REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Wszyscy go kochali

Opublikowano 27 listopada 2020, autor: bj

Walczył z chorobą. Na jego wyzdrowienie czekali najbliżsi, przyjaciele, znajomi i współpracownicy. Niestety Dariusz Łyba (?48 l.) z Żar odszedł na zawsze.

Dariusz Łyba (48 l.) od kilku lat w żarskim Pekomie był odpowiedzialny za prace drogowe wykonywane w mieście. Z wykształcenia inżynier, specjalista od instalacji wodnych. Sam o sobie mówił, że jest byłym koszykarzem, choć niezawodowym.

Dariusz chorował. Zmarł w poniedziałek, 23.11., w 105. Szpitalu Wojskowym w Żaganiu.

Dowcipny, wesoły

Ojciec i mąż. Pozostawił w żałobie żonę Joannę i dwóch synów – Dawida (kończy studia prawnicze) i Daniela.

– Był wspaniałym zięciem. Dowcipnym, wesołym. Grał na gitarze. Śpiewał. Udzielał się wraz z żoną w oazie, grupie domowego kościoła. Wesoły, uczynny. Bardzo pobożny. Wszyscy go kochaliśmy – wspomina Krystyna Gadomska, teściowa D. Łyby.

– Miał problemy z jelitami. Czekał na operację. A teraz do tego przyplątał się ten straszny Covid – dodaje Czesław Gadomski, teść D. Łyby.

Do tańca i różańca

– Znaliśmy się od ponad 20 lat. Był uczynnym, życzliwym, uśmiechniętym człowiekiem. Jak to mówią, do tańca i różańca. Z młodości pamiętam, że był animatorem muzycznym i w oazie młodzieżowej. Ale jak czasem trzeba było zaśpiewać mniej pobożne piosenki, to też dawał radę – wspomina ks. Krzysztof Burzyński z kościoła p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Żarach.

Znali się z lat szkolnych, a potem spotkali po wielu latach.

– Gdy wróciłem 6 lat temu do Żar, miałem okazję poznać miłość jego życia, żonę Joasię i dzieci. Gdy zobaczyłem starszego syna, mówiłem do niego, że jest kopią ojca sprzed 20 lat – dodaje.

K. Burzyński wspomina z uznaniem Dariusza.

– Gdy był u mnie w kościele, przychodził do spowiedzi. To wymaga sporej odwagi. Ale on taki właśnie był – mówi.

Jakby odszedł ktoś bliski

– Poznałem go, jak przyszedł do pracy w Pekomie. Zaprzyjaźniliśmy się. Nie mogę się  pogodzić z jego odejściem. Ani w to uwierzyć. Łzy same do oczu płyną – mówi Wojciech Szachnowski z Pekomu. – Zawsze z samego rana się witał, pytał, czy wszystko w porządku. Takich ludzi, fachowców i o dobrym sercu po prostu nie da się zastąpić – mówi W. Szachnowski.

Wiedział, że przyjaciel chorował.

– Od dłuższego czasu bywał w szpitalu, czasami, gdy samopoczucie się poprawiało, trafiał do domu. Ale takiej wiadomości nikt z nas się nie spodziewał – dodaje W. Szachnowski.

D. Łyba spoczął wczoraj (w czwartek, 26.11.) na cmentarzu komunalnym w Żarach.

Napisz komentarz »