REKLAMA

Samorząd

Referendum w przyszłym roku!

Opublikowano 13 listopada 2020, autor: Piotr Piotrowski

Jedni się cieszą, drudzy są rozczarowani. Niedzielne referendum (15 listopada) w sprawie odwołania burmistrza Żagania i Rady Miasta zostało przesunięte na przyszły rok. Powodem jest pandemia.

Zadecydował o tym komisarz wyborczy, bazując na opinii Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej, która nie rekomendowała organizacji referendum w czasie zarazy, z powodu zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców Żagania.

– Referendum odbędzie się w bezpiecznym terminie, czyli zostało zawieszone do czasu ustania pandemii – poinformował Stanisław Blonkowski, dyrektor zielonogórskiego Krajowego Biura Wyborczego.

Najszybciej wiosną

Kiedy odbędzie się referendum? Tego Blonkowski nie określa. To może być najwcześniej wiosna przyszłego roku, chyba że zaraza odpuści szybciej, choć taki scenariusz jest mało prawdopodobny.

O to, aby referendum przenieść na bezpieczniejszy czas, wnioskował m.in. radny z opozycji burmistrza, Tomasz Kwarciński, blisko miesiąc temu.

– Szkoda, że aż tyle czasu czekaliśmy na decyzję o przełożeniu referendum, gdy pandemia w kraju szaleje już od początku października – mówi radny. – Wiem, że wielu przeciwnikom referendum zależało na tym, aby przeprowadzić je akurat teraz, bo liczyli na niską frekwencję. Dziękuję zarówno powiatowemu inspektorowi sanitarnemu, jak i komisarzowi za tak roztropną decyzję. Dobrze, że poczucie odpowiedzialności zwyciężyło. Wszyscy jesteśmy teraz w dużej mierze zaaprobowani kwestiami naszego zdrowia, walki z pandemią, troską o siebie i najbliższych. Czas na rozliczenie władzy nadejdzie po ustaniu pandemii. Oby stało się to jak najszybciej.

Z takiej decyzji cieszy się również Tomasz Szewczyk z komitetu referendalnego.

– Gdyby głosowanie odbyło się teraz, frekwencja mogłaby być niższa, a przez to referendum nieskuteczne, bo wielu mieszkańców, którzy chcą w nim wziąć udział, bałoby się o swoje zdrowie i zrezygnowało z pójścia do urn. A chętnie zagłosują, gdy poprawi się sytuacja epidemiologiczna – przekonuje.

To pewien dyskomfort

Nie jest tajemnicą, że inicjatorom referendum listopadowy termin, w kulminacyjnym momencie drugiej fali pandemii, nie odpowiadał. Gdyby frekwencja była zbyt niska (gdyby do urn poszło mniej niż trzy piąte wyborców z poprzedniego głosowania), referendum byłoby nieważne. Nie jest też tajemnicą, że władzom właśnie na takim terminie zależało. I na niskiej frekwencji.

Burmistrz Andrzej Katarzyniec robił wszystko, aby zniechęcić mieszkańców do referendum. Mimo że przebywał w szpitalu z powodu zakażenia koronawirusem, na swoim facebookowym profilu zachęcał do pozostania w domach 15 listopada i bojkotu referendum.  Podkreślał, że miasto musi wydać na jego organizację blisko 60 tys. zł, przesuwając pieniądze m.in. z wynagrodzeń dla pracowników oświaty czy remontu dróg. Mało tego, polecił rozlepić po mieście plakaty z hasłem „Nie idę na referendum”. Teraz, gdy referendum zostało odwołane, burmistrz milczy.

Za to chętnie wypowiadają się radni z koalicji burmistrza.

– Uważam, że przesunięcie referendum w czasie nic nie da. Ono i tak nie miałoby szans powodzenia, nawet gdyby pandemii nie było. Z drugiej strony, nie ma aż takiego zagrożenia, aby odwoływać głosowanie. Jakoś cztery tysiące ludzi nie bało się wyjść na ulice Żagania i protestować w sprawie zakazu aborcji – kwituje Piotr Łoś, wiceprzewodniczący Rady Miasta. – Zawieszenie referendum w czasie jest pewnym dyskomfortem zarówno dla nas, radnych, jak i burmistrza. Szczególnie w kontekście uchwalenia budżetu na przyszły rok czy ustalenia stawek podatków i opłat za śmieci. Zaraz się znajdą krytykanci, że wybraliśmy te, a nie inne inwestycje, że ustaliliśmy takie, a nie inne stawki. I będą to wykorzystywać w dalszej kampanii referendalnej – argumentuje Łoś.

Daniel Marchewka, radny i były burmistrz, mówi wprost, że przekładanie referendum nie jest na rękę obecnej władzy.

– Burmistrz raczej szedł w stronę bojkotu referendum żenującą akcją „nie idę na referendum”, licząc na niską frekwencję w dobie pandemii. Z urzędowych źródeł wiem, że zawieszenie referendum jest dla władzy traumą – mówi Marchewka. – Boją się, bo nie mają wizji pomocy dla przedsiębiorców, łagodzenia skutków kryzysu dla mieszkańców oraz ciągle rosnącym niezadowoleniem mieszkańców z ich rządów. Co jednak mają myśleć mieszkańcy, gdy w czasie, gdy z dnia na dzień umierają ludzie z powodu Covid, burmistrz karmi ich wizją Hawai na Gryżycach? Przed nami budżet na przyszły rok. Z pewnością będą cięcia wydatków, ale czy zaczną się od pensji burmistrza?

No cóż, władza będzie musiała się jeszcze trochę natrudzić, by udowodnić mieszkańcom, że zasługuje na swoje posady i pensje.

Napisz komentarz »