REKLAMA

Wasze sprawy

Kto komu smrodzi

Opublikowano 21 grudnia 2020, autor: Piotr Piotrowski

Poltops w Żaganiu kontroluje Straż Miejska, Sanepid i WIOŚ . – Zamiast pomagać nam przedsiębiorcom, rzucają kłody pod nogi – żali się Emil Senska, prezes firmy produkującej czesankę i nawozy organiczne.

Poszło o nawożenie i magazynowanie odpadków produkcyjnych na działce na terenie firmy, przy ul. Dworcowej. Sąsiaduje ona m.in. z zakładem rehabilitacji, żłobkiem i siedzibą Stowarzyszenia Oświatowego, któremu przewodzi Adam Matwijów, przewodniczący Rady Miasta.

 – Przez kilka dni, podczas zwożenia na działkę odpadów poprodukcyjnych, wydobywał się straszny fetor. Ich zwożenie i zakopywanie w ziemi wydało się podejrzane. 500 metrów dalej jest ujęcie wody, więc istniało zagrożenie skażenia wody dla mieszkańców. Mieliśmy liczne skargi, zawiadomiliśmy Sanepid i Urząd Miasta – mówi Matwijów.

Rzucanie kłód

Emil Senska,prezes Poltopsu, twierdzi, że firma działa zgodnie z prawem. Oprócz czesanki wełnianej, produkuje nawozy organiczne, wykorzystując w nich poprodukcyjne odpady.

– Przy produkcji czesanki powstają włókna wełniane, którymi nawieźliśmy jedną z działek na terenie zakładu, w ramach prac badawczych we współpracy z Uniwersytetem Rolniczym w Krakowie oraz Państwowym Instytutem badawczym w Łodzi – tłumaczy. – Obie te instytucje prowadzą u nas testy biodegradowalności, czyli naturalnego rozkładu włóknin w warunkach polowych.

Prezes dodaje, że włókniny są naturalnym i biodegradowalnym odpadem.

– Powstała biogleba jest produktem organicznym, wykorzystywanym w ogrodnictwie – wyjaśnia. I podkreśla, że jest zdziwiony reakcją. – Zaraz po donosie pana Matwijowa, burmistrz wystosował do nas pismo, nakazujące usunięcie odpadów poprodukcyjnych. Na podstawie notatki Straży Miejskiej.

Senska dodaje, że władze powiadomiły o sprawie wszystkie instytucje kontrolujące.

– Miałem telefon z Sanepidu i kontrolę Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska – mówi prezes. 

– Burmistrz zamiast pomagać nam przedsiębiorcom, rzuca kłody pod nogi. Z jednej strony odmówił zwolnienia z części podatków, których rocznie za nieruchomości płacimy bagatela, pół miliona złotych, z drugiej – nasyła kontrole.

 

WIOŚ rozstrzygnie

Burmistrz Andrzej Katarzyniec tłumaczy, że podstawą do nakazu usunięcia odpadów była notatka strażników oraz skargi prowadzących działalność w sąsiedztwie Poltopsu.

– Mieszkańcy żalili się na fetor i zakopywanie odpadów poprodukcyjnych w ziemi – mówi burmistrz i podkreśla, że działał na podstawie ustawy o odpadach.

Prezes Poltopsu dodaje, że jest gotowy na batalię w sądzie, bo nawozów nie zamierza usunąć z działki. 

– Zarówno strażnicy, jak władze miasta powinni najpierw zapytać, co robimy, a nie robić zdjęcia przez płot i straszyć pismami. Płacimy miastu kolosalne podatki, zatrudniamy 60 mieszkańców i w ten sposób zostaliśmy potraktowani. Przykre! – kwituje E. Senska. 

Do tematu wrócimy.

Napisz komentarz »