REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Nasza Ziuta odeszła

Opublikowano 06 listopada 2020, autor: bj

Elegancka, elokwentna i zawsze uśmiechnięta. Tak Józefinę Wawrzyniak (?78 l.) zapamiętają na zawsze jej najbliżsi.

Pani Józefina odeszła nagle, choroba zaatakowała i szybko ją pokonała.

– Zmarła we wtorek, 3 listopada, w 105. Szpitalu Wojskowym w Żaganiu. To się stało tak szybko, że wciąż nie mogę uwierzyć. Mam wrażenie, że wyjechała w podróż. Tak bardzo je w końcu lubiła – mówi Marzena Bałdyga, córka.

– To wszystko wydarzyło się tak nagle. Trudno nam nawet zrozumieć – dodaje Dorota Zduńska, młodsza córka.

Pani Józefina pozostawiła w rozpaczy męża Norberta, dzieci oraz wnuki. I siostrę bliźniaczkę, Elżbietę.

– Czasem się zamieniały, stroiły sobie żarty ze swojego taty, bo nie rozpoznawał, która, jest którą. Już jako dorosłe osoby kupowały sobie nawzajem ubrania, buty. I w zasadzie zawsze były to identyczne rzeczy. Pomimo tego, że nie miały codziennego kontaktu, bo ciocia mieszka 400 km stąd. Gdy Ela pojawiła się w Żarach po wielu latach, wszyscy się do niej zwracali imieniem mojej mamy, bo nikt się nie zorientował, że to nie ona – wspomina pani Dorota. – Ale jak się kiedyś zdarzyło, że nie mogła pójść na umówione spotkanie z tatą, jeszcze przed ślubem, to się ten fortel nie udał. Tata się zorientował, że to nie jest jego ukochana – dodaje pani Dorota.

Obie siostry mówią o szczególnej więzi sióstr-bliźniaczek.

– Dzień przed  śmiercią mamy, w poniedziałek wieczorem, ciocia Ela zadzwoniła, że sobie miejsca nie może znaleźć, że dzieje się coś złego. We wtorek, o godz. 5.30, otrzymaliśmy informację, że mama nie żyje – przyznaje pani Marzena.

Zaiskrzyło

Do Żar Józefina Wawrzyniak przyjechała po wojnie razem z rodzicami. Miała 2 lata. Tu skończyła szkołę, tu wyszła za mąż, tu przyszły na świat jej dzieci.

Najstarsza chórzystka (z ponad 50-letnim stażem) chóru działającego przy kościele p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, potem p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa. W roku 1990 roku stworzyła sklep Exclusive w nowoczesnym stylu, który żaranie pamiętają po dziś dzień. Handlowcem była zresztą od zawsze. Z wykształcenia, z zamiłowania. W tym samym sklepie, wiele lat wcześniej pracować zaczęła w kilka miesięcy po ukończeniu szkoły. Najpierw jako sprzedawczyni, potem kierowniczka.

– Handel był jej pasją. I ona zrobiła z tego prawdziwą sztukę. A wiele lat wcześniej to w sklepie poznali się z naszym tatą. Bo przyszedł i poprosił o guziki… Powiedział, że ma ich być 10 deka. No to mama pobiegła do kierowniczki, bo nie wiedziała, co zrobić. Guziki przecież sprzedawali na sztuki. Ale wówczas już coś pomiędzy nimi zaiskrzyło. Bo jeszcze tego samego dnia wybrali się do kina – wspomina D. Zduńska.

Pobrali się w Sylwestra w 1965 r. Dochowali się dwóch córek i sześciorga wnucząt.

Dla wszystkich Ziuta

– Józefina to do niej w zasadzie nikt nie mówił. Zawsze prosiła, by zwracać się do niej Ziuta. Gdy szłam coś załatwić w imieniu mamy i mówiłam, że jestem córką Józefiny Wawrzyniak, to nie mogli skojarzyć, o kogo chodzi. Ale gdy powiedziałam, że od Ziuty, od razu mówili „Ach tak, oczywiście” – wspomina pani Marzena.

