REKLAMA

Aktualności, Kultura, Oświata

Muzyka jest we mnie

Opublikowano 21 grudnia 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Piotr Paduszński (23 l.), pianista z Żar, nagrał swój debiutancki album „Prześwit”. Jeden z utworów nosi tytuł „Tacie”. Tata Piotra zmarł kilka tygodni temu. Też był muzykalny i bardzo kibicował synowi.

Debiutancki album pochodzącego z Żar muzyka Piotra Paduszyńskiego ukazał się w połowie listopada. Kompozytor i muzyk zaczął grać, gdy miał 8 lat. W wieku 13 lat zaczął tworzyć swoje pierwsze kompozycje. Jest też świetnym matematykiem, po swojej mamie Marioli, która uczy w Społecznym Liceum Ogólnokształcącym, którego Piotrek jest absolwentem.

Gazeta „Regionalna”: „Prześwit” to twój debiutancki album, który stworzyłeś od początku do końca sam. Zarówno kompozycje, jak i ich aranż to twoje dzieło.

Piotr Paduszyński, muzyk: Przy rejestrowaniu płyty pomagał mi brat, Szymon. Rejestracja płyty musi się odbyć w jak najbardziej profesjonalny sposób. Postawiłem sobie za punkt honoru, by zrobić wszystko najlepiej, jak tylko mogę. Nagrywaliśmy w studio u Leszka Możdżera we Wrocławiu. Na bardzo dobrym fortepianie i przy bardzo dobrych mikrofonach.

Jak długo trwały prace nad płytą?

Myślę, że latami. Pierwsze kompozycje powstały jeszcze w liceum, oczywiście z czasem ewoluowały. Najnowszy utwór powstał na dwa miesiące przed wejściem do studia. Patrząc od najstarszego utworu do teraz, to wszystko zajęło około 6 lat.

Swoją płytę nazwałeś „Prześwit”. Skąd pomysł na taki tytuł?

To bardzo plastyczna nazwa. To trochę tak, jakbyśmy byli w drewnianym domku i widzieli poprzez szparę pomiędzy deskami prześwit na ten świat dokoła. To jest też taki świat wewnątrz nas, bo rzadko mamy okazję przyjrzeć się samemu sobie, ale też szerzej spojrzeć na to, co nas spotyka i jakimi jesteśmy ludźmi. Ten „Prześwit” jest po to, żeby się przebudzić i widzieć więcej. Nieco skupić się na swoim wnętrzu, pomyśleć o tym, jacy jesteśmy i dlaczego tak żyjemy.

Na płycie znajduje się 12 utworów. Któryś jest dla ciebie szczególnie ważny?

Myślę, że właśnie „Prześwit”, utwór o takim samym tytule, co płyta. Poczułem, że jest krokiem kompozycyjnym do przodu na tle moich starszych utworów. Widać mój progres jako kompozytora. To miłe zobaczyć u samego siebie te kolejne kompozytorskie kroki.

Jedna z twoich piosnek nosi tytuł „Tacie”. Niestety twój tata Artur zmarł kilka tygodni temu. Piosenkę napisałeś dużo wcześniej, czy zmieniłeś tytuł pod wpływem tych smutnych wydarzeń?

Tata zawsze bardzo mi kibicował na muzycznej drodze. Jeździł ze mną na występy, więc dużo wcześniej zadedykowałem mu ten utwór.

Tata też był muzykalny?

Tak. I myślę, że to właśnie po babci od strony taty jesteśmy z bratem muzykalni. Muzyka zawsze była dla nas bardzo ważna.

Zacząłeś grać, gdy miałeś 8 lat. A kiedy zacząłeś komponować?

Pierwszy mój utwór powstał, gdy miałem 13 lat. To był taki moment, kiedy te utwory zaczęły się pojawiać. Jeżeli nie całe, to chociaż pomysły, wstawki. Teraz mam 23 lata, więc mogę powiedzieć, że komponuję od 10.

Dzieciaki w szkole bazgrały po zeszytach, a ty rysowałeś nuty, rozpisywałeś utwory?

Nie (śmiech). Najpierw tworzyłem, a potem zapisywałem. Było mi łatwiej tak pracować. Ciężko jest wysłyszeć wszystko, pisząc na papierze.

Czyli tworzyłeś, siadając przed fortepianem i grając, improwizując?

Tak. Chociaż to zapisywanie często odbywało się dużo później niż stworzenie kompozycji.

Nie zapominałeś swoich utworów?

O dziwo nie. To, co się stworzy, bardzo silnie zostaje w palcach, w głowie. Nie mogłem tego zapomnieć, wyrzucić z głowy. Własne utwory nie są jak te innych, które gdzieś po drodze przerabiałem. Niektórych nie jestem w stanie teraz zagrać, nie odtwarzając sobie nut. A rzeczy, które sam stworzyłem, są ze mną tak bardzo, że nie miałem ani razu problemu z ich odtworzeniem.

Już jako dziecko, imponowałeś kolegom tym, że potrafiłeś grać z zamkniętymi oczami.

