REKLAMA

Aktualności, Gospodarka

Zabronili jeździć do Polski

Opublikowano 20 listopada 2020, autor: Michalina Kozarowicz

Handlarze z Łęknicy znów dostali po kieszeni. Tym razem Niemieccy sąsiedzi zabronili swoim rodakom przyjeżdżać do nas na zakupy.

Władze Niemieckiej Saksonii, która graniczy z Łęknicą i Przewozem po naszej stronie granicy, zaostrzyły zasady dotyczące obowiązkowej kwarantanny po pobycie w Polsce. Niemcy uznają całe terytorium Polski za obszar ryzyka epidemicznego i wprowadziły ograniczenia w małym ruchu granicznym. Do wtorku (17.11) Niemcy z Saksonii mogli przyjeżdżać do nas na zakupy. Po benzynę i do lekarza. Od wtorku, nie wolno im nawet tego.

– Wobec dużej liczby zakażeń bardzo krytycznie patrzę na transgraniczną turystykę zakupową. W związku z poważną sytuacją postanowiliśmy, że wyjazdy na zakupy czy po benzynę nie będą wyłączone spod obowiązku kwarantanny – powiedziała Petra Koepping, saksońska minister spraw społecznych

Wprowadzone przez Saksonię zmiany nie mają wpływu na pracowników transgranicznych, którzy podróżują codziennie między Saksonią a Polską, ich obowiązek kwarantanny nie obowiązuje.

Pozostałym łamać zakazu się nie opłaca, mandat, który Niemcy mogą wystawić za przekroczenie granicy, to nawet 25 tys. euro.

Granicząca z Polską Brandenburgia (przejścia graniczne Olszyna, Zasieki  na razie nie wprowadza podobnych restrykcji w małym ruchu granicznym. Kwarantanna nie obowiązuje, jeżeli pobyt po drugiej stronie granicy nie jest dłuższy niż 24 godziny, zaś w przypadku pracowników transgranicznych są to nawet 72 godziny.

Wieje pustkami

Łęknicki bazar znów opustoszał. Przedsiębiorcy martwią się o swoje stragany. Dzień przed zamknięciem granic, Niemcy tłumnie ruszyli na zakupy, jednak już od wtorku, łęknickie targowisko było opustoszałe, co drugi stragan był zamknięty. W środę (18.11) było jeszcze gorzej. 

– Jeżeli sytuacja się utrzyma do wiosny, mamy pozamiatane. – mówi Wioletta, która pracuje w jednym z zakładów fryzjerskich. – Polacy nie przyjdą, a Niemcy nie mogą. Od wtorku widać, jak Bułgarzy, których jest tu sporo, ładują towar na busy, bo nie chcą, by ich ktoś okradł. Niby mogą przyjeżdżać Niemcy z Brandenburgii, ale nie znam nikogo, kto jechałby do Łęknicy przez Olszynę. Jak już przekroczy tam granicę, to pojedzie dalej na Żary – komentuje.

Cierpią wszyscy przedsiębiorcy. Łęknicki bazar skupia się na sprzedaży jedzenia, ubrań i chemii.

– Co da się przechować i przetrzymać, to staramy się zabezpieczyć. Bardzo bym chciał, żeby w grudniu, przed świętami i na mikołajki Niemcy pozwolili wjeżdżać do Polski. Dobry grudzień pozwoliłby nam odrobić straty za drugą połowę listopada. Teraz Niemcy, jak dowiedzieli się, że nie będą mogli jeździć do nas na zakupy, do stacji benzynowej ustawili się w kolejce. To samo do straganów. Ja się zastanawiam, czy przetrwam. Jak tak dalej pójdzie, zwinę budę i pojadę do Niemiec do pracy na magazyn. Święty spokój i pieniądze – komentuje Grzegorz z Łęknicy, który na bazarze handluje słodyczami

Miasto też traci

W związku z wystąpieniem Covid-19 Łęknica utraciła dochody w wysokości około 604 tys. zł. A są to straty, które Urząd Miasta poniósł tylko do jesiennego zamknięcia granic przez Niemców. Do budżetu Łęknicy nie wpłynęły dochody z tytułu dzierżawy w wysokości 573 tys. zł i opłaty eksploatacyjnej w wysokości 31 tys. zł na targowisku miejskim. Dla porównania dochody z dzierżawy na dzień 30.06.2020 r. wyniosły 1 mln 140 tys. zł netto, a na 30.06.2019 r. – 1 mln 713 tys. zł netto. Latem i wczesną jesienią wpływy do budżetu były na stałym poziomie. Teraz miasto zastanawia się, jak pokonać jesienny impas, ale żadne decyzje, które mogłyby uspokoić przedsiębiorców, nie zostały jeszcze podjęte.

Napisz komentarz »