REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Zabił go COVID

Opublikowano 16 kwietnia 2021, autor: Michalina Kozarowicz

Jacek Dzikiewicz miał dopiero 38 lat. Zmarł na COVID-19. Rodzina i przyjaciele nie mogą pogodzić się z tą ogromną i nagłą stratą. W piątek pan Jacek jeszcze pracował w sklepie. W sobotę źle się poczuł. Trafił do szpitala. W niedzielę zmarł.

Jacek Dzikiewicz (38 l.) odszedł w niedzielę (11.04). Zmarł na COVID-19. Zaledwie dzień po tym, jak karetka zabrała go do szpitala.

W piątek pracował, w niedzielę zmarł

W piątek pan Jacek zrobił test na koronawirusa. Potwierdziło się, że jest zakażony. W sobotę rano gorzej bardzo źle się poczuł. Trafił karetką na odział zakaźny 105. Wojskowego w Szpitala w Żarach. A jeszcze dzień wcześniej jak co dzień otworzył swój sklep, by mieszkańcy jego Drzeniowa (gm. Tuplice) jak zawsze mogli kupić rano chleb.

Jak rodzina

W Drzeniowie mieszka kilkadziesiąt osób. Wszyscy są ze sobą bardzo zżyci.

– Dla nas to ogromna strata – mówi Aneta Gulej, przyjaciółka i sąsiadka – Znałam Jacka całe życie. Był spokojny i uczynny. Zawsze znalazł czas pomimo tego, że był bardzo zapracowany. – wspomina sąsiadka – Jacek był jednym z filarów naszej społeczności. Pracował 7 dni w tygodniu od 6.00 do 18.00. Tylko raz do roku pozwalał sobie na tygodniowy urlop i jechał nad morze odpocząć. To był zloty człowiek. – dodaje A. Gulej

Serce wsi

Jacek do niemal ostatnich chwil, zanim karetka zabrała go w sobotę (10.04) na odział covidowy myślał o sklepie i swoich klientach. Gdy kilka dni wcześniej gorzej się poczuł i trafił do szpitala ze względu na osłabienie, na drzwiach sklepiku zostawił kartkę, że codziennie o 6.00 rano będzie tu kierowca z piekarni.

– Sklep to było jego oczko w głowie- wspomina Tomasz Dzikiewicz, kuzyn – Jacek miał taki charakter, że wszyscy do niego ciągnęli. Był szczery i pomocny. Gdy komuś brakowało do pierwszego, nie robił problemów i dawał na zeszyt. Teraz rzadko się zdarza, by te sklepiki w małych miejscowościach się utrzymywały, a on sobie radził. Chciał nawet wyremontować sklep. Niestety. Już tego nie zrobi. To niesprawiedliwe, że odchodzą ludzie tacy jak on. – dodaje

Od zawsze Drzeniów

Jacek był aktywnym członkiem stowarzyszenia na rzecz rozwoju i promocji Drzeniowa.

– Jacek był taki, że jak coś powiedział, tak zrobił – mówi Jerzy Halczuk, szef stowarzyszenia – Ważył słowa i co teraz rzadkie najpierw pomyślał, zanim coś powiedział. Aktywnie działał zwłaszcza przy organizacji naszych rajdów rowerowych, brał też w nich  udział. Wiem, że Jacek tam gdzie teraz trafił będzie na nas patrzył i wspierał, a my będziemy się za niego modlić.  – dodaje

Ogromna strata

Jacek Dzikiewicz miał nastoletnią córkę. Bardzo ją kochał. Była dla niego najważniejsza. Swój czas dzielił pomiędzy bliskich, sklep i Drzeniów.

– Znałam Jacka od podstawówki, potem chodziliśmy razem do „Rolniczaka” w Lubsku. Byliśmy na niejednym wspólnym ognisku. – opowiada Katarzyna Kromp, koleżanka i wójt Tuplic – Jestem w szoku, że odszedł. Wszyscy jesteśmy. Oczywiście mój ból jest niewspółmierny do bólu pani Teresy i Jana (rodzice pana Jacka). On był taki pracowity właśnie po rodzicach. Gdy były dożynki czy inne wydarzenie, my się dalej bawiliśmy, a on szedł do domu, bo rano trzeba otworzyć sklep. Bardzo mnie boli, że covid, zabrał właśnie jego. – smuci się K.Kromp

Msza żałobna Jacka Dzikiewicza się dziś, w piątek (16.04) w kościele filialnym w Nowej Roli o godz. 14.00. Ceremonia pogrzebowa rozpocznie się o godz. 14.30 na cmentarzu komunalnym w Nowej Roli. 

Napisz komentarz »