REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Na ratunek drzewu

Opublikowano 12 marca 2021, autor: nk

Wycięli już niemal wszystkie drzewa w Żarach. Ostał się jeden dąb, ale i on by padł, gdyby nie odważny sprzeciw Janusza Żebrowskiego, mieszkańca ul. Sarniej.

W poniedziałek (8.03) PKP przysłała ekipę, żeby wyciąć ostatnie drzewo rosnące przy torach kolejowych prowadzących z Żar w kierunku stacji Żary-Kunice. Rzeź innych, zdrowych drzew odbyła się w ubiegłym roku.

– Nie mi to oceniać z jakiego powodu jest ta wycinka. Ja zajmuję się tylko wycinaniem, a nie ocenianiem, dlaczego ktoś to mi zlecił – mówi Maciej Kowalski z firmy Parafot z Łagowa.

Stanął w obronie

Wycince ostatniego dębu przeciwstawił się mieszkaniec ul. Sarniej.

– Tak się złożyło, że zobaczyłem linki wiszące na drzewie i wyszedłem z domu zobaczyć co się tutaj dzieje. Usilnie PKP dąży do tego, żeby to ostatnie drzewo zlikwidować, podczas gdy jest okres ochronny ptaków, który rozpoczął się 1 marca – przekonuje Janusz Żebrowski.

– Pytałem czy mają dokumenty uprawniające ich do wycinki tego drzewa w okresie lęgowym. Odpowiedzieli, że nie mają i próbowali przekonać mnie, że okres lęgowy rozpoczyna się 15 marca, co nie jest prawdą – dodaje mieszkaniec ul. Sarniej.

Jest potrzebny

Dąb ma około 18-20 metrów wysokości i 335 cm w obwodzie. Jest pięknym, rozłożystym drzewem, z którego chętnie korzystają ptaki.

– Mam zdjęcia z poprzednich lat, gdy gniazdują na nim różne ptaki. Drzewo jest na pewno potrzebne i nie ma konieczności usuwania go. Będę tak długo stał dopóki ci, którzy chcą wyciąć drzewo nie odpuszczą – przekonuje pan Janusz, który wskazuje, że w Żarach, gdzie mamy ogromne problemy z zanieczyszczeniami powietrza każde drzewo jest na wagę złota.

– Trzeba zrobić wszystko, żeby ratować te drzewa, bo powietrze mamy bardzo słabe. Każde z tych drzew produkuje ogromne ilości tlenu i wyłapuje zanieczyszczenia – mówi J. Żebrowski.

Odpuścili – na razie

Działania mieszkańca ulicy Sarniej okazały się póki co skuteczne.

– Nie mogę ryzykować bezpieczeństwa osób postronnych. Jeżeli ten pan nie opuści dobrowolnie tego miejsca, to ja go siłą wyrzucać nie będę. Jeżeli nie opuści tego terenu to nie mogę się podjąć wycinki, bo to jest niebezpieczne dla osób trzecich – wyjaśnia M. Kowalski.

Do opuszczenia terenu, gdzie miało dojść do wycinki nie zmusili pana Janusza nawet SOK-iści, którzy przybyli na wezwanie drwali i w końcu odpuścili. Na jak długo? Patrząc na to, co zrobiono z innymi pięknymi drzewami, pewnie nie na długo.

Napisz komentarz »