REKLAMA

Gospodarka

Liczą straty zamiast świętować

Opublikowano 31 grudnia 2020, autor: jb

Odwołane imprezy sylwestrowe, zamknięte lokale. A ich właściciele liczą kolejne straty.

Jedną z największych imprez sylwestrowych w powiecie żagańskim organizowano co roku w Pałacu w Wiechlicach. Miejsca wyprzedane były już zazwyczaj w wakacje.

-Tegoroczny sylwester oczywiście jest odwołany.  Goście przenieśli swoje rezerwacje na kolejny rok – mówi Zbigniew Czmuda, właściciel obiektu. – Nasza działalność, to nie tylko imprezy. Hotel jest  zamknięty i co miesiąc dokładamy bardzo dużo pieniędzy do jego utrzymania. Tak samo jak do spa czy restauracji. Mamy wiele przełożonych albo odwołanych imprez. Nie tylko wesel. Komunie w maju w ogóle się nie odbyły, a te zaplanowane z czerwca i lipca, organizowaliśmy 3 z planowanych 30.  Na co dzień robimy prace porządkowe. Mamy 34 osoby zatrudnione na umowę o pracę, nikt nie został zwolniony. Pytanie, jak długo my tak jeszcze wytrzymamy? Pomoc rządowa z drugiej tarczy przy wprowadzeniu drugiego lockdownu jest ciągle obiecana, póki co pieniędzy nie dostaliśmy. Kolejny rok zapowiada się ciężko. Jakiekolwiek odbicie od obecnej sytuacji nie będzie wcześniej niż w kwietniu czy maju. Musimy to jakoś przetrzymać, ale jest bardzo ciężko – dodaje Z. Czmuda.

 

Wszystkich wykończą

Imprezy sylwestrowe w Żaganiu i w Żarach organizowali właściciele hoteli Halina i Jan Okapiec. W tym roku nawet ich nie planowali.

– Szczerze mówiąc, to chyba trochę żałujemy, że wbrew wszystkiemu nie robimy żadnego sylwestra, bo ludzie by przyszli. Każdy potrzebuje trochę przyjemności z życia, trochę zabawy. Długo już tak zamknięci nie wytrzymają – mówi H. Okapiec. -Wszyscy już powinni móc wrócić do normalnej pracy, nikt nam nie da nic za darmo. Mamy czekać aż kolejne lockdowny nas wszystkich wykończą? Jak gospodarka się zatrzyma, to zabraknie pieniędzy nawet na pensje dla policjantów, którzy tak straszą mandatami. To nie tylko hotelarstwo stoi, gastronomia jest w zasadzie wyłączona z życia. Przez cały okres świąteczny mieliśmy zamówiony tylko jeden catering. I ja się nie dziwię. Ludzie nie mają pracy, siedzą w domach, to wolą sobie samemu przygotować niż kupować gotowe dania – dodaje.

 

Nie wiadomo, co dalej

-Nie wiem czy przetrwam – dodaje Henryk Wołyniec, właściciel Restauracji „Tropik” w Żaganiu. – Organizowaliśmy imprezy sylwestrowe, teraz wiadomo, że nie można. Nie ratuje nas sprzedaż na wynos. Na święta i sylwestra nie miałem ani jednego zamówienia na catering. A na co dzień, obiady na wynos wydajemy tylko znajomym, stałym klientom. Jak nie dostaniemy pieniędzy z drugiej tarczy, to nie przetrwamy. Żeby mieć na światło czy gaz, razem z żona odkładamy z emerytury, ratujemy się, żeby chociaż na opłaty było. Ledwo ciągniemy tylko, żeby przetrwać – dodaje.

O tym, że nie wiadomo, co będzie po sylwestrze mówi Jarosław Bartosz, właściciel Pensjonatu „Bartosz” w Żaganiu.

– Sezon jest bardzo marny, nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie było lepiej. W samym hotelu zdarzają się noclegi służbowe, np. żołnierzy, ale to jest naprawdę 2% naszych możliwości. Nikt nawet nie dzwoni i pyta, czy jest u nas coś czynne. Kilka wesel mamy przełożonych z tego roku, ale nie wiemy, czy da się je zorganizować w przyszłym. Personel mamy w pogotowiu. wszyscy czekamy – mówi.

 

Pierwszy raz od lat

Zanim rozpoczęła się impreza sylwestrowa, więcej czasu na przygotowanie do niej poświęcały panie. Dzisiaj nie ma problemu ze znalezieniem wolnego miejsca na makijaż czy fryzurę na ostatnią chwilę. Pod warunkiem, że salon jest w ogóle czynny.

– Odkąd 20 lat jestem w branży, mam zamknięty salon i nie idę nawet do pracy.  W ogóle nie mam zapisów na sylwestra. Pierwszy raz mam taką sytuację. Zazwyczaj w sylwestra panie do końca się czesały, prawie przed samą imprezę. Ja po raz pierwszy też sylwestra będę całego spędzać w domu, zamiast w pracy – Paulina Onichimiuk, właścicielka Salonu Fryzjerskiego „Finezja” w Żaganiu.

Napisz komentarz »