REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Wróciła im wiara w ludzi

Opublikowano 30 lipca 2021, autor: bj

Łańcuch serc ludzi dobrej woli uruchomił się po naszej publikacji o tym, jak wandal bez sumienia spalił auto rodziny Szczekot z Kunic, którym rodzice wozili do lekarza niepełnosprawną córkę.

Rodzina Szczekot z żarskich Kunic przeżyła chwile grozy, gdy nocą na początku lipca ktoś spalił ich auto zaparkowane na podwórku przy domu. Tylko dzięki zbiegowi okoliczności, Robert Szczekot usłyszał, że coś się dzieje i sam, przy pomocy gaśnic, zaczął tłumić płomienie. Potem wsparli go strażacy. Dzięki temu nie zajął się dom, obok ściany którego był zaparkowany volkswagen sharan. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało. Po pożarze samochodu rodzina była jednak w czarnej rozpaczy. Opowiedzieli nam o tym, a po naszym artykule odezwali się do nich ludzie, którzy chcieli pomóc.

– Wraca wiara w ludzi. Tyle deklaracji pomocy, słów wsparcia, a także konkretnych czynów po prostu się nie spodziewaliśmy – mówi Robert Szczekot.

Samochód był z 2007 r. Kupili go w zeszłym roku za 15 tys. zł. Dla nich to była fortuna. Ale auto było im potrzebne, by zawozić niepełnosprawną córkę, Klaudię, do lekarza czy załatwić jakąkolwiek sprawę. To ważne dla całej rodziny, ale przede wszystkim dla schorowanej 26-latki, która nie chodzi, nie mówi. Bardzo często choruje. Auto pozwalało na transport razem z wózkiem. Gdy Klaudia się urodziła, lekarze stwierdzili wadę genetyczną. Sądzili, że dziewczynka dożyje co najwyżej drugiego roku życia. Ale rodzice jeździli, leczyli ją, dziewczyna przechodziła operacje. Ciągle potrzebna jest kontrola lekarzy. Dlatego utrata samochodu była dla nich nie do odrobienia.

Dobro powraca

Teraz, choć wciąż nie wiadomo, kto stoi za tak haniebnym uczynkiem, w domu Szczekotów jest wielka radość.

– Zbiórka trwała zaledwie kilka dni. Były różne wpłaty. Za każdą serdecznie dziękujemy, dla nas liczy się każda złotówka – opowiada Aneta Szczekot.

Dzięki jednemu z darczyńców, udało się błyskawicznie zebrać 20 tys. zł.

– Paweł Sinkiewicz, przedsiębiorca z Żar, jest dawnym sąsiadem mojej żony. Wpłacił najpierw tysiąc złotych, potem jeszcze tego samego dnia 5 tys zł i dalej 9 tys. 840 zł – wylicza R. Szczekot. I dodaje: – Powiedział, że dobro powraca i że dlatego tak zrobił. Żebyśmy jak najszybciej zebrali potrzebną gotówkę.

Teraz będą mogli kupić sobie może nawet nieco nowszy samochód.

– Chodzi nam o to, by kupić auto na lata – wyjaśnia pan Robert.

U Szczekotów już planują krótki wyjazd z dziećmi do Bogumiłowa.

– Dla Klaudii to wielka radość patrzeć na konie. A dla nas każdy jej uśmiech jest na wagę złota. Na razie korzystamy z innego samochodu, który nam po prostu pożyczył znajomy. Inny znajomy, ten od którego kupiliśmy nasze auto, obiecał pomóc znaleźć coś odpowiedniego – wyjaśnia R. Szczekot.

Przy okazji nieszczęścia, jakie dotknęło tę rodzinę, przekonali się, jak bardzo ludzie potrafią być solidarni.

– Mieliśmy bardzo dużo propozycji pożyczenia auta. Ludzie dzwonili, pytali, co nam jeszcze potrzeba. Jedna pani zrobiła zbiórkę. Dostaliśmy odzież, a przede wszystkim pampersy dla Klaudii, które są bardzo potrzebne. Słów otuchy nie zliczę. Ludzie czytali o nas w gazecie. Od artykułu w „Regionalnej” zaczęła się zrzutka – podkreśla R. Szczekot.

Rodzina jest bardzo wzruszona.

– Wszystkim serdecznie dziękujemy. Za każde najdrobniejsze wsparcie i gest. I wszystkim za to, że nie przeszli wobec tego, co się stało, obojętnie – mówią zgodnie.

Napisz komentarz »