REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Zabił go covid

Opublikowano 11 grudnia 2020, autor: bj

Krzysztof Gawrylczyk (?54 l.) pracował w Domu Pomocy Społecznej w Lubsku. Było tam około stu chorych na Covid, może wtedy się zaraził. Zmarł w czwartek, 3.12.

K. Gawrylczyk nigdy nie skarżył się na kłopoty ze zdrowiem. Za dziecka bardzo chorował na astmę.

– Może dlatego miał słabsze płuca. Teraz nie wiedzieliśmy, że jest zakażony. Dopiero w szpitalu powiedzieli, jak testy zrobili. Powiedział, że się w miarę dobrze czuje. Pielęgniarka zmierzyła poziom natlenienia. Było 90. Stwierdziła, że jeszcze nie jest tragicznie – wspomina Ewa Gawrylczyk, żona.

Ale niestety szybko okazało się, że jest źle.

– Na drugi dzień, 10.11., musiałam dzwonić po pogotowie, bo miał silne duszności. Było tragicznie. Natlenienie było takie, że nie wiedział nawet, że go pogotowie zabiera. Ocknął się w szpitalu i nie wiedział, gdzie jest. Nie powiedzieli mi, do jakiego szpitala go zabierają. Pożyczył od kogoś telefon, zadzwonił do mnie. Poprosiłam, żeby spytał, gdzie jest. Odpowiedzieli, że w Żarach, na SOR-ze. Powiedziałam: „Dobrze, to my ci rzeczy przywieziemy”. Spakowałyśmy  torbę, zawiozła córka. Ale już mu ich nie dali – mówi z płaczem wdowa.

 Nie wie, gdzie mogło dojść do zakażenia.

– To było podczas fali zakażeń, ale trudno to powiedzieć. Sama pracuję w DPS jako opiekunka i wiem, że wszyscy byli bardzo zabezpieczeni. Ale to zaraźliwa choroba – dodaje.

Z SOR-u pan Krzysztof trafił na pulmonologię.

– I już było bardzo źle. Następnego dnia podłączyli go pod respirator. Bo im się zatrzymał. Była reanimacja. Na początku nawet niby było lepiej. Płuca się zaczęły regenerować, ale potem już gorzej. Szukaliśmy dla niego osocza, ale lekarze powiedzieli, że to już za późno – opowiada ze łzami w oczach pani Ewa..

Byli szczęśliwi

Pan Krzysztof był człowiekiem wielu pasji. Fascynat historii II wolny światowej, kolekcjoner monet, zapalony motocyklista. Miłośnik natury. W Domu Pomocy Społecznej w Lubsku pracował od niemal dwóch lat jako konserwator. Kochał podróże.

– Motorem jeździł ze znajomymi. Czasami jeździliśmy razem. Ostatnio zwiedzaliśmy  twierdzę Königstein w Saksonii. Zawsze planowaliśmy, przeglądaliśmy mapy. Tak nam się podobało, że potem pojechaliśmy jeszcze z córkami i wnusią – opowiada woda. – A czasem po prostu chodził po lesie.

Razem wychowali dwie córki – Paulę (29 l.) i Agnieszkę (23 l.). Doczekali się też 2-letniej wnuczki, Zuzi. Przeżyli ze sobą 30 lat. Wkrótce, w styczniu, mieli obchodzić kolejną rocznicę ślubu. Poznali się na studniówce.

– To była moja studniówka. Poszłam na nią z kolegą. Krzysztof towarzyszył mojej koleżance. Wpadliśmy sobie w oko od razu. Nie był co prawda wygadany, na początku był nieśmiały. Ale bardzo miły i przystojny – wspomina E. Gawrylczyk.

Ślub wzięli po 2 latach. Mieszkali najpierw w Jasieniu. Do Dłużka przeprowadzili się 15 lat temu. W tym czasie wspólnie remontowali dom.

– Tak naprawdę ten remont trwa, bo Krzysztof starał się większość rzeczy robić sam. A i nigdy nikomu nie odmówił pomocy – przeciera oczy żona.

Pracował długo w fabryce mebli, potem prawie 10 lat w przedszkolu,teraz w Domu Pomocy Społecznej.

– Dużo się nauczył dzięki tym zajęciom. Robić i w domu, i wkoło domu. Zaznajomił się z murarką, z pielęgnacją ogrodu. To był jego żywioł. Był bardzo pracowity – mówi pani Ewa.

Miał tyle planów

Pomagał nie tylko ludziom.

– Kiedyś w lesie usłyszał pisk. Mały psiak uciekał przed jakimś dzikim zwierzęciem. Wpadł do nory lisa, im bardziej się chciał wydostać i uciec, tym bardziej w tej norze utykał. Krzysztof z kolegą prawie pół dnia tam przekopywali to miejsce, żeby pomóc – mówi.

Pan Krzysztof miał wiele planów.

– Przed laty, gdy mieszkaliśmy w Jasieniu, ukradli nam motocykl. Teraz sobie kupił bardzo podobny, suzuki intruder, dokładnie taki, jak chciał. Wcześniej go nie było na to stać, bo wiadomo – dom, dzieci dorastały.  Pojeździł nim bardzo krótko, a przecież miał tyle planów. Zdążyliśmy pojechać razem do Łęknicy, do Parku Mużakowskiego. Tam jest tak pięknie – pani Ewa uśmiecha się do wspomnień związanych z ukochanym mężem.

 K. Gawrylczyk został pochowany 7.12. na nowym cmentarzu w Lubsku.

Napisz komentarz »