REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Dostał drugie życie, przegrał z covidem

Opublikowano 22 stycznia 2021, autor: Piotr Piotrowski

Męża szprotawskiej radnej, Bożeny Wójcik – Wojtkowiak zabił koronawirus. Z Ryszardem spędzili cudownych 30 lat, przez ćwierć wieku prowadzili w Szprotawie biuro rachunkowe.

Śmiercionośnym wirusem  Ryszard Wojtkowiak (58 l.) zakaził się przed Świętami Bożego Narodzenia.

– Byliśmy u jednego z naszych podatników, w celach służbowych. A że to było miejsce publiczne, najprawdopodobniej tam Rysiu mógł się zakazić – mówi pani Bożena. – Od 14 lat, od kiedy dostał drugie życie i udanie przeszedł przeszczep nerki, bardzo go chroniłam przed wszelkimi infekcjami. A to dlatego, że mąż brał leki immunosupresyjne,  obniżające odporność. To wyjście przed świętami było niepotrzebne, jeszcze w tak kiepską pogodę. W Święta Bożego Narodzenia mąż dostał wysokiej gorączki, źle się czuł. Przez ten długi weekend świąteczny, nie mogliśmy się dostać do szpitala, bo nie miał kto wypisać skierowania. Zbijałam mu temperaturę kompresami, Ryszard brał lekki przeciwgrypowe, ale to niewiele pomogło.

Do szpitala R. Wojtkowiak trafił tuż po świętach. Niestety, jego stan ciągle się pogarszał. Został podłączony do respiratora. Mimo usilnych prób lekarzy, zmarł 11 stycznia.

– Spędziliśmy razem 30 cudownych lat, z tego 25 prowadziliśmy biuro rachunkowe. Zawsze mogłam na niego liczyć – dodaje B. Wójcik – Wojtkowiak. – Ciężko będzie mi się odnaleźć bez Ryszarda.

Droga marzycieli

R. Wojtkowiak był zapalonym szachistą, brydżystą i ogrodnikiem. Członkiem szprotawskiej Prawicy.  Mieszkańcy pożegnali go w środę, 20 stycznia, na szprotawskim cmentarzu.  – Rysiu był zwykłym człowiekiem, ale było w nim coś niezwykłego. I taki pozostanie w naszej pamięci na zawsze – mówi Elżbieta Czerniawska, jego koleżanka  i działaczka szprotawskiego PiS-u.

– Był skromny i dobry. Za swój obowiązek uważał pomaganie innym ludziom. Zachwycał się przyrodą. W okrutnym świecie litował się nad każdym kwiatem. Pochylony nad papierami słuchał cicho radia. Lubił muzykę poważną. I wszędzie ta muzyka. Uwielbiał „Arię na strunie g” Jana Sebastiana Bacha. Był marzycielem.  Droga życia Ryszarda Wojtkowiaka była tajemnicą, drogą. To droga – świat. Droga marzycieli, dla których ważne są wartości moralne.  – Nie mówimy:  Żegnaj, ale do zobaczenia w niebie – powiedziała w środę, przemawiając nad grobem E. Czerniawska.

Napisz komentarz »