REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Strażacy skarżą się na szefa

Opublikowano 30 października 2020, autor: bj

Żądza władzy, nepotyzm, urlop w czasie zarazy, długie godziny na telefonicznych pogawędkach i relaks na siłowni w czasie pracy. To żarscy strażacy zarzucają swojemu szefowi. I piszą na niego skargę, domagając się wyciągnięcia konsekwencji. Komendant Mariusz Morawski odpiera atak. – Zarzuty są bezpodstawne – mówi.

Komendantem powiatowej straży pożarnej w Żarach Mariusz Morawski jest zaledwie od lutego, a już jego praca u części załogi Komendy Powiatowej PSP budzi wątpliwości. Chodzi o członków powstałego w lipcu Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Pracowników Pożarnictwa.

– To, że ten związek powstał, jest efektem działalności pana komendanta – mówi Rafał Judycki, przewodniczący związku.

Na tym nie poprzestali. Na początku października wysłali pismo do komendanta wojewódzkiego, z wiadomością do Komendy Głównej PSP w Warszawie.

Wyliczyli całą listę zarzutów do komendanta Morawskiego. Między innymi zaniedbania przy przestrzeganiu reżimu sanitarnego.

Kłopot nie od dziś

Zastrzeżenia mieli do M. Morawskiego jeszcze za czasów, gdy był dowódcą Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Żarach.

– Większość czasu pracy, ok. 7 godzin, spędzał, rozmawiając przez telefon – mówi R. Judycki. – Na drzwiach do świetlicy pojawiła się kartka „biuro telefoniczne dowódcy JR-G”-wspomina. Dodaje, że pozostałą godzinę z 8-godzinnego dnia pracy obecny komendant  dzielił pomiędzy 30-minutowy pobyt na siłowni i tyle samo czasu w… jadalni.

Związkowcy zastrzegają jednak, że komendant jako jeden z niewielu nie ma telefonu służbowego.

– Bo na pierwszym telefonie służbowym, jaki miał, wykręcił rachunek na kilka tysięcy złotych – dopowiada R. Judycki.

Jest kasa, jest i żal

Strażacy napisali też o znacznie większej kwocie, którą wysupłać musiała kasa komendy. A to dlatego, że obwiniają obecnego komendanta za szybsze odejście ze stanowiska Roberta Słowikowskiego, jego poprzednika, który i tak miał przejść na emeryturę. Tyle że później. A odszedł nagle, w styczniu, po tym, jak w fotelu komendanta głównego straży pożarnej zasiadał Andrzej Bartkowiak. A to na znajomość z pierwszym strażakiem w kraju powołuje się, zdaniem związkowców, M. Morawski.

– Przy okazji każdej nadarzającej się okazji, formalnej czy nieformalnej, podkreśla osobistą znajomość z komendantem głównym – słyszymy od strażaków.

Odejście na emeryturę R. Słowikowskiego, bez odebrania przez niego urlopu, skutkowało koniecznością wypłaty ekwiwalentu – 50 tys. zł za niewykorzystany urlop.

Związkowcy mówią o buńczuczności i żądzy władzy obecnego szefa straży.

Potwierdza to sam były komendant Robert Słowikowski.

– Dla mnie się poukładało bardzo dobrze, bo dostałem pieniądze. Powinienem iść na urlop, wykorzystać go i dopiero odejść. Ale że gospodarze tak zarządzili, to ja dostałem pieniądze. I tyle – ucina Słowikowski. Ale żal ma. O brak pożegnania, gdy odchodził na emeryturę.

– Tylko samorządowcy zorganizowali dla mnie uroczystość odejścia ze służby po 35 latach. A przecież moim miejscem pracy była komenda. Mam wielki żal. Oczekiwałem szacunku dla mojej służby, dla munduru. Nie myślałem, że mój współpracownik może się tak zachować. On wtedy był już pełniącym obowiązki komendanta – tłumaczy Słowikowski.

Urlop w czasie zarazy

Nieprzestrzeganie procedur reżimu sanitarnego, witanie się, bezpośrednie kontaktowanie z różnymi zmianami to kolejny zarzut strażaków.

– Nie tylko chodzi o witanie się przez podanie ręki, przymuszenie strażaków do udziału w oficjalnych uroczystościach z okazji obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa, ale ignorowanie poleceń przełożonych. Pomimo wydanego zakazu udzielania urlopu strażakom, sam poszedł na urlop. Pozostawił komendę w trakcie tworzenia procedur – przytacza zarzut R. Judycki.

Do tego dochodzi szykanowanie członków nowo powstałego związku, przy braku reakcji na zaniedbania funkcjonariuszy, którzy są członkami NSSZZ „Solidarność”.

– Oni są faworyzowani przy obsadzaniu stanowisk służbowych. Inni, pomimo lepszych kwalifikacji ogólnych, zawodowych, większego doświadczenia, są pomijani. Komendant Morawski w rozmowie z jednym z kandydatów na dowódcę Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej warunkował jego awans wypisaniem się z jednego związku i zapisaniem do „Solidarności”. Zresztą pierwsze decyzje personalne komendanta Morawskiego to właśnie awans członka „Solidarności” na dowódcę JRG w Żarach, a przewodniczącego na dowódcę zmiany. Przykłady można mnożyć – mówi R. Judycki.

Bezpodstawne zarzuty

– Przedstawione zarzuty są bezpodstawne – mówi Mariusz Morawski, komendant powiatowy KP PSP w Żarach. – To jest związek, który nie wyraził najmniejszej chęci spotkania oraz wspólnej pracy na rzecz poprawy warunków służby w tak ciężkim czasie, jakim jest pandemia koronawirusa.

Przeczy, by w komendzie ktokolwiek był lepiej traktowany niż inni.

– Bez pokrycia są również zarzuty dotyczące faworyzowania członków jednego związku zawodowego (awanse, nagrody) przy pomijaniu innych związków zawodowych – komentuje komendant.

Dodaje, że sprawa zakończenia służby przez R. Słowikowskiego odbyła się poza nim.

– Okoliczności odejścia na emeryturę byłego komendanta związane było nie z zarzucaną mi buńczucznością i żądzą władzy. A z tym, że bezpośrednio zainteresowany złożył raport o przejście na zaopatrzenie emerytalne. Z kolei wypłata świadczenia za niewykorzystany urlop związana była z tym, że były komendant zamiast wykorzystać zaległy urlop poszedł na zwolnienie lekarskie – kończy.

Sprawa lokalna

Strażacy napisali do Komendy Wojewódzkiej PSP. Ta pytana o sprawę milczy. Wie o tym Komenda Główna.

– To lokalna sprawa, która trafiła do lubuskiego komendanta wojewódzkiego PSP oraz do wiadomości KG PSP. Lubuski komendant wojewódzki PSP podejmie czynności wyjaśniające i poinformuje o poczynionych ustaleniach – ucina pytani o szczegóły st. kpt. Krzysztof Batorski, rzecznik komendanta głównego.

A co o konflikcie w komendzie powiatowej wie Józef Radzion, starosta żarski?

– Nie było oficjalnego pożegnania odchodzącego komendanta, więc pomyśleliśmy, że wypada mu podziękować. Pismo od strażaków trafiło do mojej wiadomości. Nikt jak dotychczas nie zwrócił się do mnie osobiście. Mamy ze sobą kilka miesięcy pracy komendanta. Z tej współpracy jestem zadowolony. Widzę, że stara się pozyskiwać środki, dobrze współpracuje z samorządami Myślę, że jego pracę będzie można oceniać dopiero w dłuższej perspektywie – komentuje J. Radzion, starosta żarski.

Napisz komentarz »