REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Przyleciał do Polski z miłości

Opublikowano 19 marca 2021, autor: Michalina Kozarowicz

Nie był pierwszym w historii, który przekroczył Nysę z miłości do Polek. Dla niemieckiego skrzydlatego amanta wypad na wschód zakończył się pechowo.

Stracił oko. Orzeł Bielik złożył je na ołtarzu miłości, przegrywając walkę o partnerkę.

Miłość nie ma litości

Osłabiony i głodny, chował się na łące w Zielonym Lesie, od strony Kunic i starej elektrowni. Majestatyczne ptaszysko miało sporo szczęścia, bo znalazł je biegacz. Inaczej miłosne igraszki mogły zakończyć się dla niego tragicznie.

– Poszedłem na trening do lasu – opowiada Paweł Nowakowski, który uratował orła – Zobaczyłem go w zaroślach. Początkowo myślałem, że to myszołów, jednak ptak był za duży. W pierwszej fazie myślałem, że żeruje, bo raczej nie spotyka się takich ptaków przy drodze. Jednak szybko zrozumiałem, że coś jest nie tak. Ptak po chwili się spłoszył, ale jego lot był niepewny, niezdarny. Szybko wylądował i schował się pod drzewem.

Pan Paweł pobiegł do lasu na trening. Cały czas myślał, o niezwykłym ptaku.

– To piękne zwierzę. Biegnąc myślałem, czy jeszcze tam jest. Gdy wracałem po około 2 godzinach, sprawdziłem. Ptak wciąż tam był, wtedy już miałem pewność, że moje przewidywania, że coś mu dolega są zasadne. Zarzuciłem na niego kurtkę i wyjąłem spod drzewa. – opowiada P. Nowakowski.

Spokojny pod kurtką

Do domu miał 2 kilometry. Pan Paweł cały czas niósł króla przestworzy na rękach przed sobą.

– Ptak ważył około 4 kilogramów. Przez większość trasy był bardzo spokojny, był to dla mnie kolejny dowód na to, że potrzebuje pomocy. Trochę się spłoszył, gdy doszedłem z nim do asfaltu. W domu schowałem go w piwnicy, żona trochę się zdziwiła, gdy zobaczyła mnie wracającego z lasu z ogromnym zawiniątkiem. Ptak miał ogromne szpony, na szczęście mnie nie podrapał, ale kurtka do wyrzucenia. – relacjonuje P. Nowakowski.

Bez oka nie zapoluje

Pan Paweł zadzwonił do znajomego leśniczego, ten zajął się ptakiem, który trafił do ośrodka dla dzikich zwierząt w Tomaszowie Bolesławieckim.

– Bielik musiał przejść operację i stracił oko – mówi Michał Szczepaniak, z-ca nadleśniczego nadleśnictwa Lipinki i ornitolog z zamiłowania.- Nie wróci już na wolność. Ptak drapieżny bez jednego oka nie mógłby sobie poradzić przy polowaniu, biorąc pod uwagę fakt, że orły polują na króliki czy inne dość szybkie zwierzęta. Na podstawie pierścienia możemy stwierdzić, że ptak przyleciał do nas z Niemiec, tam został zaobrączkowany. Teraz trwa okres lęgowy, więc moim zdaniem doszło do starcia z innym ptakiem, lub po prostu wpadł na jakąś przeszkodę. Szacujemy, że ma około 5 lat. W Tomaszowie czekają go jeszcze długie lata, przynajmniej 20.

Napisz komentarz »