REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Czują się oszukani

Opublikowano 04 czerwca 2021, autor: bj

Marek Czekajło i Urszula Makowska-Czekajło domagają się w sądzie zwrotu ziemi, którą kupił od nich Urząd Miasta. – Oszukali nas, bo mieli tu wybudować drogę – mówił podczas rozprawy żarski przedsiębiorca.

Spór o drogę, a raczej jej brak – taki proces ruszył właśnie (28.05.) w żarskim Sądzie Rejonowym. Urząd Miasta pozwała Urszula Makowska-Czekajło, właścicielka firmy Metal Makowska przy ul. Wapiennej w Żarach. Wartość przedmiotu sporu to ponad 41 tys. zł, czyli cena sprzedanej miastu działki i koszty podziału, powiększone o odsetki.

Przypomnijmy. Chodzi o łącznik, który miał powstać pomiędzy ulicami Kilińskiego a Wapienną. W 2012 r. Urząd Miasta kupił w tym celu działkę. Z pozwu wynika, że zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, powstać miała tam droga. Właścicielka ziemi sprzedała ją miastu na ten właśnie cel, po cenie zakupu, czyli 45 za 1 mkw. Poniosła też koszta podziału geodezyjnego, prawie 6 tys. zł.

– Naszą intencją było ułatwienie dojazdu do mini strefy przemysłowej przy ul. Wapiennej. Niezaprzeczalną korzyścią byłoby odciążenie ul. Kilińskiego. Tyle tylko, że miasto co najwyżej chciało zrobić drogę ślepą i przejezdną jedynie na fragmencie, czyli niezgodną z umową. I do tego ścieżkę – tłumaczył M. Czekajło, żarski przedsiębiorca i mąż powódki.

Do budowy nie doszło, bo ogłoszony przez Urząd Miasta przetarg został unieważniony. A to dlatego, że oczekiwania finansowe oferentów przewyższały budżet. Na dokumentację i budowę ścieżki miasto chciało dać 1 mln 300 tys. zł, a wykonawca oczekiwał 1 mln 640 tys. zł. Budowa drugiej części ścieżki i kładka miały kosztować 2 mln 900 tys. zł, a złożona oferta opiewała na 5 mln 112 tys. zł.

Oszukani?

Na rozprawie M. Czekajło zeznawał: – Urząd Miasta stworzył tzw. małą strefę przemysłową przy ul. Wapiennej. Wówczas obiecywał przedsiębiorcom lepszy dojazd. Temu właśnie miała służyć ta droga. I tylko dlatego podjęliśmy decyzję o sprzedaży.

– Co się działo po sprzedaży? – pytał Tomasz Rzepka, pełnomocnik U. Makowskiej-Czekajło.

– Znam prywatnie wiceburmistrza Falińskiego, który od początku pilotował tę sprawę – odpowiadał M. Czekajło. – To on był osobą decyzyjną. Za każdym razem zagadywałem go o tę drogę. Otrzymywałem odpowiedź, że będzie. Dopiero gdy pojawił się u mnie projektant z planem zagospodarowania, a potem został ogłoszony przetarg, zrozumiałem, że o żadną drogę im nie chodzi.

– Czy zdecydowaliby się państwo na sprzedaż, gdyby nie deklarowana budowa drogi? – pytał dalej T. Rzepka, wyjaśniając, że zamierza udowodnić, że niejako podstępem właścicielka działki została wprowadzona w błąd.

– Moim zdaniem wprowadzili nas w błąd, w zasadzie oszukali – odpowiadał M. Czekajło. – Dlatego wydzielili stosunkowo wąski pas, jak na drogę dla ciężarówek.

Jako drugi przed sądem zeznawał Marek Zielonka, były naczelnik wydziału gospodarki nieruchomościami w Urzędzie Miasta.

– Szerokość działki nie wystarczała na drogę dwujezdniową. Raczej na ścieżkę, ewentualnie drogę jednokierunkową. Wówczas nie było projektu. Sama inwestycja nie leżała już w kompetencjach mojego wydziału – podkreślał M. Zielonka.

Podczas wyznaczonej na koniec lipca rozprawy swoje zeznania złoży P. Faliński, wiceburmistrz.

Napisz komentarz »