REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Zatrzymaj mnie, nie daj mi odejść

Opublikowano 27 listopada 2020, autor: bj

Jan Strzemecki (? 84 l.), lekarz z najdłuższym stażem w regionie, odszedł w niedzielę, 22.11. Przez 24 lata był ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego w szpitalu w Lubsku. W 105. Szpitalu Wojskowym szefował poradni medycyny pracy.

Doktor źle się poczuł w czwartek (19.11.). Rano zaczęły się dreszcze. Był osłabiony.

– Powiedział do mnie: Dlaczego tak nagle? Czy ja się źle modliłem? Pamiętasz, co ci mówiłem? Jak w tej piosence – zatrzymaj mnie, nie daj mi odejść”. Powiedziałam mu, że na to nie pozwolę, bo drugiego takiego człowieka nie ma. Bo po tamtej stronie wszyscy są już zdrowi, a on tu jest potrzebny. Mówiłam, że może to ten straszny Covid i że my to przetrwamy. Uspokoił się. Po dwóch godzinach spadła gorączka. I do ostatnich tchnień i bicia serca się nie pojawiła – opowiada Ilona Nowak-Skurzyńska, długoletnia współpracownica, a także towarzyszka życia.

W piątek, 20., jeszcze konsultował pacjentów. Z uwagi na epidemię pracował zdalnie.

Z soboty na niedzielę (21/22.11.) pojawił się kaszel.

– Niepokoił mnie. Po godz. 6 rano zadzwoniłam do lekarza. Widziałam, że Jan traci siły. Posadziłam go i wykonałam toaletę. Dosłownie w ciągu 5 minut zaczął konać. Zaczęłam go reanimować – wspomina pani Ilona.

Wezwała pomoc.

– Była straż pożarna i helikopter, który przetransportował go z Lubska do szpitala w Żarach. Na SOR został przebadany. Trafił na oddział intensywnej opieki medycznej. W niedzielę przyjął ostatni sakrament – dopowiada I. Nowak-Skurzyńska.

– Trafił na mój dyżur. Serce pracowało. Był podłączony do respiratora. Wykonaliśmy badania. Chodziło o wykluczenie ostrych stanów mózgowych i kardiologicznych. I tak rzeczywiście było. Pojawiła się nadzieja, że z tego wyjdzie – opowiada Marek Femlak, lekarz ze 105. Szpitala Wojskowego i wieloletni współpracownik J. Strzemeckiego.

Niestety jeszcze tego samego dnia, w niedzielę, zmarł.

– Odszedł tak jak chciał – szybko, bez bólu – przeciera oczy pani Ilona.

Cieszył się z każdego dnia

J. Strzemecki urodził się w roku 1936, w Chwałowicach, na Kielecczyźnie. Studiował w Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. W 1978 został ordynatorem ginekologii szpitala w Lubsku, którym kierował przez 24 lata. W latach 2002-2006 pracował na oddziale ginekologii 105 Szpitala Wojskowego. Od kilku lat prowadził poradnię medycyny pracy. Miał stopień kapitana rezerwy.

Pani Ilona wspomina, że był człowiekiem, który wszędzie szedł niepokonany.

– Nigdy nie odszedł od pacjentki, dokąd nie urodziło się dziecko. Zawsze był dla niego ważny człowiek. Nad każdym się pochylał. Miał świadomość, jak ważna jest jego rola. Wykrył wiele chorób u osób, które nie miały o nich pojęcia – mówi I. Nowak-Skurzyńska. I dodaje: – Był przekonany, że szczepionkę na Covid dostanie jako jeden z pierwszych. Żeby móc służyć ludziom. Nikt z nas nie przypuszczał, że ta podstępna choroba go zabierze. Zawsze mówił, że jak wstaje i czuje, to się dobrze czuje. Cieszył się z każdego dnia.

– Świetny specjalista. Nasze pokolenie młodszych lekarzy mogło się na nim wzorować. Był też wyjątkowym człowiekiem. Zawsze pamiętał o moich imieninach.  Piliśmy wtedy kawę – mówi M. Femlak.

– Znaliśmy się od 20 lat. To był wspaniały lekarz i przyjaciel. Nieocenionej kultury i klasy – mówi Sławomir Gaik, lekarz ze 105. Szpitala Wojskowego.

J. Strzemecki zostanie pochowany jutro, w sobotę, 28.11., o godz. 12 na cmentarzu komunalnym w Lubsku.

Napisz komentarz »