REKLAMA

Kultura, Oświata

Odszedł nestor Gozdnicy

Opublikowano 16 lipca 2021, autor: jb

Nie żyje Alfred Stachowiak (?89 l.), pierwszy naczelnik Gozdnicy, ale także ceramik i pasjonat historii miasta.

Zmarł w swoim domu w Gozdnicy, w nocy z soboty na niedzielę (10-11 lipca).

Był do końca aktywny. W tym roku wydał książkę i kalendarz, do którego ilustracją były jego obrazy. Sprawnie korzystał z internetu, prowadził profil na Facebooku. Władał kilkoma językami obcymi.

– Mieszkaliśmy razem. Śmierć taty była raptowna, po prostu miał zatrzymanie akcji serca. Szykujemy się do uroczystości pogrzebowej na 10 sierpnia. Wtedy z Włoch będzie mogła przyjechać cała rodzina – mówi jego córka, pani Iwona. We Włoszech mieszka rodzina drugiej córki, Romany.

Urodził się we Francji w rodzinie górniczej. W 1946 roku wrócili z rodziną do Polski jako repatrianci, do samej Gozdnicy przyjechał w 1951 roku już po skończeniu technikum ceramicznego. Zawodowo związany był właśnie z ceramiką. A. Stachowiak zasłużył się też dla samorządu w Gozdnicy. W 1973 roku był przewodniczącym prezydium Miejskiej Rady Nadzorczej, a potem do 1977 roku pierwszym w historii naczelnikiem miasta. Był także radnym pierwszej kadencji (od 1990 roku).

Pasjonat historii

A. Stachowiak jak swojego wnuka traktował Mirosława Marciniaka, kartografa, regionalistę.

– Sam od lat zajmuję się historią Gozdnicy, to jest moja pasja, tak jak pana Alfreda. Dużo przeżył, miał świetną pamięć i niesamowite archiwum. Zawsze jak znalazł coś w jakiejś gazecie albo innej publikacji o Gozdnicy, to to przechowywał. Pięć lat temu robiłem w Gozdnicy wystawę na jubileusz odnowienia praw miejskich, wtedy bardzo mi pomagał. Od tego czasu zaczęliśmy dużo rozmawiać – mówi M. Marciniak.

A. Stachowiak przez lata był wielokrotnie nagradzany, otrzymał m.in. Brązowy Krzyż Zasługi dla Obronności Kraju, Złoty Krzyż za Zasługi, odznakę honorową „Za Zasługi dla Rozwoju Województwa Zielonogórskiego”. 29 grudnia ub. roku podczas jednej uroczystości razem z M. Marciniakiem odebrali medale z okazji 30-lecia Samorządu Terytorialnego w Polsce.

W kwietniu ukazała się jego książka „Obraz Gozdnicy życiem malowany”, której wydawcą jest właśnie M. Marciniak.

– Książka opowiada się o tym wszystkim, co wydarzyło się w Gozdnicy po 1945 roku aż po dziś. Jej głównym bohaterem jest pan Alfred, zaczął książkę od swoich urodzin w 1932 roku we Francji z retrospekcji, a potem są wszystkie kadry z poszczególnych lat w Gozdnicy i kończy się właśnie wtedy, kiedy pan Alfred odbiera nagrodę. To jest jego świadectwo życia – mówi M. Marciniak.

„Obraz Gozdnicy życiem malowany” sam pisał ręcznie przez rok, w księdze o skórzanej oprawie. Opracowanie, przygotowanie jej do druku i redakcja trwała łącznie kilka lat.

– Na początku ja go dopingowałem do pisania, a potem on mnie do wydania. Nie mógł się jej doczekać. W tym czasie bardzo się uaktywnił w malarstwie. Malował głównie naturę, pejzaże widoki, miejsca, budynki. Bardzo często portretował po prostu Gozdnicę – mówi M. Marciniak. I opowiada: – Malował od dziecka, miał talent. Od jednego ze swoich profesorów w młodości usłyszał jednak, że artystą nie zostanie. I wtedy poszedł w ceramikę, a nie na Akademię Sztuk Pięknych. W Gozdnicy w latach 60. miał pierwszy wernisaż w przyzakładowym domu kultury. Do malarstwa powrócił na emeryturze.

To był jego rok

W kwietniu na kanale Youtube ruszyła akcja „Gozdnickie czytanie”. W kolejnych odcinkach inne osoby czytały fragmenty jego książki. Na początku czerwca w Domu Kultury zorganizowano spotkanie autorskie. Już przed spotkaniem wyprzedały się wszystkie egzemplarze jego książki.

Na spotkaniu Paweł Laskowski poprosił go o zgodę, by w imieniu mieszkańców i Rady Miasta zgłosić go do konkursu literackiego „Lubuskie Wawrzyny”.

– On się publicznie zgodził, ale nie doczekał tej nominacji, bo mieliśmy jeszcze oficjalnie podjąć uchwałę na sesji w tej sprawie – mówi P. Laskowski. – Sam spotykałem się z nim kilkukrotnie. Zaangażowałem się trochę w kolportaż tej książki. Jak ktoś poprosił, szedłem do niego, by napisał personalną dedykację. To był wspaniały człowiek. Pożyczył mi nawet kryminał, w którym była wzmianka o Gozdnicy. Na co dzień był bardzo radosny, otwarty na innych ludzi – dodaje.

– Jego śmierć to olbrzymia strata dla Gozdnicy. Tydzień temu piliśmy kawę i umawialiśmy się na kolejne działania. On nie żegnał się z życiem, wręcz się ostatnio ożywił. Jak na ironię, 2021 to był jego rok. Obraz jego życia się dopełnił – mówi M. Marciniak.

Napisz komentarz »