REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Chora żona, dzieci i pies

Opublikowano 05 marca 2021, autor: bj

On już leżał na zakaźnym, choć covida nie miał. Teraz Jarosław Dowhan, radny powiatowy i przedsiębiorca z Jasienia po koronawirusie przeszedł zapalenie płuc. Chorowała cała rodzina – żona, dzieci i …pies.

Niemal przed rokiem trafił na oddział zakaźny zielonogórskiego szpitala.Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych dostał 39 stopni gorączki. Cztery dni czekał w zamknięciu w szpitalnej sali na wynik. Jedzenie było podawane przez podwójne drzwi. W końcu się okazało, że koronawirusa nie miał, ale ma kwarantannę.

Teraz wirus go dopadł skutecznie. – Miałem dodatni wynik. No i poszło mocno. Musiałem iść do szpitala – opowiada Jarosław Dowhan, radny powiatowy.

Wspomina: -Zaczęło się od tego, że koronawirusa miał mój starszy, 24-letni syn, potem żona, ja i córka, a na końcu…pies.

Zarzeka się, że nie żartuje. -Nasz york przez dwa dni z językiem na brodzie siedział. Tak jak w upały, a przecież w domu mamy 22-23 stopnie. A on cały był gorący. I się trząsł. Nic nie jadł, nie pił. -opowiada.

Wcześniej zaczęło się u samego J. Dowhana.  – Przez 2 dni miałem gorączkę, później mnie łamało, potem nie miałem smaku i węchu. Zadzwoniłem do doktora rodzinnego. Ale on powiedział, że na 50 osób ma 49 pozytywnych. Żona z córką też poszły.  I od razu też im wyszedł pozytywny test. Jak leżałem, to mi świszczało. Nie szło oddychać dosłownie-opowiada.

Ludzi fioletowych przywożą

Zadzwonił do szpitala. – Kazali mi przyjechać. Pojechałem na SOR. Tam się teraz nie wchodzi. To siedziałem na parkingu, w samochodzie. Zrobili mi tomografię. I dalej musiałem czekać w samochodzie na wynik. I doktor zadzwonił, że mnie w szpitalu zostawiają. Jak mnie prześwietlili to znaleźli 31 guzów pocovidowych, centymetrowych. I płuca zajęte w ponad 20 proc. Saturacja była słaba, tylko 82 (norma to 90-95) -tłumaczy.

Trafił na oddział wewnętrzny, bo on jest cały covidowy. – Cały czas leżałem pod tlenem. Wszystko pozamykane na cztery spusty. Dziewczyny chodzą w tych kombinezonach. A ludzi jest tam teraz pełno-dorzuca.

Mówi o przypadkach swoich znajomych. -U mnie w pracy 2 dziewczyny miały w listopadzie, to do tej pory węchu nie mogą odzyskać. Lekarze nie bardzo wiedzą, co z tym zrobić, bo dla nich jest to ciągle nowość. W szpitalu słyszałem, jak  mówią, że bardzo dużo ludzi trafia za późno i nie są w stanie  pomóc. Bo jak już w końcu dzwonią po karetkę, to ona już ich fioletowych przywozi – tłumaczy.

I opowiada. – Przywieźli starszego mężczyznę. W nocy zmarł, potem jego żonę do Żagania zawieźli pod respirator, potem syna i dwoje wnuków. Z saturacją ok. 70. To już z tego ciężko wyciągnąć-dodaje.

W ponad tydzień po wyjściu ze szpitala wciąż dochodzi do siebie.

Napisz komentarz »