REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Uczyła cztery pokolenia

Opublikowano 15 stycznia 2021, autor: jb

Nie żyje Maria Galent (?62 l.), wieloletnia nauczycielka Szkoły Podstawowej w Jeleninie.

Pani Maria była nauczycielem edukacji wczesnoszkolnej. Przepracowała w zawodzie ponad 40 lat. Od początku w szkole w Jeleninie. Na emeryturę przeszła niecałe 3 lata temu. Była uznawana za ikonę szkoły, reprezentowała starą gwardię nauczycieli. Uczyła i wychowywała cztery pokolenia.

Jelenin był jej rodzinną miejscowością, tam ukończyła szkołę, w której później sama pracowała. Tam poznała Leszka, przyszłego męża, wychowywała jedyną córkę Ewelinę.

– Do tej pory nie mogę uwierzyć, że to się stało, że Marysia nie żyje. W ogóle nie spodziewaliśmy się takiego obrotu spraw – mówi jej młodsza siostra Romana Błahuta, prezes oddziału ZNP w Żaganiu.

Do końca mieli nadzieję

Pani Maria źle się poczuła w Nowy Rok.

-Jej mąż zadzwonił do mnie, żebym lepiej przyjechała, bo z Marysią coś się dzieje. Zobaczyłam, że siostra faktycznie źle wygląda, wezwałam pogotowie – mówi R. Błahuta.

Pani Maria została najpierw zabrana na SOR w Żarach, potem przewieziona na urologię w Zielonej Górze. Przestała pracować jej nerka, doszło do zatrucia organizmu.

-Ja byłam jedyną osobą do kontaktu, o wszystko się dowiadywałam, jeździłam do szpitala, żeby rozmawiać z lekarzami. Przez sytuację z covidem w kraju i reżim sanitarny nie mogłam w ogóle zobaczyć się z siostrą, potrzymać jej za rękę, nawet na nią popatrzeć. Przy każdym telefonie do szpitala byłam w strachu, bo nie wiedziałam, czy nic złego się nie wydarzyło – mówi pani Romana.

M. Galent w poniedziałek (4.01.) miała usuwaną niepracującą nerkę. -Rano jeszcze nawet otrzymałam wiadomość, że jej wyniki nie są takie najgorsze. Byliśmy pełni nadziei. Siostra zmarła jeszcze tego samego dnia po południu, ale nikt ze szpitala nas nawet nie powiadomił. Dowiedzieliśmy się o tym dopiero następnego dnia od znajomego lekarza – mówi. -Mieliśmy nadzieję, że może to nieprawda, skoro nikt nas oficjalnie nie powiadomił, ale jednak okazało się, że Marysia zmarła. Chorowała na różne rzeczy, ale nigdy na nerki, dlatego wszyscy jesteśmy w tak dużym szoku- dodaje pani Romana.

Kochała życie

Każdy, kto znał panią Marię, mówił o jej wspaniałym podejściu do dzieci.

-Nie tylko uczyła, ale pomagała rodzicom wychowywać, doradzała. Potrafiła zgromadzić wokół siebie społeczność Jelenina. Szkoła do dziś jest centrum wsi. Siostra potrafiła  zorganizować rodziców uczniów do przygotowywania różnych uroczystości, festynów, szycia strojów. W Jeleninie znali ją wszyscy. Kochała tę pracę, żyła nią. Nawet nie wyobrażała sobie innej. Tak się złożyło, że wszystkie trzy siostry w naszym domu, pracowałyśmy jako nauczycielki – wspomina pani Romana.

Nie chciała mieszkać w mieście. -Lubiła wieś, spokój i ciszę. Bardzo się cieszyła wnukami.Specjalnie nauczyła się języka angielskiego po to, by móc dogadać się z zięciem i wnukami, którzy na co dzień mieszkają na Malcie. Starała się odwiedzać ich przynajmniej raz w roku. Gdyby nie Covid, moglibyśmy być przy niej do końca, a tak pozostała świadomość, że umierała samotnie.  Najgorsze jest to, że rodzice chowają dzieci, bo nasi rodzice nadal żyją – mówi R. Błahuta.

Na pogrzebie w poniedziałek, 11.01., panią Marię żegnały tłumy.

-Siostra kochała życie, zawsze mówiła, że jak umrze, to na jej pogrzebie ma zaśpiewać Maryla Rodowicz „Niech żyje bal”.  Postąpiliśmy zgodnie z jej życzeniem, ten utwór został jej puszczony – mówi jej siostra. -W imieniu męża Marysi, córki, rodziców i nas rodzeństwa dziękujemy za tak liczny udział w jej ostatnim pożegnaniu – dodaje R. Błahuta.

Napisz komentarz »