REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Covid zabrał pielęgniarkę

Opublikowano 27 listopada 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Jolanta Bogalecka (?55 l.) była pielęgniarką. Zachorowała na Covid. Łapała każdy oddech, który był dla niej na wagę złota. Niestety, po trzech tygodniach walki jej życie zgasło.

Jolanta Bogalecka zmarła w poniedziałek, 23.11. Była pielęgniarką w 105. Szpitalu Wojskowym w Żarach, pracowała na oddziale kardiologicznym. Zaraziła się koronawirusem w pracy. Zmarła po niemal trzech tygodniach walki o życie pod respiratorem na oddziale zakaźnym w Żaganiu. Jolanta łapała każdy oddech, który był dla niej na wagę złota, chciała żyć, miała jeszcze tyle marzeń. Niestety, przegrała tę walkę, zmarła przez Covid.

Jolka, Jola, jak mawiali o niej bliscy, zawsze pomagała innym. Życie zawodowe poświęciła pracy pielęgniarskiej. Przez kilkanaście lat pracowała w 105. Szpitalu Wojskowym w Żarach, była twarzą, która rozjaśniała takie odziały jak OIOM, kardiologia czy chirurgia. Pracowała także w pogotowiu ratunkowym. W 2018 r. rozpoczęła pracę na oddziale kardiologicznym.

Kochała pomagać

Jola nigdy nie traciła pogody ducha, choć życie nie zawsze obchodziło się z nią łaskawie. 11 lat temu nagle zmarł jej ukochany mąż Zbyszek. Została sama z synem, który był jej oczkiem w głowie, wielką miłością.

– Jola była dla mnie jak siostra – wspomina Zofia, ciotka Jolanty. – Moja siostra była jej mamą, ale przez dużą różnicę wieku z moją siostrą, to właśnie Jola była dla mnie jak siostra. Razem się wychowywałyśmy. Bardzo za nią tęsknię, nie ma słów, które są w stanie opisać to, co czuję. Mam serce jest rozdarte na pół. Miała dopiero 55 lat. Jeszcze wiele lat mogła pracować i pomagać innym, bo niczego tak w życiu nie kochała jak tego, że może służyć pomocą i ratować ludzi. Niestety, Joli nie ma już z nami – opowiada jej ciotka.

J. Bogalecka mieszkała w Wicinie. Uwielbiała się krzątać koło domu, zajmować ogrodem. Życie na wsi dawało jej ukojenie od stresów pracy. Ogromnie kochała psy.

Miała serce dla pacjentów

Śmierć Jolanty Bogaleckiej to także strata dla jej współpracowników i szpitala.

– O Joli można mówić tylko dobre słowa – mówi  lek. med. Grzegorz Adamiak, ordynator oddziału kardiologicznego 105. Szpitala Wojskowego. – Była profesjonalistą w każdym calu, taką pracowitą mróweczką. Miała specjalizację z pielęgniarstwa anestezjologicznego, pracowała także w pracowni hemodynamicznej. To dla nas ogromna strata. Zabrakło nie tylko doskonałego pracownika, ale przede wszystkim wspaniałego człowieka. Była niezwykle ciepła, miała ogromne serce dla pacjentów i dużo wyrozumiałości. To bardzo przykre, że odszedł od nas ktoś tak dobry, jak Jola – wspomina lekarz. 

Walczyła o życie

Pani Jola była bardzo uczynna. Gdy nie było kim obsadzić dyżuru, zawsze można było liczyć na nią. Niestety, serce, które oddawała pracy, sprawiło, że dosięgło ją okrutne ramię koronawirusa. Chwyciło mocno i nie puściło.

– Zanim podłączono ją pod respirator, była w domu. Dużo rozmawiałyśmy. Była bardzo zmęczona i słaba, miała dni, kiedy jej się poprawiało, ale sytuacja zaraz się pogarszała. Czułam i słyszałam, jak słabnie. Opowiadała mi, że na jej odział kardiologiczny trafiają pacjenci z Covidem, chociaż nie powinno tak być. Miała obawy, że nie ma odpowiednich zabezpieczeń, a ludzie zachowują się nieodpowiedzialnie. Moja Jola miała tyle marzeń… A nie żyje przez to, że ludzie bagatelizują koronawirusa. A wystarczy, żeby wszyscy przestrzegali zasad. Nosili maseczki, nie wychodzili niepotrzebnie z domu. Jola ze wszystkich sił walczyła o życie. Bardzo za nią tęsknię, to niesprawiedliwe, że odszedł ktoś tak dobry i oddany – smuci się pani Zofia.

Jolanta Bogalecka spocznie na cmentarzu w Wicinie obok swojego męża. Msza pogrzebowa rozpocznie się o godzinie 11.00 w kościele p.w. NSPJ w Wicinie w środę, 2.12.

Napisz komentarz »