REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Walczyła dla dzieci

Opublikowano 22 stycznia 2021, autor: bj

Trudno w to uwierzyć. Miała 31 lat. Przeszła udar, walczyła dla dzieci. Justyna Kurdyk-Kmiecik (? 31 l.) zmarła przed świtem, w środę, 20.01. Pozostawiła w żałobie 6-letniego Antosia, 3-letniego Adasia i męża Kamila.

Do października ub. r. tworzyli szczęśliwą rodzinę. Potem Justyna Kurdyk-Kmiecik (? 31 l.) walczyła dzielnie. Z własną słabością spowodowaną masywnym udarem. Dla swoich dzieci Antosia (6 l.) i Adasia (3 l.), a także dla ukochanego męża, Kamila. Ale w środę przed świtem, 20 stycznia nadszedł potężny kryzys.

– Odebrałem telefon. Mój świat runął. Justyna odeszła – mówi łamiącym głosem pan Kamil.

Wysyłała buziaki

Przypomnijmy. J. Kurdyk-Kmiecik przeszła (8.10.) masywny udar. W domu była wówczas z malutkimi synkami, bo mąż był w delegacji, na drugim końcu Polski. Zdążyła do niego zadzwonić. – Mówiła, że jest sparaliżowana, że postępuje porażenie. Miała już problemy z mówieniem, nie mogła się poruszać. Zadzwoniłem po pomoc. Starszy syn otworzył drzwi ratownikom pogotowia-wspomina pan Kamil.

W szpitalu pani Justyna się zatrzymała. Przez 2 tygodnie  oddychała tylko dzięki respiratorowi.

Potem płuca zaczęły same oddychać. Lekarze stosowali rurkę trachestomijną. Już była świadoma. Wszystko rozumiała, nie mogła tylko mówić. Wzmógł się covid. Mieli kontakt tylko poprzez wideo rozmowę. Pielęgniarki włączały kamerkę. Mówili do niej wszyscy trzej. Ona kiwała  głową, dawała znaki oczami. Wysyłała buziaki.

Walczyli razem

Na rehabilitację została zorganizowana zbiórka na rzecz pani Justyny. Potrzebne były specjalne roboty, stymulatory, urządzenia do masażu. To ma specjalistyczny oddział w Limanowej. Miesięczny koszt pobytu tam to 18-20 tys. zł. Była wiara i nadzieja.

Choć z mozołem, Justyna robiła kolejne kroki. Na początku grudnia, w Mikołajki (6.04.) jeszcze miała rurkę tracheostomijną, ale widać już było pierwsze efekty jej ciężkiej pracy.  Justyna była sadzana na wózku. Zaczęła odzyskiwać sprawność w lewej ręce i nodze. Dwa dni później (8.12.) oddychała już  bez rurki.

O każdy oddech

Było jej bardzo ciężko, ale dzielnie walczyła o każdy oddech. Niestety, 10.12. trzeba było odłożyć przeniesienie na oddział rehabilitacji. Przyczyną było zapalenie płuc i infekcja. Przed świętami Bożego Narodzenia było jednak lepiej. Rodzina spotkała się w komplecie, dzieci odwiedziły swoja mamę. Na początku stycznia w końcu trafiła na oddział rehabilitacji, do szpitala w Nowej Soli.

– Ona walczyła dla dzieci. Była bardzo kochającą mamą. W tym właśnie tkwiła jej siła. Teraz trudno mi uwierzyć, że odeszła – kończy pan Kamil.

Ostatnie pożegnanie Justyny  zaplanowane jest na jutro (sobotę, 23.01.). O godz. 12 odbędzie się msza w kościele w Złotniku, po której odbędzie się ceremonia pochówku.

Napisz komentarz »