REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Ela miała serce na dłoni

Opublikowano 20 listopada 2020, autor: bj

Na targowisku przy ul. Lotników w Żarach pracowała od kilkunastu lat. Elżbietę Jasińską (? 48 l.) znali tu wszyscy. Zmarła nagle, 10.11. W żałobie pozostawiła męża Jarosława i córkę Kamilę.

Elżbieta Jasińska (48 l.) była absolwentką żarskiego Ekonomika, od lat pracowała w Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej, jako inkasent na targowisku. Handlujący tam ludzie nie podejrzewali, że gdy w piątek, 30.10., przyszła zbierać opłaty za stoiska, widzą ją po raz ostatni.

– Dla mnie jest to bardzo trudne. Przeżyliśmy razem wspólnych 25 lat. Nie mogę uwierzyć, że jej już nie ma – mówi Jarosław Jasiński, mąż zmarłej.

Żyła sprawami innych

Pani Elżbieta wybrała się z 22-letnią córką Kamilą na cmentarz w piątek, 30.10. Tak jak większość ludzi po tym, gdy została ogłoszona informacja o zamknięciu cmentarzy. Ten wieczór był bardzo chłodny i deszczowy. Przemokły i zmarzły. Przeziębiły się obie.

– Ela się rozchorowała. Musiała wziąć zwolnienie. Ostatni raz rozmawiałem z nią 5 listopada. Mówiła, że udało się jej w końcu skontaktować z lekarzem. Dostała leki. Do pracy miała wrócić 13 listopada – mówi Dariusz Ślusarski, referent ds. targowisk, który na co dzień pracował z pani Elżbietą. – Nie mogę się przyzwyczaić do myśli, że już nigdy nie wejdzie do biura.

Podobnie mówią inni handlujący na targowisku.

– Myśleliśmy, że może wzięła kilka dni urlopu. Nikt z nas nawet nie podejrzewał, że mogła mieć jakieś kłopoty ze zdrowiem. Gdy się dowiedzieliśmy, to był szok – mówi Lidia Lachowska, która handluje warzywami.

– Nasza Elunia zawsze była uśmiechnięta. Nigdy się na nic nie skarżyła – dodaje Henryka Pilarczyk, właścicielka stoiska z ozdobami.

Dlatego niewielu wiedziało, że cierpiała na astmę, cukrzycę, czekała na operację związaną z jelitami.

– Zawsze bardziej żyła sprawami innych. Szukaliśmy z mężem mieszkania. Potrzebne było większe, bo mamy dziecko. Trudno takie znaleźć w miarę dobrej cenie. Przyjeżdżaliśmy na targowisko z Nowej Soli. Gdy się o tym dowiedziała, natychmiast pomogła. W ten sposób zostałyśmy sąsiadkami. A wkrótce obie nasze rodziny zaprzyjaźniły się tak, że trudno sobie było wyobrazić, że się nie spotkamy w święta – opowiada Iwanna Matiichuk, która do Polski wraz z mężem przyjechała za chlebem z Ukrainy.

Cierpiała w milczeniu

Gdy Iwanna opowiada o pani Eli, w oczach pojawiają się łzy.

– To bardzo kochający się ludzie. Ogromna strata dla rodziny. Ja odruchowo wyglądam przez okno, żeby zobaczyć, czy Ela czasem nie idzie – przyznaje pani Iwanna. Bo dzięki pani Eli i jej rodzinie z dala od rodzinnego domu czuli się tak, jak u siebie. – Moja córeczka ją uwielbia. Bo zawsze miała dla niej prezencik. Choćby cukierka. A czasem i większe podarki, bo Ela zawsze pamiętała o świętach czy urodzinach – mówi pani Iwanna.

–  U mnie pracuje jej córka, Kamila. Ela zawsze przychodziła z bułeczkami czy z kawą. Nie tylko dla córki, zawsze pamiętała też o mnie. O dobrym słowie i uśmiechu nie wspomnę – mówi Radosław Weiss, właściciel stoiska z wędlinami.

O jej dobrym sercu wiedzieli wszyscy.

– Robiła dużo domowych przetworów. Lubiła przynieść, podzielić się, pochwalić.Czy to konfitura czy ogórki. Taka właśnie była Ela. Zawsze dla wszystkich miała serce na dłoni – wspomina D. Ślusarski.

– Najpierw znałyśmy się tak, jak się zna, gdy człowiek pracuje w jednej firmie. W grudniu 2019 roku zaczęłam pracować na targowisku. Wtedy poznałyśmy się bliżej. To była ciepła osoba, która bardziej myślała o innych niż o sobie.  Dziś, gdy już wiem, że chorowała, rozumiem, że należała do osób, które jeśli naprawdę cierpią, to w milczeniu – podkreśla Anna Słodkowska, była pracownica Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej.

Wiadomość o śmierci pani Elżbiety, 10.11. rozeszła się po targowisku lotem błyskawicy.

– Ja nawet widziałam tę karetkę, która do nich do domu jechała. Pomyślałam, że to do któregoś z teściów. Przez myśl mi nie przeszło, że do Eli. A oni już nie mogli jej pomóc – mówi ze smutkiem I. Matiichuk.

– Na targowisku, gdy zaczęłam zbierać pieniądze na wiązankę, nikt nie odmówił. Żegnaliśmy ja w poniedziałek, 16.11. I ciągle nie możemy uwierzyć, że nigdy jej nie zobaczymy – kończy H. Pilarczyk.

Napisz komentarz »