REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Franek! Witaj w domu!

Opublikowano 05 lutego 2021, autor: Michalina Kozarowicz

Franek jeszcze o tym nie wie, ale w przyszłości będzie mieć co opowiadać kolegom. Jego poród odebrał tata i to w domu! – Przy trzecim dziecku zaszalałem – uśmiecha się dzielny tata Frania.

Mały Franiu postanowił przyjść na świat w czwartek (28.01). Troszkę zaskoczył tym swoich rodziców. Karolina i Przemek Nowakowie z Żar wracali od mamy Przemka, mieli tego wieczoru do przejechania około 50 kilometrów. Zdążyli dojechać do domu, wejść do mieszkania. I wtedy pani  Karolina poinformowała męża, że chyba ma skurcze…

Nie tak jak w filmach

– Żona powiedziała mi, że ma skurcze. Zadzwoniłem po pogotowie. I już nie miałem wyjścia. – przyznaje Przemek Nowak. Mieszkają przy ul. Żagańskiej w Żarach. – Chciałem jeszcze żonę znieść do samochodu i zawieźć na porodówkę, mamy tam kilkaset metrów… ale była już musztarda po obiedzie. Jak zobaczyłem główkę, to wiedziałem, że już wszystko wydarzy się tutaj. I to nie jest tak jak filmach, że trwa poród, a szykuje się ciepłą wodę… ręczniki. Nie, nie. To tak nie wygląda… – opowiada pan Przemek.

Przemek pępowinę obcinał już obojgu swoich starszych dzieci.

– Już wtedy wszyscy mnie pytali, jak to zrobiłem? A to było w warunkach szpitalnych. No przy trzecim to już trzeba przyznać, zaszalałem – dodaje z uśmiechem  dzielny tata.

Miał pod ręką

Przemek nie miał czasu na szykowanie planu działania. Jak przystało na byłego żołnierza, działał jak automat. Zdążył chwycić zwykłe, szkolne nożyczki.

– Chwyciłem, co miałem pod ręką. Nożyczki! Pępowinę przecięliśmy nimi razem z teściową. Schowałem je na pamiątkę. A pępowinę spiąłem klamerkami. W pokoju akurat suszyło się pranie. Więc szybko zerwałem klamerki. Zawinąłem synka w tetrowe pieluchy, a teściowa ogrzała go jeszcze kocykiem. Wszystko działo się naprawdę błyskawicznie. – przyznaje pan Przemek. A że akurat nie ma pracy, żartuje, że mógłby się zatrudnić w szpitalu, ewentualnie w swoim zawodzie – jako elektryk.

Zabrali ich na odział

Gdy na miejsce przyjechali ratownicy z pogotowia ratunkowego i strażacy, mały Franiu był już na świecie i miał za sobą swój pierwszy krzyk.

– Taki tata to prawdziwy bohater. – mówi Ryszard Smyk, szef żarskiego pogotowia – Naprawdę trzeba mieć nerwy ze stali, by odebrać poród. Nieprzeszkoleni panowie, raczej dość kiepsko znoszą taki widok. Kiedy razem ze strażakami zjawiliśmy się na miejscu zostało nam już tylko zabezpieczyć matkę i noworodka i zabrać ich do szpitala. – wyjaśnia doktor Smyk.

Już znowu w domu

Mały Franiu, jak okazało się już na oddziale noworodkowym, ważył ponad 3 kilogramy. O umiejętnościach Przemka w samych superlatywach mówi też Jakub Czwojda, ordynator oddziału noworodkowego Szpitala na Wyspie w Żarach.

– Tatuś poradził sobie wyśmienicie. Prawidłowo zaopatrzył pępowinę. Dodatkowo, co jest dla mnie bardzo ważne, jako lekarza, dziecko nie przyjechało do nas wyziębione, było prawidłowo opatulone w dwóch kocykach. I w zasadzie poza rutynowymi badaniami, nie wymagało z naszej strony żadnej interwencji. – mówi J.Czwojda

Mały Franiu i i szczęśliwa mama wrócili już do domu.

Napisz komentarz »