REKLAMA

Samorząd

Jak wodomierz rozpętał polityczną aferę

Opublikowano 06 sierpnia 2021, autor: bj

Czy radny chciał zatrzymać licznik wody, czy kierownik się na nim odgrywa? To wyjaśnia policja. Bo otrzymała zawiadomienie o kradzieży.

Magnes na liczniku wody w domu, w którym mieszka Artur Mutwil, wiceprzewodniczący Rady Miasta w Iłowie, znalazła inkasentka z Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Powiadomiła kierownika.

– Rzecz miała miejsce 22 czerwca. Sytuacja jest bardzo niezręczna. Szczególnie dla mnie, bo mówimy o radnym. Pracownica odczytująca licznik zauważyła, że na wodomierzu leżał jakiś przedmiot. Był owinięty taśmą. Odłożyła go na metalową rurkę, a potem nie mogła go oderwać. Zadzwoniła do mnie. Kazałem zrobić zdjęcia. Powiadomiłem serwisanta wodociągów. Przyjechał. Stwierdził, że to ewidentnie magnes. Przy tym był obecny pan Mutwil, bo go poprosił ten serwisant. Potem rozmawiałem z panem Mutwilem, bo do mnie zadzwonił i powiedział: „No wiesz, bardzo nieprzyjemna sytuacja wyszła”. Pracownicy sporządzili notatki służbowe i one znajdują się w dokumentacji – mówi Józef Brzezicki, kierownik ZGKiM w Iłowej.

Fakt bezsporny

Zakład dopuszcza możliwość porozumienia w podobnych przypadkach.

– Ktoś się może przyznać i wyjaśnić, jak do tego doszło. Ludzie różnie tłumaczą. W tym przypadku nie było przyznania się do winy. Czekałem na polubowne załatwienie sprawy. Po dwóch tygodniach pan Mutwil przysłał pismo pocztą. Wyjaśniał, to nie jest magnes. Że to była jakaś tulejka. Ale dla mnie fakt jest bezsporny. Na wodomierzu niczego nie wolno kłaść. To nie jest półka. Bo takie przedmioty mogą zakłócać pracę urządzeń pomiarowych. A to jest zagrożone karą grzywny w wysokości 5 tys. zł – wyjaśnia J. Brzezicki.

Sprawę wyjaśniłem

Radny obstaje przy swoim.

– U mnie w piwnicy był przeprowadzany remont, więc tam się różne rzeczy znajdowały. Nie był to żaden magnes. Następnego dnia pracownik ZGKiM zmieniał u mnie liczniki na polecenie swojego szef, w obecności moich pracowników, którzy wykonywali remont piwnicy i zresztą wykonują go dalej – mówi A. Mutwil.

J. Brzezicki zastrzega, że z tego, co wie, remont piwnicy miał się rozpocząć później, dlatego pomieszczenie 22.06. było puste.

– Wykonane zostały zdjęcia. W pustej piwnicy ktoś akurat na wodomierzu położył magnes. Wodomierze rzeczywiście zostały wymienione. Te zdjęte z budynku mieszkalnego i z warsztatu zostały u nas zdeponowane – informuje kierownik. I dodaje: – Stwierdzenie o tulejce padło na następny dzień. A ja nie mogę puścić tego mimochodem. Czy to radny, czy nie radny. Dla mnie to jest klient. Nie mogę dopuszczać do sytuacji, że się toleruje takie rzeczy. Tym bardziej, że rosną ceny wody. To działanie na szkodę gminy.

Ja mu dam audyt!

A. Mutwil sugeruje, że za sytuacją kryje się coś innego.

– Kontaktowałem się z prawnikiem, bo myślę, że ma to bardziej podtekst polityczny niż rzeczowy. Jest jakaś niechęć pana kierownika do mojej osoby. Z tego, co mi donoszą, to on wypowiedział takie słowa: „No i ja mu teraz dam audyt w ZGKiM”. W ogóle samo wejście  pracownika do piwnicy odbyło się bez powiadamiania domowników. Po drugie dom jest mojej teściowej, więc i umowa z nią zawarta. Mógłbym też powiedzieć, że pracownik sam to położył – mówi A. Mutwil.

J. Brzezicki odpiera zarzuty.

– Rozumiem, że pan radny będzie się starał zrzucać winę na innych. Choć ja nie przesądzam, kto jest winny. Do pomieszczeń wcześniej, podczas pandemii, nie wchodziliśmy. Teraz trzeba było zweryfikować zużycie. Moja pracownica za każdym razem, przez lata, gdy tam szła, prosiła o udostępnienie pomieszczenia. Teściowa radnego zawsze na to zezwalała. A tłumaczenie, że ktoś coś podłożył, żeby aferę wywołać w Iłowej, jest śmieszne – kwituje kierownik.

 Kierownik się chełpił

Radny upiera się jednak, że w grę wchodziły sprawy ambicjonalne.

– Kierownik chełpił się, cieszył się niesamowicie. To jest zemsta. Jako radny i przewodniczący komisji ds. publicznych często gęsto objeżdżam z komisją włości miejskie. Sprawdzamy, staramy się podpowiadać w jakiejś materii. Każda podpowiedź kierownikowi była odbierana jako próba ataku, udowadniania, że ktoś jest mądrzejszy, że się wtrąca. Iłowa jest małym miastem. Co mówi kierownik, potem jest powtarzane – zarzuca A. Mutwil. Sugeruje, że w grę wchodzić może zazdrość. – Moja firma się rozwija, zatrudniam 12 osób, mam 15 uczniów, robię różne rodzaje działalności. Myślę, że kogoś to w oko kłuje. A ja jestem człowiekiem, który wiele przeszedł. Feniksem się nie będę nazywał, ale wyszedłem ze swojego błota, naprawiłem życie. Do czegoś zaczynam dochodzić – tłumaczy. I podkreśla: – Byłbym idiotą, gdybym chciał to tak robić. Pani była w firmie i spisywała licznik, i moi pracownicy to widzieli, to pewnie ktoś poszedłby to usunąć. Poza tym pewnie zamknąłbym piwnicę. Zresztą gdybym chciał manipulować, to robiłbym to w firmie, gdzie mam potężne zużycie wody. Rachunki 5 razy większe niż w domu, gdzie praktycznie mieszka moja teściowa, bo ja często nawet śpię w firmie.

Nie pod dywan

Kierownik nie przyjmuje tej argumentacji do wiadomości.

– Dla mnie liczą się fakty.  Właściciel posesji zgodnie z umową musi zabezpieczyć licznik przed dostępem osób postronnych. Bo on za to odpowiada – komentuje J. Brzezicki. Używa przy tym mocnych słów. – Byłem w szoku, że ktoś, kto zajmuje takie stanowisko, mógł czegoś takiego się dopuścić. Tu nie było woli porozumienia. A ja nie mogłem tego nie zgłosić, zamieść pod dywan tylko dlatego, że to pan radny – przekonuje kierownik.

Dlatego sprawę zgłosił.

– Zawiadomiłem policję o próbie ingerencji w urządzenie pomiarowe – mówi.

Potwierdzają to śledczy.

– Zawiadomienie wpłynęło do KPP w Żaganiu i dotyczy podejrzenia popełnienia wykroczenia – informuje Zbigniew Fąfera, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

– W sprawie kradzieży wody złożono oficjalne zawiadomienie, obecnie trwają czynności wyjaśniające – informuje sierż. szt. Monika Berun z żagańskiej policji.

Napisz komentarz »