REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Trzeba żyć dalej

Opublikowano 05 lutego 2021, autor: bj

Żyli nadzieją na wyzdrowienie brata, przyjaciela, kapłana. Dopadł go covid. Lekarze w walce nie mieli szans ze śmiercią.

Ks. Marek Czerniawski, proboszcz parafii pw. Świętej Trójcy w Niwicy (gm. Trzebiel) miał 62 lata, księdzem był prawie 37 lat, ale wszystkim, którzy go znali wydawał się dużo młodszy.

– Zawsze pogodny i uśmiechnięty. Bardzo otwarty, przede wszystkim pracował dla ludzi i w tym odnalazł swoją życiową drogę – tak o ks. Marku Czerniawskim (?  62 l.) mówi jego brat, Krzysztof Czerniawski.

Przestrzegam – to groźne

Ksiądz odszedł na zawsze nad ranem, w sobotę, 30.01. Zmarł w szpitalu w Żaganiu. – Cierpiał i na inne choroby, ale to covid okazał się tym najgorszym ciosem. Gdyby nie covid, to by żył…. Straciłem jedynego brata, najstarszego pośród nas. To wielka strata dla całej rodziny-mówi K. Czerniawski. I dodaje: -Przestrzegam wszystkich, jako człowiek, który to widział. Wszyscy wiemy, że to naprawdę groźne.

Liczyliśmy, że wyzdrowieje

Stan ks. Marka lekarze określali jako średni, ale stabilny.  – Był pod tlenem. Około trzeciej w nocy w sobotę (30.01.) przyszedł atak. Doszło do zatoru. Mimo prób lekarzy nie udało się go uratować. Tego dnia, w sobotę, miał dostać osocze. Lekarze nie spodziewali się takiej reakcji organizmu. Wyszło to nagle. Liczyliśmy, że się uda, że wyzdrowieje.-wzdycha K. Czerniawski.

Wspomina, że rozmawiali z bratem jeszcze w piątek, 29.01. -Mówił, że jest przygotowany i na śmierć. Życie to był dla niego jakiś etap, który musi się skończyć-tłumaczył K. Czerniawski.

Pojechał pod Ural

Ks. Marek interesował się przyrodą, biologią, podróżami. – Ale był jak inni. Nie unikał np. koszenie, często wykonywał prace związane z obsługą maszyn i urządzeń-dodaje K. Czerniawski.

Był człowiekiem otwartym, lubił podróżować. -Choć najchętniej wracał do domu rodzinnego.A także do swoich parafii, w których pracował – zaznacza K. Czerniawski.- Był we Włoszech, Jerozolimie, na Kresach, skąd pochodziła nasza rodzina. Bo tato urodził się na terenie dzisiejszej Białorusi, mama pochodzi z Wołynia. Lubił jeździć samochodem. Na początku lat 90 pojechał się aż pod granicę z Azją, w okolice Uralu. Dziś nie pamiętam, czym pojechał. Czy jeszcze starym polonezem czy miał już przechodzonego citroena. Przejechał 6 tysięcy kilometrów. Jeździł wtedy też do księży katolickich, Polaków w Moskwie  -dorzuca K. Czerniawski.

Służył wiernym

Ks. M. Czerniawski urodził się 24.08. 1958 r. w Lubsku. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości w 1977 r. wstąpił do seminarium duchownego w Paradyżu. Pod koniec maja, w 1983 r. w kościele pw. Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Wilhelma Pluty. Jako wikariusz pracował w Zbąszynku (w latach 1983-85), Żarach (pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, 1985-87), Przemkowie (pw. WNMP, 1987-90), Kostrzynie nad Odrą (pw. NMP Matki Kościoła, 1990-91), Sulechowie (pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, 1991-1992) i Bobrowicach (1992-93). Następnie był proboszczem w Smogórach (1993-97), Bobrowicach (1997-98) i Wicinie (1998-2007). W sierpniu 2007 r. objął parafię pw. Trójcy Świętej w Niwicy. Od roku 2018 pełnił również funkcję wice dziekana Dekanatu Łęknica.

 Trzeba żyć dalej

Dziś jego parafianie, przyjaciele, znajomi nie ukrywają smutku.

– I to ze strony wszystkich odczuliśmy wsparcie i troskę. Za to chciałbym serdecznie podziękować. Mieszkańcom Niwicy, paniom współpracującym z księżmi, księdzu dziekanowi z Tuplic, Leszkowi Białudze, sołtysowi Niwicy i wszystkim, którzy się zaangażowali w pomoc w organizacji pożegnania-wylicza K. Czerniawski.

Zapewnia: -Będziemy o nim  pamiętać, jak to ludzie wierzący. W modlitwie. I zawsze o tym, że on sam mówił, że trzeba żyć dalej.

Ks. Marek Czerniawski został pochowany na cmentarzu w Niwicy, 3.02. -Czyli w swojej ostatniej parafii. To było jego życzenie. Od zawsze. Jak był proboszczem w innych parafiach, to zawsze to zastrzegał-kończy K. Czerniawski.

Napisz komentarz »