REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Starosta w szpitalu

Opublikowano 13 listopada 2020, autor: bj

Najpierw na SOR, potem do izolatki w Szpitalu na Wyspie, a ostatecznie na oddział pulmonologii w żagańskiej filii 105. Szpitala Wojskowego trafił Józef Radzion, starosta żarski. Wszystko przez zakażenie koronawirusem i potężne problemy z oddychaniem.

Najpierw infekcja u Józefa Radziona, starosty żarskiego, wyglądała jak zwykłe przeziębienie. Kilka dni zwolnienia i leki objawowe na niewiele się jednak zdały. J. Radzion nie jest pewien, w jaki sposób mogło dojść do zakażenia.

– Zdalnie pracowałem od piątku, 30.10. Byłem trochę przeziębiony. Gdy ogłosili, że 1 listopada nie będzie można iść na groby, to jeszcze w ten sam dzień pobiegłem i kupiłem wszystko, co potrzebne. Do godziny 23 na cmentarzu byłem. Tam mogłem się doprawić. Dużo ludzi na cmentarzu się spotkało, z tym czy tamtym się pogadało. W biegu. Potem złapał mnie kaszel. I gorączki nie mogłem zbić. A później się coraz gorzej robiło – tłumaczy.

Przestraszył się w niedzielę, 8.11.

– Złapało mnie wtedy bardzo mocno. Karetkę pogotowia musiałem wezwać, bo mnie okropnie dusiło. Oddechu mi brakowało. I słabość była taka, że zrobienie kilku kroków wydawało się niemożliwe. Tlen od razu, po drodze do szpitala dostałem I cały czas, już jak trafiłem na SOR. Plusowy wynik wyszedł z badania genowego. Wyszedł dodatni, ale czekam jeszcze na potwierdzenie tego dokładniejszego badania, czyli PCR – mówi J. Radzion.

W poniedziałek, 9.11., trafił do szpitala zakaźnego.

– Teraz jestem w Żaganiu, na pulmonologii 105. Szpitala Wojskowego. Dostaję leki. Cały czas jestem pod tlenem. Na szczęście już trochę lżej oddycham – opowiada.

To, co się dzieje w szpitalu, ocenia z perspektywy pacjenta.

– Szpital jest cały czas pełen. Ludzie leżą, bardzo dużo chorych w ciężkim stanie. Niektórzy mają bardzo wielkie trudności z przemieszczaniem się. Widać po lekarzach, pielęgniarkach ogromne zmęczenie – mówi.

W domu pozostają małżonka i córka J. Radziona.

– Żona miała kaszel i gorączkę. Teraz lepiej się już czuje. Jest pod opieką lekarza rodzinnego i dochodzi do siebie – kończy J. Radzion.

Napisz komentarz »