REKLAMA

Samorząd

Oszczędzanie po szprotawsku

Opublikowano 23 października 2020, autor: Piotr Piotrowski

– Co z tym programem naprawczym, panie burmistrzu? – pyta Ewa Gancarz burmistrza Szprotawy, Mirosława Gąsika.

Gancarz żali się, że gdy pełniła obowiązki burmistrza, gdy M. Gąsika siedział w areszcie, radni z jego obozu zarzucali jej rozrzutność w finansach i porządki kadrowe w Urzędzie Miasta. 

– Gdy pan Gąsik wrócił do pełnienia funkcji burmistrza, zatrudnił sekretarza na pełny etat i przywrócił do łask dwóch zdegradowanych przeze mnie naczelników – wytyka E. Gancarz.

Gancarz wystosowała do burmistrza interpelację. Pyta go, gdzie jest program naprawczy, który obiecał realizować w gminie zadłużonej na ok. 66 mln zł.

– Śmiem twierdzić, że nie ma żadnego programu. A może państwo radni go widzieli? – ironizowała na sesji Rady Miasta. – Zarzucaliście mi, że zaprzepaściłam program naprawczy. Jak mogłam go zaprzepaścić, skoro nie miałam takiego programu? Moje zadanie polegało na realizacji zadań zapisanych w budżecie. Państwo krzyczeliście na mnie i wypominaliście, że nie oszczędzam. A czy teraz się oszczędza? 

 

Taka polityka

Gancarz wytyka, że zwolniona przez nią Iwona Prokop została przywrócona przez Gąsika na stanowisko sekretarza z pensją rzędu ok. 9 tys. zł. Zdegradowana przez nią z funkcji naczelnika wydziału oświaty Dorota Grzeszczak została wiceburmistrzem już kilka dni po powrocie burmistrza do Ratusza (z pensją ok. 7 tys. zł), z kolei zdegradowany przez nią Maciej Boryna, w ramach kolejnej już reorganizacji Urzędu Miasta, został kierownikiem ds. promocji i przedsiębiorczości (z pensją ok. 7 tys. zł). 

Gancarz podkreśla, że zatrudniła wiceburmistrza za 7 tys. zł, ale zwolniła dwóch super naczelników, którzy kasowali łącznie ok. 17 tys. zł miesięcznie. I że za jej czasów sekretarz był zatrudniony na 1/5 i zarabiał ok. 2 tys. zł.

Burmistrz M. Gąsik odbija piłeczkę. Tłumaczy, że prawdziwy program naprawczy musiał wdrożyć teraz, po powrocie do Ratusza i rządach E. Gancarz.

– Pani Gancarz zostawiła mi dziurę w budżecie w wysokości blisko 2,7 mln zł i teraz trzeba ją łatać. Nie ma pieniędzy na zbilansowanie gospodarki śmieciowej, brakuje na wydatki w oświacie – mówi. – Ona sama zrobiła kosztowną reorganizację w urzędzie, pozwalniała moich zaufanych współpracowników i przywróciła ludzi ze starej ekipy. Nie mówiąc już o byłym komendancie Straży Miejskiej, który dalej pracował w urzędzie, nie mając przez trzy miesiące wyznaczonego zakresu obowiązków.

Napisz komentarz »