REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

COVID zabił ją w parę dni

Opublikowano 23 października 2020, autor: Piotr Piotrowski

38-letnia mieszkanka Szprotawy przegrała krótką walkę z koronawirusem. COVID-19 zabił ją w parę dni. To jedna z najmłodszych ofiar pandemii w województwie lubuskim.

Weronika miała gorączkę, kaszel i bóle mięśni. Zadzwoniła do lekarza rodzinnego, który przepisał jej leki przeciwgrypowe.

– Objawy nie ustępowały. Żona czuła się coraz gorzej, dlatego po dwóch dniach ponownie zadzwoniła do lekarza. Przepisał inne leki i polecił, aby wykonała test na koronawirusa – mówi Adam Tarawski. – Żona zadzwoniła do Sanepidu, który wyznaczył jej termin wymazu następnego dnia. Po dwóch dniach od testu próbowaliśmy dowiedzieć się w Sanepidzie, jaki jest wynik, ale nie mogliśmy się dodzwonić. W końcu udało się trzeciego dnia, ale uzyskaliśmy jedynie informację, że próbki pojechały do Szczecina i trzeba czekać. Czwartego dnia, nad ranem, Weronika dostała okropnych duszności. Wezwaliśmy pogotowie. Ratownik polecił w rozmowie telefonicznej, aby żona wyszła z mieszkania na zewnątrz, do karetki. Tłumaczyłem, że jest tak słaba, że nie jest w stanie tego zrobić. W końcu jakoś udało się jej dojść. Żona się dusiła, było coraz gorzej. Mimo długiej reanimacji, nie udało się uratować Weroniki. Dopiero wtedy, od  pracownika pogotowia, dowiedziałem się, że była zakażona. Ratownik dowiedział się tego, dzwoniąc do służb sanitarnych.

To chory system

Weronika była w grupie ryzyka. Chorowała na astmę i padaczkę, trzy lata temu pokonała raka narządów kobiecych. Z Adamem znali się od 20 lat. Małżeństwem byli 16 lat.

– Mam żal do służb sanitarnych i tego całego chorego systemu służby zdrowia. Przez cztery dni czekaliśmy w niewiedzy. Nikt nie powiadomił nas, że żona ma COVID-19. Zamiast leczenia szpitalnego i podłączenia do respiratora, leczyła się lekami na grypę. Zostawiono ją na pewną śmierć – mówi pan Adam. – Mało tego, żadna z dwóch karetek, które przyjechały pod kamienicę, nie miała respiratora. Mam nadzieję, że śmierć żony będzie ostrzeżeniem dla całego tego systemu walki z COVID-19. Trzeba go usprawnić, bo nie działa tak, jak powinien.

Ciężkie chwile przeżywa również matka Weroniki, pani Elżbieta.

– Stracić córkę to ból nie do opisana. Żadnej matce tego nie życzę – mówi. – Z pogrzebem córki czekamy na zięcia, aż skończy mu się okres kwarantanny. Dzień przed śmiercią rozmawiałam z nią telefonicznie. Czuła się coraz gorzej, żaliła się, że leki nie działają, że ciągle czeka na wynik testu.

Jacek Stępień, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej w Żaganiu, podkreśla, że często na wynik testu trzeba czekać nawet kilka dni.

Napisz komentarz »