REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Teraz została pustka

Opublikowano 30 lipca 2021, autor: nk

Ireneusz Korsak, właściciel sklepu „Smakuś” w Żarach, miał 55 lat, piękne życie, udane małżeństwo, wspaniałych synów i wiele planów na przyszłość. Zmarł nagle w przydomowym ogrodzie w niedzielę, 25.07.

To był zawał serca. Lekarze długo walczyli o życie Ireneusza Korsaka. Niestety bez skutku.

– Robili wszystko, co było w ich mocy. Długo wierzyli, że uda się go uratować. Nie poddawali się. Jestem im za to wdzięczna – mówi Barbara Korsak, żona zmarłego.

Nic nie zapowiadało niedzielnej tragedii. W tym roku po raz pierwszy, odkąd prowadzą sklep przy al. Wojska Polskiego w Żarach, a to już ponad 20 lat, zrobili sobie dwutygodniowe wakacje. Do pracy wrócili wypoczęci. Również w dzień, w którym zmarł pan Ireneusz, nie mieli wielu obowiązków. A mimo to serce przestało bić. Poczuł się słabo, upadł w ogrodzie i mimo długiej reanimacji, zmarł.

Dokładny i pracowity

Rodzina ma tylko piękne wspomnienia związane z panem Ireneuszem.

– To był wspaniały człowiek. Przyjacielski, uczynny, dusza towarzystwa. Trudno uwierzyć, że już go nie ma – mówią najbliżsi zmarłego.

Był bardzo pracowity. Wybudował dwa domy i sklep. Uwielbiał pracę w ogrodzie. W nowym domu w Lubomyślu zadbał o każdy szczegół. Był przy tym bardzo dokładny.

– Nawet gdy układaliśmy ścieżkę z nierównych kamieni, to nie mogło nic wystawać. Zawsze powtarzał, że lepiej zrobić raz, a dobrze i się tym cieszyć, niż zrobić źle i ciągle się przez to denerwować – wspomina pani Barbara.

Miłość od pierwszego wejrzenia

26 września mieli obchodzić 34. rocznicę ślubu.

– Poznaliśmy się, gdy miałam 18 lat, a Irek 21. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Pobraliśmy się zaledwie kilka miesięcy później, choć wcale nie musieliśmy tego robić. Od tej pory byliśmy nierozłączni. Jak myłam okna, Irek mył je ze mną, jak plewiliśmy ogród, to zawsze razem, jak Irek naprawiał samochód, to ja z nim. Jak wypad na ryby, to wspólny. Jak prowadzenie sklepu, to zawsze razem. Był bardzo dobry dla mnie. Teraz została pustka – mówi B. Korsak.

Wspaniały ojciec

Miał wiele pasji, ale najbardziej lubił wędkować i podróżować.

– Najpierw z namiotem, później z przyczepą kempingową, a w końcu kamperem. Zjeździliśmy całą Polskę. Tato wykorzystywał każdą wolną chwilę na to, żeby nas zabrać na wycieczkę. Był wspaniałym ojcem – wspominają synowie, Przemysław i Wojciech.

Miał wiele planów. W ogrodzie urządził staw, w którym hodował ryby. Planował obłożyć kamieniami staw i płynącą przez posesję rzeczkę. W najbliższych dniach chciał jeszcze jechać do Bielska i do Warszawy.

Przyjaciel wielu

Był lubiany i szanowany. Miał świetne poczucie humoru. Zawsze gdy się pojawiał, wszystko wokół tętniło życiem. Wiele osób nazywało go przyjacielem. Nigdy nie był obojętny na potrzeby innych, zarówno w sprawach dużej wagi, jak i w tych codziennych, które mogłyby się wydawać błahe.

– Pamiętam, jak kiedyś naszej znajomej spadł pierścionek z okna na dach. Irek pojechał specjalnie po drabinę. Wszedł na dach i odnalazł ten pierścionek. Była szczęśliwa, że go odzyskała – opowiada pani Barbara.

I. Korsak spoczął na żarskim cmentarzu. Pogrzeb odbył się w środę, 28.07.

Napisz komentarz »