Tak, potrafię tak grać. Choć jestem teraz zaskoczony, bo nie sądziłem, że od tak dawna. Ale skoro przyjaciele ze szkoły zapamiętali, że tak było, czyli musiałem to robić nieświadomie.

Tworzysz muzykę filmową. Można ją także uznać za neoklasyczną. To twój styl?

To jest mój styl. Nie zaplanowałem, że muzyka ma być w takim klimacie. Utwory powstały na podstawie moich emocji, tego, co sam w życiu przeszedłem. Okazuje się, że jest to na tyle obrazowe, że inni słuchacze też mają obrazy. Można to nazwać muzyką filmową, do której jeszcze nie powstały filmy na ekranie, ale do której powstają filmy i obrazy w naszych głowach. Po wielu występach ludzie się mnie pytali, czy te utwory już się gdzieś pojawiły, czy mam w planach użyć jej w ten sposób. Z czasem zaczęło to we mnie dojrzewać i tak też zacząłem nazywać swoją muzykę.

Twoją płytę otwiera krótki utwór zagrany na dzwonkach Koshi, pozostałe utwory zagrałeś na fortepianie. Skąd tu taka odmienność?

Otwarcie na dzwonkach Koshi jest związane z żywiołem powietrza. Dzwonki te wybrałem, ponieważ symbolizują otwarcie siebie i swojej wyobraźni. Pozwalają nam odpłynąć. Chciałem tymi dzwonkami wprowadzić słuchacza w dalszą część płyty. To ja gram na tych dzwonkach, nauczenie się tego jest bardzo proste. To oczywiście kwestia wprawy, ale nauka idzie dość szybko.

Podczas studiów zamieszkałeś we Wrocławiu, zostałeś tam laureatem V Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego Wroclavile. Od dawna startujesz w konkursach, czy to było nowe wyzwanie muzyczne, które sobie postawiłeś?

Miałem okazję grać na rynku we Wrocławiu na elektrycznych klawiszach, które imitują fortepian. Uznałem, że to może być fajna przygoda. Któregoś razu podszedł do mnie dyrektor tego konkursu i zaprosił do sprawdzenia ich strony. Ten konkurs różni się od innych tym, że jest dla pianistów, którzy ukończyli pierwszy stopień szkoły muzycznej, ale nie kontynuowali dalej nauki w ścieżce klasycznej. W konkursie nie mogą brać udziału muzycy z dyplomami ukończenia szkół muzycznych już na szczeblu akademickim. Startowały zarówno osoby, które miały po 12 lat, jak i takie jak ja, czyli 23-letnie, ale i takie, które miały po 50 lat. Wszyscy byliśmy w jednej grupie. Technicznie byłem za słaby, żeby startować z zawodowcami, natomiast tutaj mogłem się zmierzyć z muzykami na moim poziomie.

Nie studiujesz muzyki. Podobnie jak mama zdecydowałeś się na matematykę.

Studiuję Matematykę stosowaną na Politechnice Wrocławskiej, jestem już na 5 roku. Nie jest też tak, że nie kształcę się muzycznie. Po skończeniu szkoły muzycznej I stopnia, uczęszczałem na lekcje i dalej na nie chodzę – z muzyki rozrywkowej i jazzowej. Chociaż wiadomo, że w tym roku te możliwości bezpośrednich spotkań były ograniczone.

Gdzie się widzisz za 10 lat? Muzyka czy matematyka?

Za 10 lat widziałbym się podczas koncertów za granicą. Ale wcześniej, chciałbym zagrać w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu czy w Filharmonii. Chciałbym stworzyć duety z artystami, którzy mnie inspirują i którzy pokonali długą drogę, by być w tym momencie kariery. Chciałbym np. stworzyć duet z Melą Koteluk. Miałem też taki pomysł, żeby dograć klawisze do kogoś, kto rapuje. Bardzo szanuje twórczość Łony. Nie chciałbym w przyszłości wchodzić tylko w jedną ramę, na przykład tylko muzyki filmowej. Chciałbym, aby moja twórczość była szersza i życzyłbym sobie współpracować z wieloma artystami. Nie mam potrzeby, by zawsze stać na froncie. Byłbym naprawdę bardzo szczęśliwy, gdybym był jedną z osób tworzących orkiestrę.

A kiedy mieszkańcy Żar mogą liczyć na twój koncert?

Myślałem już o tym. Gdy tylko będzie taka możliwość, chciałbym zagrać w sali koncertowej Szkoły Muzycznej w Żarach. To piękne miejsce ze świetną akustyką. To jest mój numer 1, kiedy myślę o koncertach.

Gdzie można kupić twoją płytę?

Moją płytę można kupić na przykład na stronie internetowej Empiku, można sobie też zamówić egzemplarz do naszego żarskiego Empiku. Jest dostępna także na innych serwisach. Niestety, jej nakład był zbyt mały, by mogła trafić do regularnej sprzedaży w salonach. Mając płytę, można się ze mną skontaktować przez Facebook i każdemu chętnie ją podpiszę.

Napisz komentarz »