REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Ten wirus cały czas jest z nami

Opublikowano 23 lipca 2021, autor: bj

Znów ruszyły poszukiwania w naszych lasach dzików padłych z powodu wirusa ASF. Zakażone zwierzęta były w okolicach Łęknicy, Lubska i Żar.

Akcja przeszukiwania lasów w powicie żarskim zaczęła się pod koniec czerwca.

– Będzie trwała przez 8 tygodni. Cały czas mamy u siebie ASF, tylko trochę się o tym mniej mówi, z uwagi na koronawirusa. Znajdujemy padłe zwierzaki, które przekazujemy do badania. Rzeczywiście ostatnio były wyniki dodatnie potwierdzające ASF – mówi Ryszard Połozowski, powiatowy lekarz weterynarii.

Ostatnio przeszukiwano lasy na północ od Lubska, w okolicach Dąbrowy.

– Tam był znaleziony wcześniej padły dzik, który okazał się dodatni. Dlatego dalej przeszukujemy w tych okolicach – wyjaśnia R. Połozowski.

Ekipa pojawiła się też w Bronowicach (gm. Trzebiel).

– Najwięcej padłych sztuk było znajdowanych w okolicy Łęknicy, Nowych Czapli, stąd zarządzone przeszukiwania – wyjaśnia R. Połozowski.

Strefa zagrożenia została wyznaczona po niemieckiej stronie granicy.

– Chore zwierzęta pojawiły się oczywiście wówczas i u nas – zastrzega R. Połozowski.

Wyglądał na zdrowego

Niedawno został odstrzelony dzik w rejonie Marszowa.

– Zgodnie z procedurą, wszystkie zwierzęta, padłe i odstrzelone, są badane. Najpierw trafiają do chłodni, razem z wnętrznościami. Chłodnia jest plombowana. A ich krew jest wysyłana do laboratorium w Puławach. W tym przypadku próbka wykazała, że zwierzę było dodatnie. W takiej sytuacji utylizowane jest zwierzę, wnętrzności (zwierzęta są patroszone po odstrzeleniu), a także wszystkie sztuki przechowywane w tym samym czasie w chłodni – wyjaśnia lekarz.

Ekipy przeszukujące w Marszowie pojawią się za tydzień lub dwa, czyli w następnej turze, po zakończeniu obecnie prowadzonej akcji w Bronowicach. Ale nie tylko.

– Jesteśmy też w rejonie Lipnej w gminie Przewóz, bo tam również było sporo przypadków – dodaje R. Połozowski.

Powiatowy Inspektorat Weterynarii wspierany jest przez Nadleśnictwo Lipinki.

– To on jest organizatorem, ale my oddelegowujemy przewodników dla grup wojska, niekiedy myśliwych. Zazwyczaj jest to 4-5 osób, do tego koordynator przeszukiwań i zabezpieczenie transportu. Sąsiednie nadleśnictwa też ich wspierają – informuje Jan Lesser, szef Nadleśnictwa Lipinki.

Napisz komentarz »