REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Zasłabł w pracy. Zmarł

Opublikowano 21 maja 2021, autor: bj

Pracowity. Zbigniew Jankowski (? 55 l.) nigdy nie szedł na skróty. Honorowy. Sam wychowywał dwóch synów. Zasłabł w pracy, w Swiss Krono, 5.05. Po dwóch dniach zmarł.

Był kochającym ojcem. Żeby zapewnić godny byt synom, kupił mieszkanie.

– We frankach, to też go bardzo zdołowało. Ale nie to było najważniejsze. Miał za sobą niełatwe przeżycia – mówi Aneta Kamińska, siostra Z. Jankowskiego.

Jego synowie dziś są dorośli, Adam (25 l.) jest studentem polonistyki, Filip (23 l.) pracuje w Swiss Krono.

Pan Zbigniew był bardzo rzetelny.

– Nigdy nie pozwalał sobie iść na skróty. Bardzo ciężko pracował. Miał ponad 20 lat doświadczenia w tej pracy. Wiele razy na przyuczenie powierzano mu młodych pracowników. Uczył też własnego syna. I z razem z nim pracował. Również tego dnia – wspomina.

Feralnego dnia, 5.05. pracowali obok siebie. – Na prasach. Byli bardzo blisko -wspomina pani Aneta.

Filip zauważył w pewnym momencie, iż taty nie ma.  – Zbyszek wcześniej źle się czuł. Filip go poprosił, żeby wyszli na powietrze, złapał oddech. Bo prasa sama leciała. Ale Zbyszek dalej pracował. Raptem godzina była do końca zmiany – tłumaczy A. Kamińska. – W pewnym momencie podchodzi do Filipa mistrzyni i majster, powiedzieli: twój tato tam leży. Znaleźli go w korytarzyku do szatni. Przetransportowali go w do większego pomieszczenia. Filip zaczął go reanimować. Potem go ktoś zmienił. Tętno w końcu było wyczuwalne. I tak na przemian, do przyjazdu karetki pogotowia

– Otrzymaliśmy informację o nagłym zatrzymaniu krążenia – mówi Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego. – Pierwszej pomocy 55-latkowi udzielili współpracownicy. Mężczyzna trafił na OIOM na oddziale kardiologii.

Solidna firma

– Pracował na wydziale laminatów. Skromny i zaangażowany, często słyszałem jak mówiono o nim „solidna firma”. W dniu 05.05., tuż przed końcem zmiany poczuł się gorzej i poszedł odpocząć do szatni. Koledzy zainteresowali się jego stanem i to oni widząc pogarszający się stan udzielili pierwszej pomocy. Natychmiast wezwano karetkę. Ogromne podziękowania należą się naszym współpracownikom za szybką reakcję, zimną krew i fachową pomoc – mówi Jarosław Masina, rzecznik prasowy SwissKrono.

 Tyle ciosów

– Rano do mnie zadzwonił Filipek. Powiedział: „Ciocia, tato jest pod respiratorem, ale nie mów o tym babci, bo się będzie martwiła”. Własnemu bratu nie powiedział, żeby się nie martwił. Tyle ciosów w tym roku dostaliśmy. Śmierć naszego taty, tuż przed tatą zmarła jego siostra – płacze pani Aneta.

Niestety po 2 dniach lekarze przegrali walkę o życie pana Zbigniewa.

– Jako brat był wyjątkowy. Z domu to wynieśliśmy, że trzeba być blisko siebie, że trzeba się wspierać. Mam dwóch synów. Dla każdego z nich Zbyszek jest ojcem chrzestnym. -mówi ze łzami pani Aneta.

Siedem miesięcy temu stracili tatę.

– Zbyszek codziennie przychodził do mamy. Przynosił syropy, obwoził ją po lekarzach. Cały czas bardzo troszczył się o innych – dodaje A. Kamińska.

Chcą spoczywać razem

Pan Zbigniew miał za sobą wielką tragedię. Bo 27 lat temu zmarło jako malutkie 3-letnie dziecko, jego synek Bartuś.

Pan Zbigniew miał życzenie.

– Być razem z Bartusiem.  Martwiłam się, czy to dla nas miejsca wystarczy, ale Zbyszek leży w grobie Bartusia – mówi pani Aneta. I wspomina brata: – Pięknie grał na gitarze, pisał wiersze. Kochał góry. Piosenki. Na jego pogrzebie, w kaplicy grała cichutko muzyka symfoniczna. Na koniec wybraliśmy utwór Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”. Bo to dla nas wciąż jest niezrozumiałe, trudne do przeżycia.

Z. Jankowski spoczął 14.05. na cmentarzu w Żarach.

Napisz komentarz »