REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Będę musiał z tym żyć

Opublikowano 28 maja 2021, autor: bj

Mężczyzna wpadł pod samochód. Nie żyje. Kierowca był trzeźwy. Sprawę bada policja i prokuratura.

Do śmiertelnego wypadku doszło tuż pod Tuplicami. Był czwartkowy (20.05.) późny wieczór. Mężczyzna, który był na drodze pomiędzy Tuplicami a Trzebielem, na wysokości ogródków działkowych, został uderzony przez przejeżdżające auto.

– Śledczy wyjaśniają okoliczności śmiertelnego wypadku. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierujący fordem mondeo, 19-letni mieszkaniec powiatu żarskiego, jadąc w kierunku Trzebiela na prostym i nieoświetlonym odcinku drogi potrącił pieszego. Był to 63-letni mieszkaniec powiatu żarskiego – informuje Aneta Berestecka, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Żarach.

Sekcja zwłok odbyła się we wtorek, 25.05.

– Najogólniej mówiąc, przyczyną zgonu były masywne urazy wielonarządowe – informuje Robert Brzeziński, szef żarskich prokuratorów. Nikt nie usłyszał zarzutów. – Kierowca był trzeźwy. Wstępnie mogę powiedzieć, że pieszy prawdopodobnie nie poruszał się prawidłowo. Oczywiście najpierw wypowiedzieć się będą musieli biegli – dodaje R. Brzeziński.

Podczas sekcji 63-latka została pobrana krew do badań na obecność alkoholu.

-Wyniki będą znane dopiero za ok. 2 tygodnie – zastrzega R. Brzeziński.

Gdyby się zatrzymał…

O tym, co się stało, rozmawiamy z kierowcą samochodu. Jest mocno poruszony. Opowiada, że z koleżanką wybrali się do kolegi, który mieszka w Tuplicach.

– Około 22 wracaliśmy do domu. Przejeżdżaliśmy koło sklepu, pomyślałem, że skoczę po papierosy, ale w końcu stwierdziłem, że już w Żarach kupię. Gdybym się zatrzymał, może do tego by nie doszło… – zastanawia się Sławomir Manaj, 19-letni kierowca z Łazu.

Ruszyli sprzed stacji benzynowej, która jest koło bloków.

– Wrzuciłem czwórkę, jechałem może 40-50 km na godzinę, auto powoli się rozpędzało. Jechałem na krótkich światłach, bo chwilę wcześniej byłem w terenie zabudowanym. Miałem zmienić, bo zaczynał się las, ale zobaczyłem, że jadą auta z naprzeciwka, nie chciałem ich oślepiać. Zobaczyłem go dosłownie metr od samochodu. Widziałem tylko niebieskie dżinsy. Od razu wcisnąłem hamulec, odbiłem na lewą stronę. Nie wiem, skąd on się tam pojawił. Wydaje mi się, że przechodził z lewej strony na prawą – opowiada S. Manaj.

– To były ułamki sekund – opowiada Julia, koleżanka Sławka.

Oboje bardzo przeżywają to, co się stało.

– Nie chciałem nikomu krzywdy zrobić – zapewnia 19-latek.

Myślał, że tylko odepchnie

– Wydawało mi się, że ta odległość, mój hamulec, odbicie autem wystarczą. Że może tylko go otrę. A tu nagle huk, szyba rozwalona. Szkło. Gdy się zatrzymaliśmy, zacząłem go szukać. Chciałem mu udzielić pierwszej pomocy. Potrafię to robić. Ale nie mogłem go znaleźć, tak było ciemno. Na drodze najpierw zobaczyłem buty, jego czapkę, jakieś rzeczy. W końcu go znalazłem… to był straszny widok. Nogi miał połamane, odgięte, czaszkę pękniętą. Potem się okazało, że głową uderzył w prawy kant szyby. Na karoserii zostały fragmenty skóry – opowiada cicho.

– Do zgonu na pewno doszło przed przybyciem karetki – potwierdza Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego.

– Ten dzień był dziwny… Czułem, że coś się stanie. Takie rzeczy po kolei się zdarzały – wspomina S. Manaj. I dodaje: – Teraz będę musiał z tym żyć. Z tym zostanę.

Napisz komentarz »