REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Dyskryminacja w markecie

Opublikowano 23 lipca 2021, autor: bj

Jest lesbijką, która usłyszała, że nie powinna pracować w Biedronce. Sieć zapewnia, że nie ma u nich dyskryminacji. Ale temat ma zbadać.

– Mam 32 lata. W Biedronce pracuję od 7 lat. Przez 3 ostatnie lata na stanowisku zastępcy kierownika – mówi Kamila Frankowska z Lubska. Jest zatrudniona w sklepie przy ul. Wrocławskiej.

Jest w związku z kobietą, z Anią, która pracuje w tym samym sklepie. Nie przeszkadza to w pracy ani jej, ani koleżankom.

– Nie afiszujemy się, wyglądamy zwyczajnie. Przychodzimy do pracy, czasem wspólnie spędzamy wolny czas. W lipcu byłyśmy całym zespołem z pracy na kajakach i grillu. Z ich mężami, partnerami, dziećmi – opowiada.

Na samą pracę, choć ciężka, nie narzeka.

W połowie lipca została wezwana na zaplecze, podczas wizyty kierowniczki rejonu.

– Od niedawna nastąpiła zmiana rejonów i co za tym idzie, zjawiła się nowa kierowniczka. Pochodzi chyba z Żar (tu pada nazwisko). Moja partnerka pełni w sklepie funkcję kierownika. Gdy przyszła ta nasza nowa szefowa, powiedziała do mojej partnerki, że ja w ogóle w Biedronce nie powinnam pracować. Puściłyśmy to mimo uszu. Czas mijał. Ale potem zaczęła sugerować, że grafiki są źle konstruowane. A my staramy się robić cykle mieszane. Żeby każdemu dopasować według potrzeb. W efekcie w czerwcu, to się dosłownie w pracy mijałyśmy, bo miałyśmy wciąż różne zmiany – opowiada.

Dla dobra sklepu

W środę, 14.07., wezwana została do biura przez szefową rejonu.

– Usłyszałam, że „dla dobra sklepu” zostaję przeniesiona do drugiej Biedronki – opowiada pani Kamila. Nie dowiedziała się, co to znaczy.

– Stwierdziła tylko, że lepie,j żebyśmy razem z Anią nie pracowały. Dodała, że przyszły na mnie trzy skargi. Ale nikt niczego nie wyjaśniał, nikt o tym ze mną nie rozmawiał. Ponoć gdzieś przeklinałam i kogoś to uraziło. A przecież takie sytuacje się w pracy zdarzają. Tu wszyscy przeklinają – tłumaczy.

Szefowa miała stwierdzić, że decyzja o przenosinach została już podjęta. Dla pani Kamili to było coś nie do pomyślenia. Bo już tam wcześniej pracowała i ze względu na jej orientację, spotkały ją tam przykrości.

– Ze związku z kobietą żadna z nas wcale nie robiła tajemnicy. Gdy się o tym wówczas dowiedział dawny kierownik rejonu, przeniósł mnie do Biedronki w centrum. Niby, żeby wyciszyć komentarze. Ale tam nie mogłam się zaadaptować. Dziewczyny się dystansowały, nie chciały mieć ze mną tej samej szafki. To była dla mnie niekomfortowa sytuacja. Poczułam się ośmieszona i odseparowana od grupy – wspomina. Wytrzymała wtedy  8 miesięcy. – Powiedziałam mojemu rejonowemu, że albo odchodzę, albo on mnie przywróci do sklepu na osiedlu. Przemyślał sprawę. Wiedział, że ja dobrze pracuję. Wróciłam. Wkrótce potem zdałam egzamin na zastępcę kierownika sklepu. Bardzo dobrze, na ponad 90 procent. Pracowałyśmy w jednym zespole, przechodziłyśmy remont i rozbudowę Biedronki, potem kolejne otwarcie. Czasem po 4 osoby, czy święta, czy nie święta – opowiada.

Bo jest lesbijką

Wizja tego, że znowu będzie tam pracowała, ją przerażała.

– Powiedziałam kategorycznie, że nie pójdę. Dała mi to zrozumienia, że muszę, bo jestem lesbijką. Że jako para nie powinnyśmy pracować razem. Pretekstem były grafiki – wyjaśnia.

Przełożona kazała jej pisać wypowiedzenie. Pani Kamila była rozżalona. Oczywiście żądania nie spełniła. Bo przez lata w Biedronce solidnie pracowała, nie chodziła na zwolnienia lekarskie.

– A teraz ktoś mnie próbuje tak przedmiotowo traktować – mówi rozżalona.

Teraz jest na zwolnieniu. Pojawił się stres związany z całą sytuacją, ale i problemy fizyczne.

– Z prawą dłonią. Jestem umówiona do ortopedy. Sądzę, że wychodzą lata dźwigania – tłumaczy.

O sprawie poinformowała związki zawodowe.

– Niestety mamy wiele sygnałów o przypadkach dyskryminacji na różnym tle, w tym orientacji seksualnej. Podobny przypadek mieliśmy w Elblągu. Wszystko opisaliśmy. Niestety firma sprawę potraktowała jakby jej w ogóle nie było – mówi Piotr Adamczak, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Biedronce. I dodaje: – W tej sprawie skonsultujemy się z mecenasem, żeby wystosować stanowisko. Zostanie tym zainteresowany europoseł Robert Biedroń.

O sprawę pytamy w centrali sieci. Otrzymujemy pisemną odpowiedź.

– „Sieć Biedronka jest otwarta na wszystkich pracowników, bez względu na ich wyznanie, kolor skóry, orientację seksualną, płeć czy narodowość. W tak dużej firmie jak nasza, zatrudniającej ponad 70 tysięcy pracowników, przesunięcia kadrowe stanowią standardową procedurę, np. w celu zapewnienia pełnej obsady personelu w placówkach. W tym przypadku pracownica została przeniesiona do innego sklepu naszej sieci, ale znajdującego się w tej samej miejscowości i zajęła to samo stanowisko. W związku z przekazanym sygnałem, w opisanej sprawie już prowadzimy dodatkowe postępowanie wyjaśniające”- czytamy w piśmie od Biedronki.

Partnerka pani Kamili też chce zrezygnować z funkcji kierownika. Bo ten sam zarzut o grafiki pojawiły się w stosunku do niej. Presji nie wytrzymały obie.

Napisz komentarz »