REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Wirus popsuł święta

Opublikowano 02 kwietnia 2021, autor: nk

– Żona w szpitalu, ja na kwarantannie – mówi Wacław Maciuszonek, radny sejmiku i były burmistrz Żar.

To nie będą udane święta dla Wacława Maciuszonka. Jego rodzinę zaatakował koronawirus.

– Żona trafiła do szpitala, a ja na kwarantannę – mówi były burmistrz Żar.

Pierwsze objawy choroby pojawiły się już w piątek (19.03).

– Żona miała duszności, ale zaczynał się weekend i nie wiadomo było, gdzie się udać. Szukałem w piątek popołudniu, gdzie jej zrobić test, ale brakowało podstawowych informacji. Udało się to dopiero w poniedziałek i tak trochę na skróty – opowiada W. Maciuszonek.

Na kwarantanne i do szpitala

Test byłego burmistrza okazał się negatywny, za to jego małżonka po wykonaniu testu, którego wynik był pozytywny trafiła do szpitala.

– Zaczynało się już zapalenie płuc, dlatego musiała zostać w szpitalu – opowiada radny sejmiku.

Od tamtej pory się nie widzieli.

– Mamy tylko kontakt telefoniczny. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze, że żona opuści szpital przed świętami. Ma dobrą opiekę w żarskim szpitalu – mówi W. Maciuszonek.

Już chorował

Sam przebywa na kwarantannie i czuje się dobrze.

– Prawdopodobnie już wcześniej przeszedłem covid na przełomie grudnia i stycznia. Test wtedy wyszedł ujemny, ale później robiłem test na przeciwciała i okazało się, że je mam. Nie czuję się źle, chociaż wiadomo człowiek jest teraz trochę przewrażliwiony. Jak czasem głowa zaboli to się człowiek niepokoi, a w tym wieku to przecież normalne, że od czasu do czasu coś pobolewa – mówi były burmistrz Żar.

Może wyjść na pole

Nie ukrywa, że dzięki temu, że jest posiadaczem kilkuset hektarów ziemi, to nawet w czasie kwarantanny nie musi siedzieć cały czas w domu.

– Tyle dobrze, że mogę sobie na pole wyjść, inaczej to człowiek mógłby zwariować – żartuje W. Maciuszonek i przyznaje, że do świąt w ograniczonym gronie jest w stanie się przyzwyczaić, ale brak najbliższych byłby dla niego bardzo bolesny.

– Już w zeszłym roku były ograniczenia w czasie świąt i możemy się powoli przyzwyczajać, że tak to może w przyszłości wyglądać. Ale jak nie można być nawet z najbliższymi to jest przykrość – dodaje i jednocześnie wspomina kolegę, który opowiedział mu, że nie mógł nawet przez pandemię pożegnać się po raz ostatni z synem, który odszedł.

– Niektórzy rozmawiają z bliskimi wieczorem, a rano nie ma już z kim rozmawiać. – mówi ze smutkiem W. Maciuszonek. – Wielu ludzi odchodzi teraz tak niespodziewanie.

Napisz komentarz »