Bo pani Józefina była osobą szczerą i życzliwą. Nigdy nie stwarzała dystansu.

– Poznaliśmy się w letnie popołudnie. Od razu powiedziała, żeby mówić do niej po imieniu: „Ziuta jestem” – mówiła – wspomina Roman Tomków, wieloletni wspólnik J. Wawrzyniak.

Byli partnerami w interesach i przyjaciółmi.

– Sklep Exclusive prowadziliśmy razem niemal ćwierć wieku, od 1990 do 2014 roku. Dla niej zawsze przede wszystkim liczyła się w tej współpracy rzetelność i uczciwość. To było jasne, że każda złotówka ma 100 groszy i to zawsze było dzielone na pół. Przez te wszystkie lata ani razu nie było między nami nieporozumień. A tak po ludzku, Ziuta miała wielkie serce. Wiele razy się zdarzało, że przychodził ktoś w potrzebie do sklepu i prosił o wsparcie. Nigdy nie wychodził z pustymi rękoma – wspomina R. Tomków.

– Rodzina była dla niej bardzo ważna. U nas w domu zawsze były celebrowane święta. Było rodzinnie, ciepło, z tradycyjnymi potrawami i prezentami dla wszystkich. Zawsze też pamiętała, żeby wspomóc innych. Do Caritasu po prostu szła z całymi torbami. Mówiła, że każdemu należy się, by ten czas był godny. I że jest dużo biednych, potrzebujących ludzi – dodaje pani Marzena.

Z wielkim sercem

– Ziuta to osoba z wielkim sercem i życzliwością. Gdy byliśmy razem na wycieczce we Francji i ktoś się źle poczuł, natychmiast się zainteresowała, pobiegła po leki. Była bardzo życzliwa i pomocna  -mówi Bożena Banaszek, również chórzystka. I dodaje: – Dziś nie mogę w to uwierzyć. Jeszcze 2-3 tygodnie temu spotkałyśmy się na deptaku, szła do fryzjera. Zawsze bardzo o siebie dbała. Jeździła na rowerze. Wcześniej uprawiała aerobik.

– Gdy jechaliśmy na tę wycieczkę, wydawało się, że ciężko będzie przetrwać 20-godzinną podróż autokarem. Ale gdzie tam. Zleciała, jak z bicza strzelił. Ziuta sypała kawałami jak z rękawa. Nie wiadomo, kiedy ten czas nam minął – mówi Jan Zielonka, który panią Józefinę również znał z chóru.

– Znałyśmy się od dziecka. Jako małe dziewczynki śpiewałyśmy razem piosenki, idąc do lasu na jagody. Gdy byłyśmy nastolatkami, rozmawiałyśmy o tym, jakich chciałybyśmy mieć mężów, jak mają mieć na imię. Ziuta imię swojego przyszłego męża odgadła. Mnie się nie udało, ale Ziuta przewidziała, że jej mąż będzie miał na imię Norbert – uśmiecha się na to wspomnienie B. Banaszek.

– Na dzień św. Cecylii przyszła wcześniej na spotkanie chóru. Przyniosła własnoręcznie upieczone rogaliki. Dla wszystkich. Ziuta zawsze przede wszystkim myślała o innych – mówi Jadwiga Mazur, z którą znały się z chóru i z Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Najbliższym i przyjaciołom trudno uwierzyć, że już nigdy się nie spotkają.

– Ziuta tam w niebie na pewno stworzy chór. Była bardzo głęboko wierzącą osobą. I tam, z naszymi chórzystami, którzy odeszli, zaśpiewa Panu Bogu – przeciera oczy B. Banaszek.

Msza żałobna za duszę śp. Józefiny Wawrzyniak odbędzie się w kościele p.w. NSPJ przy pl. kard. St. Wyszyńskiego w sobotę (jutro, 7.11.) o godz. 12.

Napisz komentarz »