REKLAMA

Zdrowie

Szpital jak przychodnia

Opublikowano 11 grudnia 2020, autor: bj

Mniej zakażonych covidem, więcej chorych, którzy się nie mogą dostać do swojego lekarza i przychodzą do szpitala. Albo wzywają karetkę.

Chorych nie ubywa. Karetki kursują bez przerwy. Do pacjentów bez Covidu, za to do takich, którym pogotowie ratunkowe nie jest niezbędne.

Dlaczego?

– Bo faktycznie nie pracują lekarze rodzinni – mówi zastępca komendanta 105. Szpitala Wojskowego, Ryszard Smyk. – To znaczy oni uważają, że ciężko pracują, ale to często jest praca nieefektywna. Teleporady miały służyć w ściśle określonych sytuacjach. Dla pacjentów, którzy są lekarzowi znani, przewlekle chorzy, w stanie stabilnym. Czyli takie normalne wizyty, które polegają na wypisaniu recepty, na pytaniu, co słychać. Ten system miał temu służyć, ale to się rozszerzyło w ogóle na przyjęcia – dodaje R. Smyk.

W efekcie pacjenci lekarzy rodzinnych trafiają na SOR albo na świąteczną i nocną opiekę medyczną.

– Trafiają do miejsca, do którego nie powinni trafiać, bo tu jest pomoc doraźna. Do nas powinny trafiać przypadki nagłe albo ze skierowaniem od lekarza. A kogokolwiek nie zapytam, słyszę „nie mogłem się dodzwonić do rodzinnego”. Ludzie są po prostu zniecierpliwieni. Bo na początku każdy rozumiał, że jest trudna sytuacja. Teraz ludzie są poirytowani, bo nie ma żadnych zmian w tych zasadach. Każdy normalny człowiek wie, że przez telefon nie można zbadać, zdiagnozować, wyleczyć – mówi R. Smyk.

 

Czy na pewno zdrowsi?

Na szczęście nieco mniej pacjentów jest na oddziałach zakaźnych zarówno w Żarach, jak i Żaganiu.

– Odrobinę zmniejszyła się liczba chorych na chirurgii, ale na pozostałych maksymalnie są 1-2 łóżka wolne. Respiratory mamy zajęte 3 z 7, więc jest trochę jakby lepiej – wyjaśnia R. Smyk.

Nie chce jednak przesądzać, że wirus jest w odwrocie.

– Trzeba pamiętać, że w Zielonej Górze powstał właśnie szpital tymczasowy. Tam również trafiają pacjenci z naszego regionu – zastrzega.

W środę zielonogórski szpital tymczasowy miał 10 pacjentów.

– W tym 7 osób na łóżkach respiratorowych, z czego 3 w stanie bardzo ciężkim oraz 3 na tzw. odcinku obserwacyjno-zakaźnym – informuje Sylwia Malcher-Nowak, rzeczniczka Szpitala Wojewódzkiego, pod który podlega tymczasowa placówka. 

Pracuje tu teraz 36 lekarzy, 40 pielęgniarek, 38 wolontariuszy ? studentów kierunków medycznych, 4 wolontariuszy niemedycznych, 3 sekretarki medyczne. W przypadku pełnego obłożenia – 170 łóżek, w tym 25 respiratorowych konieczny personel to 20 anestezjologów, 20-25 różnych specjalistów, 30 rezydentów i stażystów, 20 pielęgniarek anestezjologicznych, 114 innych specjalizacji i ratowników medycznych, 80-100 sanitariuszy, pielęgniarek stażystek, studentów, opiekunów medycznych i wojska oraz 5 techników radiologii.

Nadzieja, by doczekać

– Cały czas mamy nadzieję, że doczekamy jakoś do tych szczepionek – zaznacza R. Smyk. 

Potwierdza to Justyna Wróbel-Gądek, rzeczniczka prasowa szpitala.

– Zakażonych jest 6 pracowników, 5 pozostaje w kwarantannie – wylicza.

Na razie nie ma jednak pomysłu, by część oddziałów w Żarach i Żaganiu przywrócić do normalnego funkcjonowania. I tak prawdopodobnie do końca roku będzie bez zmian.

– Chyba że sami zauważymy znaczący postęp i złożymy wniosek o to przywrócenie-zastrzega R. Smyk.

Szpital nie luzuje też rygorów. Nie ma zmian dotyczących funkcjonowania pozostałych oddziałów, poradni itp. W celu ograniczenia transmisji wirusa nadal obowiązuje zakaz odwiedzin.

Napisz komentarz »