REKLAMA

Ludzie, wydarzenia, Sport

Wszystkie twarze Dominiki

Opublikowano 04 grudnia 2020, autor: Piotr Piotrowski

Uprawia karate, biega za piłką, podnosi sztangi. Dominika Chabiniak kocha sport. Mimo zaledwie 20 lat, ma już na koncie sporo sukcesów i medali.

„Regionalna”: Przygodę ze sportem zaczęłaś od piłki nożnej?

Dominika Chabiniak: Z opowieści rodziców wiem, że odkąd zaczęłam chodzić, od razu ganiałam za piłką. Mój tata grał w Zorzy Brzeźnica i zaraził mnie swoją pasją. Będąc dzieckiem oglądałam go w akcji na boisku, wspólnie też oglądaliśmy mecze w telewizji. Moja prawdziwa przygoda z piłką zaczęła się pięć lat temu, od powołania do kadry Lubuskiego Związku Piłki Nożnej. Na turnieju Coca Cola Cup w Zielonej Górze zobaczyli mnie sternicy Stilonu Gorzów Wlkp. W gorzowskim klubie zagrałam raptem cztery mecze, strzelając 18 goli. Dobre występy przerwała kontuzja. Powiedziałam sobie wtedy, że kończę z piłką i skupiam się na sportach walki. Gdy jednak w Żaganiu powstała w ubiegłym roku żeńska drużyna, postanowiłam wrócić na boisko.   

Zaczęliście ligę z przytupem, wygrywając mecz z drużyną ze Szczecina, w którym popisałaś się hat trickiem. 

Bardzo chcemy awansować do drugiej ligi. W meczu, w którym strzeliłam trzy gole, zostałam ukarana czerwoną kartką i miałam przymusową pauzę przez miesiąc. Mimo porażki w meczu z Budowlanymi Lubsko, w którym nie mogłam zagrać, dziewczyny są bardzo zdeterminowane, aby powalczyć o drugą ligę. Wiosną chcemy się zrewanżować i zająć drugie miejsce w tabeli, dające upragniony awans.  

Piłka nożna to jeden z trzech twoich ukochanych sportów. Drugą twoją miłością jest karate. 

Już od dziecka, rozpierała mnie energia, a sporty walki były najlepszym sposobem na jej wyładowanie. W wieku ośmiu lat zaczęłam trenować u Artura Niezgody. 10-letnia współpraca zakończyła się wieloma sukcesami. Największe z nich to zdobycie mistrzowskiego pasa WIMA w Birmingham w formule Full Contact do 57 kg oraz wygrana walka na IV Charytatywnej Gali Sportów Walki w Lubsku. To drugie osiągnięcie jest tak cenne, ponieważ przeciwniczka ważyła 10 kilogramów więcej! Sporty walki trenowałam dalej w klubie Puncher we Wrocławiu, gdzie  uczyłam się w liceum sportowym. Trenowałam tam aż do wybuchu pandemii. Teraz wróciłam do Żagania i dalej uprawiam sporty walki, tym razem pod okiem trenera Dawida Poloka w Żarach. W mojej przygodzie ze sportami walki miałam jeszcze przyjemność trenować pod okiem trenerów: Pawła Malinowskiego oraz Arkadiusza Kaczmarka. To były bardzo cenne lekcje.

Trzecią twoją miłością są sporty siłowe. 

Wyciskaniem sztangi zaraził mnie prawdziwy mistrz, Edmund Lechowicz. Zajęcia na jego siłowni nie kolidują z moimi dwiema pasjami oraz życiem rodzinnym. Zawsze staram się rozłożyć swoje sprawy tak, żeby siłownia i treningi były na drugim miejscu, zaraz po rodzinie. To jest dla mnie bardzo ważne. Do tego studiuję zaocznie oraz pracuję. Rano siłownia, wieczorami treningi. Cieszę się, że mimo pandemii dalej mogę trenować, zarówno u pana Lechowicza, jak i pana Poloka. 

Który ze sportów jest twoim najukochańszym? 

To bardzo trudne pytanie. Połowa serca należy do piłki, a druga do sportów walki. Razem tworzą piękną zgraną całość. Chciałabym, aby ta moja ciężka praca przyniosła owoce. Marzy mi się, żeby Czarne Żagań rosły w siłę i stały się realnie mocną drużyną, która będzie walczyła o coraz wyższe ligi. W sportach walki marzy mi się debiut zawodowy w MMA oraz kariera pokroju Karoliny Kowalkiewicz, ponieważ ona jest moją inspiracją. W podnoszeniu sztangi chciałabym zdobyć w końcu Mistrzostwo Polski, a później walczyć o medale na Mistrzostwach Europy i Świata. Za wszystko chciałabym podziękować rodzicom, którzy mnie zawsze wspierają.

Dziękuję i życzę spełnienia marzeń. 

Napisz komentarz »