REKLAMA

Aktualności, Gospodarka

Jadą na rządowej kroplówce

Opublikowano 12 lutego 2021, autor: Piotr Piotrowski

Rząd otworzył kina, galerie handlowe i muzea. Nadal zamknięte są restauracje, a w hotelach śniadania są serwowane tylko do pokoju. – Dla nas to absurd. Powinniśmy zostać otwarci, tak jak inni, oczywiście w reżimie sanitarnym – mówią restauratorzy z powiatu żagańskiego.

Henryk i Tomasz Wołyniec spodziewali się, że po kilkumiesięcznym lockdownie, będą mogli od 12 lutego otworzyć restaurację „Tropik” w żagańskim Rynku.

– Dla nas te obostrzenia to absurd – mówi pan Henryk. – Przecież moglibyśmy działać w reżimie sanitarnym, w odstępie co drugi stolik.  Sprzedaż dań na wynos to raptem 20 procent utargu, który mieliśmy przed wprowadzeniem obostrzeń. Zatrudniamy 12 pracowników i ciągle jedziemy na oparach. Dobrze, że w końcu ruszyła rządowa tarcza antykryzysowa. Ratunkiem są zwolnienia z opłat ZUS oraz dofinansowania do wynagrodzeń pracowników w ramach tzw. przestoju ekonomicznego a także pomoc żagańskiego Urzędu Miasta w zwolnieniach z podatku od nieruchomości oraz koncesję alkoholową.  Ale to „kroplówka” na jakiś okres, czekamy na lepsze czasy i całkowite otwarcie branży gastronomicznej.

70% mniej

W podobnym tonie wypowiada się Tomasz Augustyniak, właściciel dwóch kolejnych restauracji w żagańskim Rynku – „Kepler” i „Azja Express”. – Liczyliśmy, że od piątku, 12 lutego rząd odmrozi również naszą branżę. Czym się różni pobyt w kinie od obiadu w restauracji? Przecież tam ludzie spędzają dwie godziny. Niestety, póki co, musi nam starczyć pomoc z rządowej tarczy, o którą będę wnioskować – mówi. – Dobrze, że w końcu zareagowało miasto, które wyciągnęło do nas pomocną dłoń, w postaci zwolnienia z podatku od nieruchomości i koncesji na sprzedaż alkoholu. To słuszna decyzja, bo przecież tego alkoholu nie możemy sprzedawać. A obroty spadły drastycznie, można powiedzieć, że o 70 procent.  Na wynos dania wydaje tylko „Azja”, z kolei „Keplera” musiałem zamknąć na cztery spusty.

Walentynki obłożone, reszta pusta

Zbigniew Czmuda, właściciel hotelu i restauracji w Wiechlicach podkreśla, że otwarcie hotelu z 50 procentowym obłożeniem pokoi bez restauracji nie ma większego sensu.

– Dla nas serwowanie śniadań do 20 pokoi jednocześnie to uciążliwość. Póki co, po częściowym zniesieniu lockdownu, mamy sto procent obłożenia pokoi, ale tylko na weekend walentynkowy. Niestety, kolejne dni są martwe  – mówi. – Zresztą, obawiam się, że po dwóch tygodniach od otwarcia hoteli, znowu zostaną one zamknięte. W tej sytuacji jakimś ratunkiem jest tarcza, która ma pokryć 70 procent kosztów w pierwszych trzech miesiącach tego roku. Pytanie tylko, jak je wyliczyć, aby nie stracić ani też nie przeszacować? 

Napisz komentarz »