REKLAMA

Aktualności, Samorząd

Spłonął samochód burmistrza

Opublikowano 25 czerwca 2021, autor: Piotr Piotrowski

Samochód burmistrza Żagania spłonął doszczętnie na jego podwórku. Policja jeszcze nie ustaliła przyczyn pożaru, ale niektórzy już wskazali winnych.

W sobotni wieczór (19 czerwca) burmistrz Andrzej Katarzyniec oglądał mecz reprezentacji Polski z Hiszpanią w swoim domu przy ul. Miodowej, z partnerką Ewą.

– Około 20 minut przed końcem meczu usłyszałem trzask. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem łunę. Mój bus był objęty ogniem – opowiada „Regionalnej” burmistrz. – Zadzwoniłem na straż pożarną i ruszyłem gasić pożar. Bus stał blisko garażu połączonego z domem. Ogień był już tak rozwinięty, że płomienie zajęły belkę w stropie. Od wysokiej temperatury pękła szyba w oknie. Chwyciłem za wąż ogrodowy i zacząłem nim schładzać ścianę oraz dach budynku.

Po kilku minutach przyjechali strażacy, którzy ugasili pożar. Z busa, który służył burmistrzowi na wyjazdy z kolegami na ryby, został z niego szkielet. Udało się uratować garaż i dom.

Strażacy nie ustalili dotąd przyczyny pożaru.

– W momencie przyjazdu pierwszego zastępu strażaków, pożar busa volkswagena był już mocno rozwinięty. Pojazd stał zaledwie 3 metry od zabudowań, dlatego gasiliśmy ogień i jednocześnie schładzaliśmy ich ściany – informuje mł. bryg. Paweł Grzymała, rzecznik żagańskiej straży pożarnej. – Przyczyny pożaru ustali biegły z zakresu pożarnictwa. Straty oszacowano wstępnie na ok. 30 tys. zł.

Straciłby wszystko

Co się mogło stać? Co doprowadziło do pożaru? W sobotę był tropikalny upał. Czy to był samozapłon, czy zwarcie instalacji, czy może inna przyczyna? Burmistrz wyklucza samozapłon.

– Nie sądzę, aby o godz. 22.28 w nocy doszło do zwarcia instalacji elektrycznej. Tym bardziej, że auto spaliło się w ponad 80 procentach wewnątrz, a akumulator, rozrusznik czy komora silnika nie są zniszczone – zaznacza i zastrzega, że bus nie miał ubezpieczenia AC.

Katarzyniec dodaje, że bus stał na posesji nieużywany od trzech tygodni. W feralnym dniu umył go w środku, bo następnego dnia syn chciał go pożyczyć na wyjazd.

– Po umyciu zostawiłem w nim otwartą szybę od strony kierowcy i rozsunięte drzwi boczne, aby tapicerka mogła wyschnąć. Uważam, że w tej sytuacji ktoś mógł się przyczynić do tego zdarzenia. Cały czas mnie dręczy jedna myśl. Wiele osób wiedziało, że tego wieczoru będę kibicować polskim piłkarzom w Żagańskiej Strefie Kibica, na pałacowym dziedzińcu. Miałem iść na mecz z Adamem Matwijowem, przewodniczącym Rady Miasta, ale źle się czułem i postanowiłem zostać z moją partnerką w domu, oglądając mecz w telewizorze. Gdybym był w tym czasie w strefie przy pałacu, nie miałbym do czego wracać. Nie miałbym nie tylko auta, ale i domu, który w dużej mierze składa się z drewnianych konstrukcji. Strażacy podkreślali, że gdyby nie moja obecność, pożar w kilka minut zająłby zabudowania. Nie miałbym nic.

Gorąco na mieście

Dzień później burmistrz opublikował w internecie komunikat w sprawie pożaru, załączając zdjęcia spalonego busa. Niektórzy jego zwolennicy mu współczuli i zaczęli insynuować, że to sprawka przeciwników, którzy chcą go odwołać w referendum. Ci z kolei twierdzą, że burmistrz mógł sam zlecić podpalenie swojego busa, aby zyskać współczucie i litość mieszkańców przez niedzielnym głosowaniem, 27 czerwca, w sprawie jego odwołania.

– „Nie mogę pozostać obojętnym na pojawiające się w przestrzeni publicznej oszczerstwa i insynuacje, jakobym sam dokonał powyższego podpalenia, w celu przysporzenia sobie sympatii wyborców przed zbliżającym się referendum lokalnym” – podkreśla burmistrz A. Katarzyniec w swoim oświadczeniu.

Jajecznica i kampania

Na reakcję komitetu referendalnego nie trzeba było długo czekać.

– W swoim oświadczeniu pan Katarzyniec w sposób bezpardonowy zaatakował zwolenników referendum. Musimy więc na ten atak zareagować – odpowiada Tomasz Szewczyk, pełnomocnik komitetu. – We wtorek, trzy dni po zdarzeniu, spotkałem się z biegłym sądowym z zakresu pożarnictwa. Stwierdził, że po obejrzeniu zdjęć i nagrania widać, że był to nieszczęśliwy wypadek, który mógł się wydarzyć na skutek samozapłonu zapalniczki lub kuchenki turystycznej, której burmistrz używał na przykład do smażenia jajecznic podczas wyjazdów na ryby. Martwi nas, że cała sytuacja została bardzo negatywnie wykorzystana przez radnych z obozu burmistrza, którzy już przesądzili o przyczynach podpalenia. Nam zależy na tym, aby ta sprawa została wyjaśniona jeszcze przed referendum. Jest niedopuszczalne, aby na nieszczęśliwym wypadku robić sobie kampanię przed referendum, wzbudzając sympatię czy litość mieszkańców.

 

To nie Sycylia

W mieście zawrzało od kąśliwych komentarzy.

– Jakież to znamienne, że wilk chce uchodzić za owcę – komentuje radny i były burmistrz, Daniel Marchewka. – Żagań to nie Sycylia, tu płonące samochody to raczej skutek eksplozji butli do robienia jajecznicy albo przypadek, który nie jest przypadkowy.

Burmistrz Katarzyniec zastrzega, że butli turystycznej w busie nie było.

– Volkswagen był wysprzątany i opróżniony ze wszystkiego. Butla stała w domu w momencie pożaru – zaznacza.

Pozostaje czekać, aż śledczy ustalą przyczynę pożaru.

Napisz komentarz »