REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Gdzie jest pan Jan?

Opublikowano 30 lipca 2021, autor: mk

Od zaginięcia Jana Łukasiewicza (76 l.) z Lubska minęło już 10 miesięcy. Po sympatycznym człowieku, który przez lata prowadził w Lubsku kwiaciarnię, nie pozostał żaden ślad.

To miał być szybki wypad na grzyby. Małżeństwo Łukasiewiczów z Lubska wybrało się do lasu w okolice Dłużka. Była godz. 11.00 we wtorek, 10 listopada. Małżonkowie chcieli spędzić w lesie około godziny. W domu czekała na nich zupa, którą pani Łukasiewicz ugotowała przed wyjściem.

Rozdzielili się na chwilę

Pan Jan doskonale znał tereny wokół Lubska. Uwielbiał chodzić na grzyby, to on pokazał żonie okoliczne lasy. W feralny wtorek małżonkowie umówili się, że spotkają się przy samochodzie za maksymalnie godzinę. Niestety, gdy kobieta wróciła do auta, po panu Janie nie było ani śladu. Wołała go przez kilka minut. Wiedziała, że mąż nie mógł odejść daleko, bo bolało go kolano. Mimo nawoływań coraz bardziej wystraszonej kobiety, pan Jan nie dawał znaku życia. W domu został jego telefon, przed wyjściem do lasu powiedział, że nie będzie mu potrzebny. Żona zaalarmowała mieszkających w Dłużku znajomych. Ci szybko zjawili się na miejscu samochodem i pomagali szukać pana Jana. Minuty zamieniały się w godziny, a jego ciągle nie było. Wkroczyła policja.

500 hektarów lasu

Rozpoczęły się poszukiwania zakrojone na ogromną skalę. Z Warszawy do Lubska przyleciał helikopter wyposażony w kamerę termowizyjną. W akcji wzięły też udział specjalistyczne drony, a także wyszkolone do poszukiwań ludzi psy. Teren wokół Dłużka i lasy w kierunku Tarnowa, gdzie prawie tydzień później znaleziono czerwone wiaderko, nożyk i okulary należące do zaginionego, są bardzo ciężkie do marszu. Teren jest bagnisty, przecinają go stawy i rzeka Tymnica. Miejsce znalezienia wiaderka znajdowało się 6 km w linii prostej od tego, w którym małżonkowie zostawili samochód i mieli się spotkać po grzybobraniu. To zdecydowanie za daleko dla pana Jana, dlatego najbliżsi uważają, że ktoś mógł przenieść wiaderko, nawet nieopatrznie, nie wiedząc o prowadzonych poszukiwaniach. Teorii na temat zaginięcia J. Łukasiewicza jest kilka. Rodzina uważa, że jedną z możliwych przyczyn tego, że pana Jana do tej pory nie udało się znaleźć, jest to, że mógł zostać potrącony przez samochód, a sprawca przewiózł jego ciało gdzieś dalej. Za prawdopodobny scenariusz uważają też to, że mógł niechcący wpaść do jednego z licznych bagien.

Wciąż szukają

W domu wszystko czeka na powrót pana Jana, jego rzeczy leżą tak, jak je zostawił. Choć szanse na jego powrót graniczą z cudem, rodzina Łukasiewiczów liczy, że ten tragiczny dla rodziny etap uda się zamknąć. Przeczesywanie lasów przerwano po 10 dniach od zaginięcia. Pomimo tego, że w akcji wzięły udział setki osób i mnóstwo sprzętu, zakończyła się fiaskiem.

– Poszukiwania zaginionego mężczyzny wciąż trwają –  zapewnia jednak Aneta Berestecka, rzecznik prasowa żarskiej policji. – Nie ma możliwości, by były zakrojone na tak szeroką skalę przez cały czas. Wciąż jednak szukamy informacji i staramy się wyjaśnić sprawę tego zaginięcia – mówi A. Berestecka.

Jak nieoficjalnie wiadomo, policja planuje wznowić poszukiwania mężczyzny w lasach, ale na razie jeszcze nie wiadomo kiedy miałoby to nastąpić.

Napisz komentarz »