd członków komisji mieszkaniowej, ukrywając, że jest właścicielem mieszkania przy ul. Wieniawskiego i uzyskując w ten sposób bezprawnie lokal komunalny przy ul. 1 Maja w Żarach.

Proces w sprawie Anny Słodkowskiej, radnej miejskiej i do niedawna pracownicy Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej, ruszył w żarskim sądzie w środę, 4.08.

 Nie przyznaje się do winy

W sądzie akt oskarżenia odczytał Rafał Augustyniak, prokurator. Zeznawała Anna Słodkowska, a potem świadkowie – m.in. audytorka z Urzędu Miasta, Krystyna Kozłowska, naczelniczka wydziału spraw społecznych, Georgios Candekidis, były radny i przewodniczący komisji mieszkaniowej oraz Krzysztof Tuga, prezes ZGM.

– Zarzut dotyczy okresu pomiędzy październikiem 2012 a 6.11. 2012 r., gdzie w celu osiągnięcia korzyści majątkową wprowadziła w błąd członków komisji mieszkaniowej nie przyznając się, że jest właścicielką mieszkania przy ul. Lotników. W ten sposób uzyskała prawo do mieszkania przy ul. 1 Maja – czytał R. Augustyniak.

A. Słodkowska nie przyznała się do winy.

– Czy kwestionuje pani fakt, że wprowadziła pani w błąd komisję? – pytała sędzia Anna Tecław.

– To nie było ubieganie się o lokal komunalny, tylko zamiana. Nie było mowy o wprowadzaniu w błąd, bo nie było wówczas obowiązku informowania o posiadaniu mieszkania – tłumaczyła A. Słodkowska.

– Czy społeczna komisja wzywała panią do złożenia oświadczenia o posiadaniu mieszkania? – dopytywał Paweł Polański, obrońca A. Słodkowskiej.

– Nie – odpowiadała.

-Jakie stanowisko i od kiedy piastowała pani w ZGM? – dopytywała A. Tecław.

– Do spraw lokatorów, od 2007 r. Przygotowywałam m.in. dokumenty związane z rozwiązywaniem umów najmów lokatorskich, prowadziłam przetargi na najem. Do 2019 r. podpisywaniem umów zajmował się Urząd Miasta, potem ZGM – mówiła.

A. Tecław wyjaśniała też kwestię mieszkania własnościowego.

– Czy uważa pani, że lokal komunalny powinien otrzymać ktoś, kto ma mieszkanie własnościowe? – pytała sędzia.

– Ja z tego mieszkania nie mogłam korzystać, bo po wyjeździe matki za granicę mieszkała tam moja siostra ze swoim dzieckiem. Z siostrą pozostawałam w konflikcie – odpowiadała.

O co chodzi? A. Słodkowska była w tym czasie właścicielką mieszkania, a także dysponowała niespełna 40-metrowym mieszkaniem komunalnym przy ul. Wieniawskiego. W tej sytuacji zwróciła się z wnioskiem o zamianę na mniejszy lokal komunalny.

Kontrola po latach

Jako pierwsza ze świadków zeznawała audytorka z Urzędu Miasta.

– Dlaczego ta sprawa została dostrzeżona dopiero po tylu latach? – chciała wiedzieć A. Tecław.

– Funkcję kontrolera wewnętrznego sprawuję od 2016 r. Wcześniej w urzędzie takiej nie było. O kontrolę poprosił jeden z wydziałów. Była to kontrola doraźna. Chodziło o zwroty bonifikat, sprzedaż, zamianę mieszkań. W przypadku zamiany mieszkania z ul. Wieniawskiego na 1 Maja w zasadzie w dokumentacji był tylko wniosek z uzasadnieniem. W dodatku upłynął tam bardzo krótki czas, zaledwie kilka dni od przyznania mieszkania na Wieniawskiego (ok. 38 mkw.), do zamiany na lokal przy ul. 1 Maja (ok. 105 mkw.). Nie było też informacji o dochodach partnera. W protokole z kontroli wpisałam, że nikt nie sprawdzał podanych przez wnioskodawczynię okoliczności. Pisała, że potrzebuje większego mieszkania, bo wkrótce poza jej dziećmi, zamieszka z nią jej matka i syn partnera. Gmina rozpatrzyła wniosek, przyjmując, że to prawda – tłumaczyła kontrolerka.

– Zastanawiam się, ile było podobnych przypadków, gdzie ktoś miał mieszkania i dochody, a mimo tego mógł otrzymywać mieszkania komunalne – mówiła A. Tecław.

– Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie – przyznała audytorka.

Pretensji nie ma

Przed sądem stanęła poprzednia lokatorka mieszkania przy ul.1 Maja.

– Gdy zmarła moja mama, tak duże mieszkanie nie było mi potrzebne. Byłam najpierw w urzędzie, potem w ZGM. Tam ta pani powiedziała, że mi pomoże w zamianie, tylko że trzeba zrobić potrójną zamianę – zeznawała.

– Czy rozmawiała pani z panią, która jest tu obecna? – dopytywała A. Tecław.

– Tak – kobieta wskazała na A. Słodkowską. I dodawała: – W małym mieszkaniu na Wieniawskiego mieszkała jakaś pani nadużywająca alkoholu. Ona się przeprowadziła do mieszkania, które ta pani (wskazała na A. Słodkowską) chyba kupiła. A potem się zamieniłam z tą panią na mieszkania. Ja do niej nic nie mam, jestem bardzo zadowolona, bo za to duże płaciłam 700 zł i nie było mnie na to stać – zeznawała.

Kłamała!

Przed sądem stanęła także K. Kozłowska.

– W przepisach była mowa o trudnej sytuacji mieszkaniowej. Ciężko uznać, że ktoś jest w takiej sytuacji, gdy ma mieszkanie. Jeżeli wskazała jednak, że ma trudną sytuację, to znaczy, że kłamała. Ale rzeczywiście nie było obowiązku składania oświadczenia, że się je posiada. – przyznała.

– A jak były sprawdzane wnioski? – dociekała A. Tecław.

– Pod względem formalnym, czy były poprawnie wypełnione, czy był podpis, itd. – odpowiadała K. Kozłowska.

– Byłem przewodniczącym komisji społecznej. Otrzymywaliśmy sprawdzone przez urząd dokumenty. Naszą rolą było zaopiniowanie wniosku. Decyzję podejmował burmistrz – mówił G. Candekidis.

– Czy wasza opinia nie byłaby pozytywna, gdybyście wiedzieli, że wnioskodawczyni ma mieszkanie? – pytała A. Tecław.

– Komisja była wieloosobowa i razem podejmowaliśmy decyzję, ale myślę, że mogłaby być inna -odpowiadał G. Candekidis.

W sądzie pojawił się też K. Tuga.

– Panią Słodkowską znam od 2015r., kiedy zostałem prezesem. Informację o wątpliwościach otrzymałem z Urzędu Miasta. Cała sytuacja jest mi tylko z tego znana, bo wówczas w ZGM nie pracowałem. Natomiast występuję w tej sprawie reprezentując spółkę, jako jej prezes. Ostatnio pani Słodkowska przebywała na długotrwałym zwolnieniu lekarskim – mówił.

Kolejne posiedzenie sądu zostało wyznaczone na 22.09.

Napisz komentarz »