REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Pomóżcie ratować Joasię

Opublikowano 21 maja 2021, autor: bj

Jest niepełnosprawna po tym, jak wypisana ze szpitala po porodzie, zapadła w śpiączkę. Wciąż nie ma winnych. I co gorsza, pieniędzy, żeby leczyć Joannę Kotwicka.

Marcin Kotwicki z Raszyna (gm. Lubsko) walczy od kilku lat o zdrowie żony. Spotykamy go w Warsztatach Terapii Zajęciowej w Lubsku. Odbiera Joannę z zajęć. Gdy ona wkłada tenisówki, on mówi: „Rozwiąż sznurowadła, będzie łatwiej wsunąć stopy”. Potem wyciąga grzebień i przeczesuje jej włosy. I tak Joanna jest gotowa, by zrobić jej zdjęcie. O swojej sytuacji Joanna opowiedzieć nie potrafi.

– Fizycznie udało się ją usprawnić, ale ma mózg 5-letniego dziecka – mówi M. Kotwicki.

Problemy ze zdrowiem J. Kotwickiej zaczęły się po urodzeniu syna, Filipa, w kwietniu 2018 r. Trafiła do 105. Szpitala Wojskowego w Żaganiu z wysokim ciśnieniem. Lekarze zdecydowali się na cięcie cesarskie. Została wypisana do domu, choć nadciśnienie się utrzymywało.

Jeszcze tej samej nocy poczuła się bardzo źle, miała duszności. Gdy dotarli do szpitala, była sina, a z ust szła piana. Zaczęła się reanimacja. Joanna na 40 dni zapadła w śpiączkę. Potem uczyła się na nowo chodzić, kontrolować czynności fizjologiczne.

U pani Joasi stwierdzono uszkodzenie mózgu w przebiegu niedotlenienia po nagłym zatrzymaniu krążenia, niedowład czterokończynowy, padaczka, encefalopatia.

Ludzie pomogli

Było im bardzo ciężko.

– Na szczęście pomogli ludzie. Była zbiórka na zrzutka.pl, udało się zebrać 31 tys. zł – mówi M. Kotwicki. Kwota wydaje się wysoka, ale pieniądze w zasadzie już się kończą.

Faktury, które już ma za koszty leczenia, opiewają na 33 tys. zł.

– Nie wliczając choćby kosztów paliwa. A jak jeździliśmy codziennie do Wrocławia, ostatnio z Legnicy, bo tam spaliśmy u znajomego, to i tak 2 tys. km zrobiłem – tłumaczy.

A jeździć cały czas muszą – na warsztaty, do terapeuty, raz na kwartał codziennie przez 10 dni na zabiegi do Wrocławia. Wydają na nie minimum 3 tys zł. To koszt terapii mikropolaryzacji mózgu. Polega ona na stymulacji kory mózgu przy użyciu elektrod, przez które doprowadza się słaby prąd.

Do tego trzeba kupować leki. A to nawet kilkaset złotych miesięcznie.

Pan Marcin pracować nie może, bo opiekuje się niepełnosprawną żoną. Utrzymują się z 500+ na dwójkę dzieci, 1 tys. 700 zł renty, 1 tys. 800 zł zasiłku opiekuńczego.

Mogę tylko prosić

Wciąż nie mogą liczyć na nic więcej. W sądzie cywilnym toczy się proces z powództwa pani Joanny, w imieniu której występuje mąż, ale sprawa zawisła.

– Od 2 lat trwa postępowanie karne, w kierunku ustalenia odpowiedzialności za to, co się stało. Prowadzi je Prokuratura Okręgowa. Od lipca jest opinia lekarska. Biegły stwierdził niedopełnienie obowiązków przez personel szpitala, bo pani Joanna powinna pozostać na obserwacji. Do tego jeszcze biegli uznali, że lekarz rodzinny, do którego trafiła po wyjściu ze szpitala, też powinien wezwać karetkę – tłumaczy Aleksandra Dudek z kancelarii, która reprezentuje państwa Kotwickich.

Potwierdza to Prokuratura Okręgowa, która prowadzi sprawę.

– W toku postępowania uzyskaliśmy opinie instytucji naukowo-medycznych i na ich podstawie przedstawione zostały dwójce lekarzy zarzuty popełnienia czynów narażających człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – wyjaśnia Zbigniew Fąfera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

– Wnieśliśmy o zabezpieczenie pani Joanny, czyli o taką rentę na czas trwania procedur, żeby klientka miała pieniądze, z których sfinansuje bieżące potrzeby i leczenie. To dlatego, że większość spraw o błąd w sztuce trwa nawet kilkanaście lat. Sąd jednak oddalił ten wniosek. Na razie czekamy na efekt naszego zażalenia – dodaje Krzysztof Dudek z kancelarii.

Z informacji z prokuratury wynika, że akt oskarżenia przeciwko lekarzom do sądu ma trafić pod koniec maja. Dopiero wówczas sądowa machina będzie mogła ruszyć. Nie ma pewności, czy Sąd Cywilny nie zechce czekać na efekt powstępowania karnego.

– Mogę znowu tylko ludzi prosić. Pomóżcie w zdrowieniu mojej żony. Czekam na to ja i dwójka naszych synów – mówi pan Marcin. Z Joanną, poza trzyletnim Filipem, mają także starszego syna Fabiana (12 l.).

Każdy, kto chciałby pomóc i wesprzeć rodzinę, może to zrobić za pośrednictwem portalu zrzutka.pl „na dalszą rehabilitację żony Joanny”

https://zrzutka.pl/3z6zad

Napisz komentarz »