REKLAMA

Aktualności, Zdrowie

Uratował pogotowie

Opublikowano 16 lipca 2021, autor: bj

Na co dzień pomagają, tym razem sami wymagali pomocy. Załoga pogotowia z Lubska została uziemiona, bo w karetce siadł układ chłodniczy.

Ambulans wracał po tym, jak odwiózł pacjenta na SOR 105. Szpitala Wojskowego w Żarach. Zespół karetki wiedział, że musi jak najszybciej wrócić do miejsca, gdzie na co dzień stacjonują, czyli do podstacji w Lubsku.

Ale podczas drogi powrotnej doszło do poważnej awarii. Karetka zatrzymała się w Świbnej (gm. Jasień). I dalej ani rusz.

-Ta wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba. Gdy ją otrzymałem skontaktowałem się z Pawłem Ruszkowskim, mechanikiem z Lubska. On nas po prostu uratował – opowiada Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego. I dodaje: – Przyjechał własnym samochodem, potem pojechał po części i wrócił do Świbnej. Naprawił, co było trzeba i nawet złotówki za to nie chciał – opowiada R. Smyk.

Przez pół Europy

Paweł Ruszkowski ruszył na pomoc, choć miał zgoła inne plany na ten dzień.

– Telefon zadzwonił, gdy byłem już na walizkach, przed wyjazdem na urlop – opowiada P. Ruszkowski.

Od razu wskoczył za kierownicę swojego auta i pojechał zobaczyć, co się stało, co jest dokładnie uszkodzone.Sytuacja wyglądała groźnie. Karetka na pewno nigdzie nie mogła pojechać, nawet gdyby pojawiło się nagłe wezwanie.

– Wszystko wyleciało z silnika, wypłynęły płyny chłodnicze. Układ chłodzenia w zasadzie się rozsypał. Gdyby kierowca ruszył, silnik by się zatarł w ciągu 2-3 minut. Tym bardziej, że to był bardzo upalny dzień, było około 30 stopni – tłumaczy P. Ruszkowski.

Na środku drogi

P. Ruszkowski po sprawdzeniu stanu ambulansu, popędził znowu do Lubska.

– Wróciłem  do siebie po części i potrzebne elektronarzędzia. Potem znowu do Świbnej.  Dosłownie niemal na środku drogi trzeba było rozebrać cały przód, naprawić i poskładać. Nie było kanału. Z ziemi trzeba było robić. Naprawa zajęła około godziny. Do pomocy miałem nietypowych pomocników – ratowników medycznych. Ale wspólnymi siłami daliśmy radę – uśmiecha się pan Paweł.

Jest mieszkańcem Lubska. A mechanikiem samochodowym nie tylko z zawodu, ale z pasji.

– Od 6 roku życia miałem kontakt z fachem. Tata zaraził mnie tym bakcylem – mówi.

Przekonuje, że nie zrobił nic nadzwyczajnego. Sam na szczęście nigdy nie potrzebował pomocy pogotowia, ale dzięki niemu życie i zdrowie innych ludzi nie było zagrożone.

– Co mogę powiedzieć? Nie zawsze o pieniądze musi chodzić. I tyle – kończy.

Napisz komentarz »