REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Pożar od gazowej butli

Opublikowano 04 czerwca 2021, autor: bj

Od turystycznej butli przechowywanej w piwnicy rozpoczął się pożar w piwnicy bloku przy ul. Artylerzystów 12 w Żarach (w sobotę, 29.05.). Czteroklatkowy budynek liczy 40 mieszkań.

– Wezwanie otrzymaliśmy ok. godz. 17.15. Na miejsce zostały skierowane zastępy z Kunic oraz z Sieniawy Żarskiej – informuje st. sekc. Dawid Lewandowski z Komendy Powiatowej PSP w Żarach.

Mocno zadymiona była piwnica i klatka schodowa. Część lokatorów z niższych kondygnacji wyszła na zewnątrz, ci z wyższych pięter pozostali w mieszkaniach.

Strażacy, wyposażeni w aparaty oddechowe, weszli do piwnicy, gdzie zlokalizowali źródło ognia.

– Znajdowała się tam turystyczna butla gazowa – wyjaśnia D. Lewandowski.

Strażacy ewakuowali z budynku 15 osób. Mieszkania zostały dokładnie sprawdzone przy wykorzystaniu kamery termowizyjnej i detektora gazowego.

– Moja sąsiadka się podtruła. Miała podawany tlen. My z partnerem byliśmy na balkonie. Strażak do nas wszedł, sprawdził, czy wszystko w porządku – opowiada jedna z mieszkanek.

– Do kobiety została wezwana karetka, ale okazało się, że jej stan jest na tyle dobry, że może pozostać na miejscu – informuje D. Lewandowski.

Bez wody i prądu

W niedzielę, 30.05., pojawiły się informacje, że mieszkańcy bloku należącego do największej żarskiej Spółdzielni Mieszkaniowej przy ul. Wieniawskiego pozostali bez pomocy. Oficjalnie mówić o tym nie chcą. Choć, jak twierdzą, woda z kranów popłynęła dopiero następnego dnia. Był też kłopot z prądem.

– Zadziałaliśmy tak szybko, jak się dało. Całą niedzielę organizowaliśmy elektryków, hydraulików. Przerwaliśmy inne planowe remonty. Doprowadzona została woda i światło. We wtorek, 1.06., już była ciepła woda. Robimy teraz konserwację i przegląd sieci gazowniczej w związku z koniecznością naprawy i sprawdzenia szczelności – mówi Stanisław Hałabura, prezes spółdzielni.

Co się stało, że doszło do pożaru?

– To ustalają strażacy. Mam nadzieję, że ze względu na odszkodowanie, zostanie ustalona konkretna przyczyna – tłumaczy S. Hałabura. I dodaje: – W piwnicy znajdowała się jedna czy dwie butle. Właściciel ich nie używał, ale miał. Nie chcę spekulować. Jedni mówią, że był wybuch, inni mówią, że nie słyszeli.

Kosztów zarząd spółdzielni jeszcze dokładnie nie oszacował.

– Straty przede wszystkim są w częściach wspólnych. Zadymiona została cała klatka. Trzeba naprawić instalację elektryczną. Samo doprowadzenie i sprawdzenie parametrów gazu to spory koszt. Zdemontować trzeba liczniki, zrobić próby szczelności, zagazować, sprawdzić dojścia w mieszkaniach. Do tego zadymiona elewacja. Mamy nadzieję, że uda się ją doczyścić. Koszty na pewno będą wysokie – wylicza prezes. I nie ukrywa: – Niestety na razie mieszkańcy zdani są na korzystanie z kuchenek elektrycznych. Przywrócenie gazu na pewno trochę potrwa.

Napisz komentarz »