REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Mam moc

Opublikowano 26 marca 2021, autor: Filip Pobihuszka

– Jestem jedyna na świecie, która potrafi wyleczyć łuszczycę. Co ważne, po wizycie u nie nie ma nawrotów – mówi Mariola Biela, uzdrowicielka z Kożuchowa. Z powodu pandemii przestała przyjmować pacjentów.

– Moja energia wzmacnia układ immunologiczny, stymuluje wszystkie układy, zwłaszcza krwionośny i nerwowy. Energia ingeruje w chory organizm, normalizując jego funkcje życiowe.  – recytuje Mariola Biela.

Uzdrowicielkę z Kożuchowa znają chyba wszyscy w powiecie, choć jej sława sięga na całą Polską.

– Jak byłam na wywiadzie u Janusza Zagórskiego (badacz zjawisk nadprzyrodzonych – dop. red.), to z całego świata dzwonili po paczki – mówi pani Mariola.

Dziś uzdrowicielka pacjentów nie przyjmuje. Wiadomo, pandemia. – Dzwonią, ale ja się trochę boję – wyjaśnia. – Cały czas to rozważam, bo skoro moja woda zabija te wszystkie bakterie i leczy nieuleczalne choroby, to nie wiadomo, czy pokonałaby tego wirusa. Ale trochę się boję. Musiałabym mieć kontakt z chorym.  – zastanawia się na głos.

Skóra przede wszystkim

Na naładowanie butelki wody swoją energią pani Mariola potrzebuje pół godziny. – Czasami wysyłam trzy butelki wody do robienia okładów i trzy butelki wody do picia – wyjaśnia. Ale naładować można też krem lub watę.

 A wyleczyć tym można, jak twierdzi, niemal wszystko. – Migreny, depresja, problemy z tarczycą, refluks, alergie, niedowłady, przykurcze, przywracam też wzrok po zaćmie – wylicza. Udało jej się wyleczyć nawet chorobę Leśniowskiego-Crohna.

Ale pani Mariola specjalizuje się z leczeniu chorób skóry. –  Jestem jedyna na świecie, która potrafi wyleczyć łuszczycę. Co ważne, po wizycie u nie nie ma nawrotów – przekonuje. – Przed pandemią miałam tu jednego chłopaka 12-letniego, który został wyleczony – mówi i pokazuje na telefonie zdjęcia. Na pierwszym chłopiec ma całe plecy w czerwonych plamach. Na kolejnym, skóra jest całkowicie czysta.

Wiceminister z rakiem

Opowieści o swoich pacjentach pani Mariola może mnożyć.

– Z pół roku temu wysyłałam paczkę dziewczynce cierpiącej na atopowe zapalenie skóry. O, proszę. Czyste nogi. – pokazuje kolejne zdjęcie.

– Przyjechał do mnie chłopak, 24 lata. Łuszczyca. Po całej Polsce jeździł. Był sceptycznie nastawiony. Wypił tylko wodę. Rano się obudził, a na nogach ani jednej plamy czy kropki. A ja przecież nawet nóg nie dotykałam – opowiada.

 – Jeden z wiceministrów Tuska był u mnie. Rak prostaty. Miał już umówiony zabieg w klinice. Przyjechał do mnie, to mu potem lekarze gratulowali wyników. Jeszcze niedawno mu watę wysyłałam – mówi.

Pani Mariola wyjaśnia, że nigdy nie podejmowała się leczenia nowotworów, ale jeden inspektor budowlany strasznie ją prosił o pomoc. Miał zdiagnozowany nowotwór na migdałku i umówioną pierwszą chemię. Pojechał do Kożuchowa. – Krótko później, jak go lekarz onkolog zbadał, to zaniemówił. I on się wtedy przyznał, że był u mnie – wspomina. – Powiedział mu wtedy: „Niech pan sobie chodzi do uzdrowicielki, a do mnie co miesiąc do kontroli. To było w 2010 roku. Żyje i pracuje do dziś – dodaje.

Pani musi uzdrawiać

Mariola Biela w wieku 35 lat przeżyła śmierć kliniczną, a przez siedem lat tułała się po lekarzach nieświadoma swojej mocy. Gdy jej córka została w szkole kopnięta w kręgosłup i groźba życia na wózku inwalidzkim stała się realna, kobieta zaczęła dotykać bolącego miejsca. Dziewczyna ozdrowiała. – Stał się cud – mówi.

Kożuchowiankę zbadał radiesteta z Poznania. – Nazwał mnie fenomenem – wspomina. – Powiedział, że nigdy nie spotkał się z kimś, kto ma taką moc. Powiedział: „Pani musi uzdrawiać ludzi, inaczej się pani udusi we własnym cierpieniu” – opowiada. –  Chodzi o to, że mam nadwyżki energii, którą muszę oddawać – tłumaczy.

– Ja promieniuję na 12 metrów. Podobno mam najsilniejszą energię na świecie – mówi.

Czwórka na plecach

Ale energia kożuchowianki objawia się też w inny sposób. – Dotknęłam jabłka i proszę, jakie wzory – łapie za leżący na stoliku owoc. – Na kanapie mam ślady – pokazuje kolorowe plamy. – Ostatnio były też na płytkach – dodaje.

Wzory pojawiają się też na ciele pani Marioli. – Jedna pani ze Szkocji była świadkiem, jak na moich plecach pojawił się wzór, to wyglądało jak cyfra 4. Jak napisane długopisem. Dlaczego akurat czwórka? Nie wiem – wspomina. – Ja akurat pomagałam jej synowi, bo miał torbiel po operacji kolana – wyjaśnia.

Nie wolno obiecywać

Mimo mnóstwa historii i zdjęć na ich poparcie, pani Mariola nigdy nikogo nie namawiała na zaniechanie wizyt u lekarza czy odstawienie lekarstw. – Wręcz przeciwnie, często kieruję do lekarza – mówi.

I ma też jedną żelazną zasadę: – Ja nigdy niczego nie obiecuję, nie każdemu można pomóc.

Napisz komentarz »