REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Ślub w chmurach

Opublikowano 11 czerwca 2021, autor: bj

Najpierw ślubu miało nie być, potem cichy na łódce. W końcu trzeba było zablokować drogi, gdy do urzędu jechali na motocyklach.

Sakramentalne „TAK” powiedzieli sobie Arkadiusz Szajba Pawlukowicz, konstruktor customowych motocykli, zdobywca nagród na tak prestiżowych konkursach jak AMD World Championship of Custom Bike Building, z Brodów i jego narzeczona, Agnieszka (39 l.). Zrobili to tak, jak żyją, niemal nie zsiadając z motocykla. I na tle Tatr.

Z Agnieszką (39 l.) parą są od ponad dekady. Są rodzicami półtorarocznej Marysi.

– W ogóle nie miało być ślubu. Potem planowaliśmy go w towarzystwie świadków, na łodzi. Ale w styczniu obchodziłem 50. urodziny. Byli goście. Mówię do Agnieszki: „A może zaproszę wszystkich na nasz ślub?” – opowiada A. Pawlukowicz.

Wcześniej były motocyklowe zaręczyny.

– Zamiast tradycyjnego pierścionka, wręczyłem jej mój firmowy sygnet – uśmiecha się Arkadiusz.

Co roku z innymi motocyklistami wyjeżdżają do Zakopanego.

– Żeby ściągnąć jak najwięcej kolegów i przyjaciół, bo w tych dziwnych czasach ciężko się spotkać, dorzuciłem dodatkową atrakcję w postaci… własnego ślubu – śmieje się „Szajba”.

Jechało 47 osób.

– Najpierw wyjeżdżały panie, busami, w środę. Niektóre jechały z dziećmi, stąd te busy. Spotkaliśmy się w Kościelisku. Chcieliśmy wziąć ślub na Gubałówce, z widokiem na Giewont, swobodnie, bez masek – wyjaśnia.

Przyjaciele pomagali ustawiać stoły, namioty.

– Dzień nam zajęło to szykowanie. I wtedy… taki wieczór kawalerski z panieńskim połączony. Ale grzecznie, żeby polatać motocyklami nazajutrz – zastrzega A. Pawlukowicz.

Zrobili obstawę

O ślubie dowiedzieli się motocykliści z Zakopanego.

– Zrobili  nam obstawę. Żeby nikt nie wjechał pomiędzy nas, gdy jechaliśmy do USC. – wspomina pan Arkadiusz.

Ślub był na zewnątrz urzędu w Białym Dunajcu.

– Pogoda była luksus – śmieje się A. Pawlukowicz.

Do ślubu pojechali przez górę, przez Gubałówkę.

– Motocykliści wszystkie skrzyżowania zablokowali. Dla atrakcji palili gumę. Było biało, my przez ten dym żeśmy przejeżdżali. Byliśmy w białe kombinezony ubrani, ona z przyczepionym welonem do kasku. Motocykl sportowy – ten, na którym jeździmy na co dzień. Żeby nasz ślub był taki, jak my żyjemy. I dojazd z przepięknym widokiem na Tatry. Czułem, że mam rogala na twarzy. Przed urzędem górale trzymali nasze obrączki. Też motocyklowe. Srebrne, ale wyglądają na opony. Moja większa, czyli tylna, napędowa, Agnieszki jak to przednie, mniejsze koło – relacjonuje pan Arkadiusz.

Na ślubie obowiązywał dress code. Czyli kombinezony motocyklowe.

Potem górale ich zaprowadzili na punkt widokowy.

– Całe Tatry były jak na dłoni.Wiatr uniósł welon Agnieszki, spontanicznie zaczęliśmy tańczyć. To był taki taki taniec w chmurach. Tak jak ślub – wspomina.

Bez rosołu i sukienki

Były tańce, trochę toastów, symbolicznie.

– Posiedzieliśmy, ale wiadomo, że nie można przesadzać. Bo przecież potem jedziemy  -tłumaczy pan Arkadiusz. – Była duża grupa motocyklistów, którzy są dla mnie jak rodzina. I nasz malutka Marysią.

Swój skarb zabierają wszędzie.

– Jak miała 4 miesiące, to w plecaku na motocyklu jeździła. Widzi motocykl i od razu jechać chce – przekonuje A. Pawlukowicz i wspomina ślub: – Trzeba było dojechać 650 km. Po tę miłość, po tę przysięgę…

Napisz komentarz »