REKLAMA

Kronika policyjna

Noc na policyjnym dołku

Opublikowano 04 grudnia 2020, autor: Piotr Piotrowski

Daniel Marchewka nie odbierał wezwań na przesłuchanie, dlatego policja dostała polecenie, by go zatrzymać i doprowadzić na prokuraturę. Były burmistrz Żagania w izbie zatrzymań spędził całą nocą. Przesłuchany został następnego dnia.

D. Marchewkę policja zatrzymała na kilkanaście godzin, w czwartek, 26.11.

– Wobec nieusprawiedliwionego niestawiennictwa na trzy kolejne wezwania, prokurator polecił policji zatrzymać podejrzanego i doprowadzić go do prokuratury celem wykonania z nim czynności procesowych – informuje Zbigniew Fąfera, rzecznik zielonogórskiej Prokuratury Okręgowej. – Takie czynności przeprowadzono z podejrzanym w piątek, 27 listopada.

Z jakiego powodu prokurator chciał przesłuchać byłego burmistrza?

Fąfera wyjaśnia, że śledztwo zostało wszczęte po tym, jak obecny burmistrz, Andrzej Katarzyniec, złożył zawiadomienie na poprzednie władze.

– W zawiadomieniu zarzucił poprzednim władzom brak reakcji i działań zmierzających do wymaganej egzekucji należności podatkowych od kilku firm działających na terenie Żagania oraz jednej osoby fizycznej – mówi prokurator.

Pytamy byłego burmistrza, jak wyglądało zatrzymanie.

– W czwartek, o godzinie 13.47, zadzwonił do mnie oficer i poprosił o odbiór korespondencji. Zobaczyłem się z nim na komendzie po pięciu minutach. Później nastąpiła określona prawem procedura. Na komendzie spędziłem kilkanaście godzin. Podkreślam, że nie był to areszt, tylko zatrzymanie w sprawie – zastrzega D. Marchewka.

Były burmistrz usłyszał zarzut przekroczenia swoich uprawnień lub niedopełnienia obowiązków, co skutkuje działaniem na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Jeśli prokuratura zakończy sprawę aktem oskarżenia, Marchewce będzie grozić kara pozbawienia wolności do 3 lat.

Nie mnie rozstrzygać

A. Katarzyniec, który doniósł do prokuratury na swojego poprzednika, zarzuca mu niegospodarność.

– Kolosalne dziś zadłużenie miasta wynika przede wszystkim z braku jakiejkolwiek kontroli zaległości podatkowych, rzędu ponad 20 mln zł – tłumaczył „Regionalnej”, podkreślając, że zaniechania w egzekucji zaległości podatkowych są wieloletnie, ale największe dotyczą jego poprzednika, D. Marchewki.

Już kilka miesięcy temu burmistrz zapowiedział, że opublikuje listę dłużników, wśród których są firmy i osoby prywatne, ale do tej pory tego zrobił. Zastrzegł wówczas, że musi o zgodę zapytać Radę Miasta. Jak się okazuje, nie zapytał.

– Póki co, taki wniosek do radnych jeszcze nie trafił – mówi Adam Matwijów, przewodniczący Rady Miasta.

Dziś A. Katarzyniec nie chce sprawy komentować.

– Moim obowiązkiem było zawiadomić prokuraturę o zaniedbaniach na szkodę miasta. Nie mnie rozstrzygać, czy doszło do przestępstwa. To zadanie dla organów ścigania – zastrzega.

Nie poinformowali?

Pytamy, D. Marchewkę, jakie konkretnie zarzuty stawiają mu śledczy.

– Jeden zarzut, związany z niepodpisaniem dwóch tytułów wykonawczych na firmę mojego kuzyna w latach 2015 i 2017 oraz przekazaniem zaległości do egzekucji, co uniemożliwiło ściągnięcie kwoty 1 tys. 566 zł i odsetek – wylicza były burmistrz.

W rozmowie z „Regionalną” D. Marchewka podkreśla również, że nie dostał informacji z biura Rady Miasta o zawiadomieniach z prokuratury, jakie miały trafiać na adres Urzędu Miasta.

– Nie wiem, ile wezwań wysłano. Problem polega na tym, że nie wiedziałem o awizowanym wezwaniu. Trwa pandemia. Większość spraw załatwiam zdalnie, mailowo i telefonicznie. Awizo trafiło również do biura Rady Miasta, które zawsze mnie informowało o jakiejkolwiek korespondencji do mnie. Tym razem zrobiono wyjątek i niestety mnie nie poinformowano – przekonuje Marchewka..

Zaprzecza temu przewodniczący Rady Miasta.

– Każda korespondencja kierowana do biura zawsze trafiała do radnego. Nie było wyjątków – zarzeka się A. Matwijów.

Do tematu wrócimy.

Napisz komentarz »