REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Zgotowali mu piekło

Opublikowano 22 stycznia 2021, autor: bj

Wzięty ze schroniska jako szczeniak wpadł z deszczu pod rynnę. Stara buda, zlewki, zgnilizna i smród. Takie piekło zgotowali mu właściciele Przebywał w makabrycznych warunkach w Złotniku.

Pozostawiony bez stałej opieki i nadzoru pies, bez dostępu do wody i pożywienia z posesji w Złotniku (gm. Żary) wprost do żarskiego schroniska zabrany został już po raz drugi. Był tam już wcześniej i trafił do adopcji, ale jak się z czasem okazało, właściciel nie wywiązywał się ze swoich obowiązków.

– Suka była zabrana do adopcji pięć lat temu. Problemem stała się, gdy z sympatycznej kuleczki wyrosła na dość dużego psa – mówi Jolanta Jureczko, kierowniczka Miejskiego Schroniska dla zwierząt  w Żarach i jednocześnie  prezeska Stowarzyszenia „Aport”.

Potem właściciele się wyprowadzili do Żar. – A zwierzę zostało – dodaje J. Jureczko.

Informacja o tym, że przebywa w złych warunkach trafiła właśnie do „Aportu”. – Na miejsce pojechałam jako szefowa schroniska i jednocześnie w towarzystwie przedstawicielki stowarzyszenia. Informacja była prawdziwa. Pies był zamknięty w kojcu, z którego nie był w ogóle wyprowadzany. Do tego stara, przeciekająca buda, jeden wielki brud dookoła, smród.  Do jedzenia dostawał zlewki, stary spleśniały chleb a nawet łupiny od cebuli. Przy roztopach pies brodził w błocie i własnych odchodach – wyjaśnia J. Jureczko.

Odebrali, bo mogli

Pies był adoptowany z schroniska, a umowa adopcyjna nakłada pewne ograniczenia.

-Zgodne z nią pracownik schroniska może odebrać psa, jeśli okaże się, że właściciel nie zapewnia m odpowiednich warunków. Te oczywiście szczegółowo określa umowa- dodaje J. Jureczko.

Wynika z niej także, że właściciel jest zobowiązany do powiadomienia o zmianie miejsca przebywania zwierzęcia. Zabronione jest trzymanie psa na uwięzi. – W tej sytuacji można to tak rozumieć, że doszło do tego przypadku, bo pies w ogóle nie był wypuszczany z kojca

Właściciel psa kontaktował się ze schroniskiem. -Przekonywał, że co 2-3 dni ktoś jeździł do psa, dawał jeść. My wcale nie twierdzimy, że tak nie było. Tyle tylko, że pożywienie nie było odpowiednie, a na mrozie woda zamarza. A to nie są dobre warunki. Dlatego suka na pewno tam nie wróci-zapewnia J. Jureczko.

Po regulaminowej kwarantannie piesek ponownie zostanie przygotowany do adopcji.Uda mu się tym razem?

Napisz komentarz »