REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Zabił go covid

Opublikowano 31 grudnia 2020, autor: bj

Ryszard Łyczakowski (?62 l.), radny gminy Brody, przewodniczący komisji rewizyjnej, właściciel sklepu w Kole, zmarł nagle. Był w szpitalu, a rodzina już odzyskiwała nadzieję na wyzdrowienie.

– Śmierć przychodzi cicho. Niezapowiedziana, nieproszona. Nigdy nie ma na nią odpowiedniej chwili, jest zawsze gościem nie na czas…Pan Rysiu odszedł cicho, bez słów pożegnania, jak zwykle skromnie, jako szlachetny człowiek z zasadami, zostawiając po sobie dobre i ciepłe wspomnienia. Będzie nam go wszystkim brakowało i na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako wspaniały, uśmiechnięty, który przez wiele lat spoglądał na nas zza lady sklepowej – tak Ryszarda Łyczakowskiego wspominają mieszkańcy gminy. Zmarł po krótkiej chorobie, 26.12. Do szpitala trafił z rozpoznanym zakażeniem koronawirusem.

– Nie miał już wtedy gorączki, choć była wcześniej, ale minęła. Za to był bardzo podniesiony cukier i duszności. Spadła saturacja, tato był bardzo osłabiony – mówi Elżbieta Stępień, córka R. Łyczakowskiego.

Pan Ryszard do 105. Szpitala Wojskowego w Żaganiu został zabrany w sobotę, 19.12.

– Podali mu tlen, saturacja wzrosła. Ale tego samego dnia wieczorem zaczął ciężko oddychać. Wówczas lekarze podłączyli go pod respirator, wprowadzili w śpiączkę farmakologiczną. Podawali osocze, dali lek na Covid. I kazali czekać. Przez kilka dni było bez zmian. Nie polepszało się, ale i nie pogarszało. Więc była w nas nadzieja. Dali jeszcze antybiotyki, robili wyniki, prześwietlenie płuc. Bo było zapalenie obustronne. Ale krążeniowo było w porządku. Dzwoniliśmy jeszcze w pierwszy dzień świat. Lekarze zapowiadali kolejne badania. I mieli wprowadzić żywienie pozajelitowe. To już brzmiało tak, jakby naprzód to leczenie szło. Tak to czuliśmy. A po północy zadzwonił telefon – przeciera oczy pani Elżbieta.

Nie doczekał…

Tatę wspomina jako człowieka spokojnego, bardzo pracowitego. Oddanego rodzinie. Z żoną, Teresą, obchodzili w tym roku 37 rocznicę ślubu. Znali się od zawsze, bo wychowali po sąsiedzku. Wychowali czwórkę dzieci – trzech synów i córkę, doczekali się czterech wnuków i dwóch wnuczek.

– Tato był bardzo dumny z wnuków i szczęśliwy – wspomina E. Stępień.

Pan Ryszard lubił się otaczać najbliższymi.

– W niedzielę mieliśmy taką tradycję, że sam gotował rosół. Wtedy przychodziliśmy, gromadziliśmy się przy rodzinnym stole – dodaje pani Elżbieta.

Był bardzo pracowity. Od dwóch kadencji był radnym. Do tego sam prowadził sklep.

– Trzeba było towar przywieźć, rozliczyć, a za ladą sam najczęściej stawał. Nigdy nie odmawiał nikomu pomocy, nie mówił, że jest zmęczony. Sama zachodzę w głowę, jak on to robił, że miał na to wszystko czas – dodaje córka. I przyznaje. -Zdarzało mu się mówić, że czeka na emeryturę. Że odpocznie. Ale nie doczekał…

Dbał o sprawy gminy

– Z wielkim smutkiem i niedowierzaniem przyjąłem wiadomość o śmierci pana Ryszarda Łyczakowskiego. Znałem go od dziecka, nasze rodzinne domy są w tej samej miejscowości. Później przez chwilę współpracowaliśmy, gdy pełnił funkcję prezesa klubu „Nysa” Brody. Na końcu przyszło nam współpracować na rzecz społeczności lokalnej. Jako przewodniczący komisji rewizyjnej dał się poznać jako osoba dociekliwa i skrupulatna. Zawsze w swojej pracy radnego miał na sercu interes gminy i tylko nim się kierował. Był osobą otwartą, zawsze brał pod uwagę argumenty drugiej strony – mówi Ryszard Kowalczuk, wójt.

– Był skromnym człowiekiem o wielkim sercu, który angażowała się w różne przedsięwzięcia. Wiele razy wspomagał gminne imprezy czy spotkania. Jeśli trzeba było pomóc w zorganizowaniu czegoś u nas, zawsze po prostu był – dodaje Michał Rudnicki, radny powiatowy z gminy Brody.

– Grałem w klubie od 2003 do 2014 roku. Odkąd pamiętam, pan Ryszard był prezesem. Był na każdym meczu. Bardzo sympatyczna i pogodna osoba. Jeździliśmy na mecze jego busem, zawsze wszystko załatwiał. Były okresy, że nie mieliśmy trenera. On go zastępował, zwłaszcza na meczach. Ustalał składy, taktykę. Pan Ryszard dbał, żeby boisko było przygotowane przed meczem, woził zaopatrzenie, wodę i wszystko, co było potrzebne – wspomina  Andrzej Indelak, dawny piłkarz „Nysy”. Klub już nie istnieje. – Była dłuższa przerwa i powstał klub Zjednoczonych Brody, czyli połączenie Nysy Brody i Motor Koło. Ale pana Ryszarda wszyscy pamiętamy – dodaje A. Indelak.

Msza w intencji zmarłego śp. Ryszarda Łyczakowskiego odprawiona zostanie w kościele parafialnym w Brodach dzisiaj, w czwartek (31.12), o godz. 12.Po mszy odbędą się uroczystości pogrzebowe na cmentarzu w Brodach.

Napisz komentarz »